Piaf! The Show w warszawskim Teatrze Roma. Relacja Piotra Krajewskiego

Polacy mają słabość do muzyki francuskiej. Słychać to chociażby w naszych rozgłośniach radiowych, gdzie co jakiś czas pojawiają coraz to nowe hity znad Sekwany. W ostatnich latach wielu francuskich artystów podbiło polskie listy przebojów – to chociażby Indila, ZAZ czy Imany. Polacy kochają – oprócz współczesnych hitów – także wielką klasykę, a popularność słynnej Édith Piaf jest tego najlepszym przykładem. Właśnie dlatego Piaf! The Show nie mogło ominąć naszego kraju, a my nie mogliśmy ominąć warszawskiego koncertu.

Piaf! The Show to magiczna retrospektywa opakowana w widowisko muzyczne, którego najjaśniejszym punktem jest Anne Carrere – francuska wokalistka, która opanowała naśladowanie francuskiej gwiazdy do perfekcji. Przyznajemy. Udało jej się przywołać ducha Édith. Artystka zachwyciła publiczność Teatru Roma swoim wyjątkowym wokalem, ekspresją i świetnym kontaktem z całą widownią. Mimo że doszło do małych problemów technicznych, Anne wykazała się ogromnym profesjonalizmem. Szwankujący mikrofon nie mógł przecież zepsuć jej show – w końcu na scenie mamy prawdziwą francuską diwę!

Spektakl podzielono na dwie części. Zabieg ten sprawił, że widzowie mogli poznać niezwykle interesującą muzyczną historię Piaf, skupiając się wpierw na jej początkach, a dopiero później na największych przebojach.

Fani usłyszeli na żywo utwory, które momentalnie przeniosły wszystkich na ulice paryskiego Montmarte. Wraz z Carrere odbyliśmy podróż do świata Édith. Poznaliśmy Paryż widziany oczami Piaf. Ciężko było nie uciec myślami do stolicy Francji, kiedy ze sceny słychać było piosenki, takie jak Entre Saint Ouen et Clignancourt, Les Amants d’un jour, Paris czy słynne Sous le Ciel de Paris. Odbiór całego widowiska wzbogacały zdjęcia Paryża, prezentowane na wielkim ekranie w tle.

W ciągu swojej blisko trzydziestoletniej scenicznej kariery Piaf rozkochała w sobie tysiące ludzi, a wiele jej piosenek zachwyca słuchaczów po dziś dzień. To właśnie na te kompozycje warszawiacy czekali najbardziej w poniedziałkowy wieczór najbardziej. Teatr Roma ogarnął sentymentalno-romantyczny klimat przy utworach Padam Padam, L’Hymne à l’amour, La Foule czy La Vie En Rose. Obok takich melodii nie da się przejść obojętnie.

Anne i jej czteroosobowy zespół nie mogli też pominąć w swojej muzycznej prezentacji legendarnych już Non, Je Ne Regrette Rien i Milord. To właśnie te dwa szlagiery przypomniały zgromadzonym, jak wyjątkową artystką była Édith Piaf i ile dobrego zrobiła dla powojennej muzyki na Starym Kontynencie. Carrere udało się na sam koniec koncertu zaprosić na scenę jednego z widzów, który dostał od niej niemałą rolę – został tytułowym Millordem, z którym Francuska przeniosła się wspólnie w lata sześćdziesiąte. Oj, działo się.

Piaf! The Show to spektakl dopracowany, przemyślany i co najważniejsze – dający oglądającemu ogromną przyjemność. Przeplatają się tu powaga z zabawą, romantyzm z dowcipem. Prawdziwi fani muzyki Édith mogą liczyć na niezwykłą podróż z Anne Carrere w roli głównej, która nie odśpiewuje jedynie hitów legendy. Swoją osobowością oraz wokalem sprawia, że duch zmarłej artystki pojawia się na scenie i czaruje. Dokładnie tak samo, jak robiła to kilkadziesiąt lat temu wielka Édith Piaf. Chłodna Warszawa zamieniła na chwilę się w romantyczny Paryż.

Czytaj również