Kto był na koncercie Dawida Podsiadły, ten przyzna, że jego występy to wydarzenia dopięte na ostatni guzik. Zarówno muzycznie, produkcyjnie, jak i wizualnie. Dlatego co trasę pojawia się w mojej głowie pytanie – czy Dawid przeskoczy postawioną sobie poprzeczkę? Ile jest jeszcze w stanie zaoferować jako artysta?
Ostatnia trasa wywołała we mnie mieszane uczucia, dlatego wybierając się na sobotni koncert z Przed i Po Tour we Wrocławiu, towarzyszył mi pewien niepokój, jednak przede wszystkim byłam niezwykle podekscytowana. W końcu wracamy do mojej ulubionej formy występów Podsiadły – w filharmoniach, odartych z przebojowości, okraszonych pewną intymnością.
Nazwa Przed i Po Tour nie jest przypadkowa; trasa dzieli się na dwie części – „przed” 10-leciem debiutanckiej płyty artysty, Comfort and Happiness i „po” niej. Po równej dekadzie Podsiadło ma w dyskografii wiele przebojów, na które tego wieczoru czekało wielu. I z pewnością się nie zawiedli. Pastempomat, W Dobrą Stronę, Małomiasteczkowy czy Nie Ma Fal – wszystkie znalazły się na setliście. Koncert rozpoczynają, tak jak karierę muzyka, Trójkąty i Kwadraty. Zdawałoby się, że słyszeliśmy już każdą możliwą wersję tego utworu, jednak Dawid znów zaskoczył. Te Trójkąty są urocze, delikatne i przepełnione nostalgią minionych 10 lat, przez co pierwszy raz miałam okazję uronić na nich łzy.
Następnie płyniemy przez kolejne etapy kariery Podsiadły, wsłuchując się w przekrój materiału ze wszystkich 4 płyt. Przeważają utwory z Lat Dwudziestych, a wśród nich awejniak, millenium oraz Blant, które zostały pominięte na POSTPRODUKCJA Tour, dlatego ich obecność cieszy jeszcze bardziej. Choć na setliście nie ma większych zaskoczeń, pojawią się miłe niespodziankowe elementy w postaci m.in. niegranego od lat !H.A.P.P.Y!, dzięki czemu można na chwilę przenieść się do początków kariery artysty.
Jednak brak zaskoczeń dotyczy jedynie setlisty, ponieważ Podsiadło wraz z zespołem serwują nam prawdziwie muzyczną ucztę. Pierwszy raz od dawna z trudnością rozpoznawałam grany utwór; nowe aranżacje po prostu zachwycają. To niezwykle cenna umiejętność, nadać nowy charakter utworom znanym już w wielu różnych wersjach, przez słuchacz wciąż czuje się zaskoczony. Dawid i jego ekipa zręcznie operują kontrastami, zarówno wizualnie, jak i muzycznie, tworząc 2-godzinny muzyczny spektakl.
Podsiadło odchodzi od znajomych brzmień, które były stałym punktem jego koncertów. Wciąż słyszymy już znaną improwizację po Nieznajomym oraz pojedyncze aranże z poprzedniej trasy jak np. And I i Matylda, jednak Przed i Po Tour pokazuje nam kolejne możliwości oraz odsłony Dawida. Na szczególne wyróżnienie zasługuje aranż POSTu, który jest zdecydowanie najlepszym punktem koncertu. Zdawałoby się, że tak dosadny i bezpośredni utwór sam w sobie robi ogromne wrażenie, jednak nowa wersja absolutnie wbija w fotel! Bardzo tęskniłam za taką świeżością i eksperymentami u Podsiadły.
Gdyby niespodzianek było jeszcze za mało, w środku koncertu na scenie pojawiają się specjalni goście w postaci wrocławskiego chóru. Nie byle jakiego, bo Wrocławskiego Chóru Seniora, który jest obecnie największym tego typu zespołem wokalnym w Polsce. Seniorzy dołączają do Dawida w Szarości i Różu i Nieznajomym. Pomysł zaproszenia wyjątkowych gości to strzał w dziesiątkę; publiczność była zachwycona, a uśmiechy seniorów podczas owacji na stojąco poruszyły niejedno serce – zdecydowanie najmilszy moment tego wieczoru, który będę wspominać długo.
Na koniec koncertu nadszedł czas na bis, na którym usłyszeliśmy mori – obecnie najnowszy singiel artysty, co stanowi ładną klamrę 10-letniej kariery. Widać było, że publiczność z niecierpliwością wyczekiwała tego utworu. Jeśli miałabym mieć jakieś zarzuty, to nie do końca przekonuje mnie sąsiadowanie tak sentymentalnego utworu wraz z tanecznym WiRUSEM. Jednak dzięki aranżacji znanej z Bestsellerów Empiku, mniej delikatnej w porównaniu z poprzednią piano wersji, ten kontrast nie jest aż tak rażący.
Sobotni koncert uświadomił mi po raz kolejny, za co szczególnie cenię koncerty Dawida – muzyczną wielowarstwowość oraz dynamikę między muzykami na scenie. Pomimo tego, że publiczność zbiera się przecież przede wszystkim dla Podsiadły, każdy z zespołu przyciąga uwagę oraz „ma swój moment”, a uśmiechy wymieniane między nimi tworzą wręcz domową atmosferę.
Do każdego, kto wybiera się na Przed i Po Tour – zazdroszczę, że macie to jeszcze przed sobą. Jeśli jednak niestety nie wygraliście tym razem walki o bilety – dobra wiadomość. Po zakończeniu trasy ukaże się krążek z fonograficznym zapisem koncertów! Ja już nie mogę się doczekać aż powrócę do tych dźwięków. Wieczory takie jak ten udowadniają, że to, co zobaczyliśmy dotychczas u Dawida Podsiadły, to tylko część jego muzycznych możliwości.


