Pitbull – Greatest Hits (2017), recenzja Marty Muśko

2
227

null10 płyt studyjnych i liczba singli przekraczająca 80. Taki opis dorobku artystycznego mógłby świadczyć o artyście, obecnym na scenie od co najmniej kilku dekad, jednak pewnemu Amerykanowi udało się to osiągnąć w ledwo ponad 10 lat. Może komuś się to podobać lub nie, Pitbull jest obecnie jedną z najbardziej produktywnych osób w branży muzycznej, a za wszystkie lata potrafił zjednać gwiazdy z odległych muzycznie światów i stworzyć z nimi cieszące się zainteresowaniem projekty. Część z nich usłyszymy na najnowszej składance Greatest Hits.

Od Mr. 305 do Mr. Worldwide – Armando Christian Perez, znany jako Pitbull, przebył drogę od ulic Miami do wielkiego międzynarodowego sukcesu, spełniając swój amerykański sen. Poważną przygodę z muzyką rozpoczął w 2001 roku, a następnie zadebiutował z hip-hopowym M.I.A.M.I.. Miało to miejsce 13 lat temu, a do obecnego momentu zdążył wypracować w studiu nagraniowym 10 płyt, wydać 80 singli i zaangażować wyjątkowych gości reprezentujących różne oblicza muzyki. Wśród nich znaleźli się Jennifer Lopez, Marc Anthony, Akon, Travis Barker, Mick Jagger, Jason Derulo, Robin Thicke, Kesha, Shakira, Enrique Iglesias, T-Pain, Lil Jon i wielu innych.

Jego kariera w szeroko pojętym show-biznesie nabrała rozmachu dopiero w 2009 roku przy wydaniu solowego singla I Know You Want Me (Calle Ocho). Bez względu na tekstowy banał, muzyka łącząca wówczas egzotyczny dla przeciętnego polskiego słuchacza reggaeton i pop w roku swojej świetności rzeczywiście wybijał się na tle całego natłoku tanecznych propozycji.

Po latynoskim wstępie otrzymaliśmy utwór o bliższej Ameryce i Europie brzmieniu – Hotel Room Service. Jest luksus, są Jenny, Yamile, Roslin, Zulema, Christina, Carolina, Sofia, Stefany. Jest i główny winowajca – Armando Bond oraz jego partnerskie rozterki.

Pitbull nie zbudował kariery jedynie na duetach, co często jest mu zarzucane. Pierwsze single były samodzielną i pomyślną próbą zawojowania rynku muzycznego, a współpraca z szeregiem gwiazd, który rozbudowuje w błyskawicznym tempie, pomogły mu w utrzymaniu swojej pozycji. Pierwszym, najbardziej sukcesywnym duetem i jednocześnie piosenką w całym dorobku Pitbulla okazała się współpraca z Ne-Yo, Afrojackiem i Nayer. Kombinacja hip-hopu, popu i Broadwayowskiego teatru przyniosła mu pierwszy numer jeden na liście Billboardu. Nic dziwnego, to po prostu kawał dobrej muzyki klubowej. Pozostając na Planet Pit z 2011 roku, jego singlem inauguracyjnym zostało Hey Baby (Drop It to the Floor). Singiel z wyraźnym elektronicznym bitem i irytująco-nachalnym auto-tune’owym wokalem T-Paina. Nieudany dobór muzycznego kompana mogę również zarzucić w International Love. W już wystarczająco słodkim, dyskotekowym numerze, głos Chrisa Browna brzmi zbyt chłopięco.

O ile w przypadku wcześniejszych utworów duety mogły wydawać się dość przewidywalne, w Rain Over Me Pitbull zjednał sobie prawdziwą legendę sceny latynoamerykańskiej – Marca Anthony’ego, któremu zawsze było po drodze w kierunku liryki, salsy oraz popu z sukcesami na koncie, aniżeli do typowej muzyki wypełniającej cztery ściany klubów. Po raz kolejny potwierdza się przypuszczenie, że uzdolniony artysta, pozornie niepasujący do danej stylistyki, z powodzeniem sprawdzi się w każdym gatunku. Wokal Marca nadał całości zupełnie nowej jakości i wyróżnia się oryginalnością na tle wcześniej zaprezentowanych twórczych tandemów. Do tego teledysk, którego nie nakręcono w żadnym lokalu, hotelu, ani na jednej z plaż na Florydzie, lecz z krajobrazem zjawiskowej pustyni, wciąż potrafi zaskarbić moją uwagę. Klasa, panowie!

Wśród gości zaangażowanych w wypełnienie dorobku Pitbulla kolejnymi hitami było również wielu przedstawiciel młodego pokolenia jak Kesha w taneczno-folkowym Timber, które obsypano złotą i platyną, a także Christina Aguilera w przebojowym Feel This Moment. Tu raper po raz kolejny przeprowadził znaną melodię przez machinę czasu i według własnego uznania dopasował do niej nowe brzmienie. Wszystko w charakterystycznym dla siebie, często prowokującym krytyków, skocznym klimacie.

Globalization przyniosło także najnudniejszy z całej trzynastki singiel Time Of Our Lives z Ne-Yo oraz o wiele lepiej wypadającą na jego tle latynoską sambę w Fireball z udziałem Johna Ryana, które również postanowiono nam przypomnieć w ramach nowego kompilacyjnego wydawnictwa. Nie zabrakło na nim także nowości – Jungle nagrano ze Stereotypes, E-40 i Abrahamem oraz Locas z Lil Jonem, które stanowi o wiele ciekawszą propozycję ze względu na swój odmienny, mroczny klubowy klimat. Takowy wydaje się być bliższy zarówno muzycznej naturze Pitbulla, jak i jego odbiorcom, aniżeli kawałki oscylujące między funkiem i współczesnym brzmieniem.

Zaledwie 13 piosenek daje powód do myślenia o powstaniu kontynuacji wydawnictwa zwłaszcza, że Greatest Hits pozbawiono między innymi duetów z Enrique Iglesiasem, Shakirą, a także Jennifer Lopez z którą współpraca była najbardziej płodna w międzynarodowe sukcesy. Mr. Worldwide niczym amerykański Santa Claus, wraz z rozpoczęciem grudnia sprawił fanom muzyczny suprise w postaci zbioru przebojów, które wniosły go na szczyty światowych list. Czyn świadomy i trafiony w punkt. Grudzień jest miesiącem aktywnego poszukiwania prezentów, a na horyzoncie widnieje sylwestrowa noc, gdzie jego repertuar idealnie nadaje się do masowej konsumpcji.

2 KOMENTARZE

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.