Phoebe Bridgers – Punisher (2020), recenzja Izabeli Zadury

Inne recenzje

Drugi album studyjny młodej amerykańskiej artystki Phoebe Bridgers, Punisher, zyskał nie tylko uznanie krytyków. Nasza redakcja umieściła go na 16. miejscu listy Best of 2020. 30 najlepszych albumów 2020 roku. Sprawdźcie, dlaczego zachwyty nad krążkiem są zasłużone.

Swoją znajomość z Phoebe Bridgers zaczęłam od końca. 

Pierwszym, i przez pewien czas jedynym utworem artystki, który znałam, było I Know The End, zamykające album Punisher. Chociaż kawałek ma cechy charakterystyczne dla epickiego closera, znakomicie sprawdza się również jako singiel – o tym jednak później. Po przesłuchaniu I Know The End mogłam o Phoebe Bridgers powiedzieć już kilka rzeczy: artystka ma niezwykły, naturalny talent liryczny, mistrzowsko, a zarazem łagodnie buduje napięcie, a jej delikatny głos gdzieś już wcześniej słyszałam. Tylko gdzie?

Chwila szperania w internecie przyniosła odpowiedź na moje pytanie. Phoebe śpiewa gościnnie w utworze Jesus Christ 2005 God Bless America zespołu The 1975, a także w chórkach w trzech innych kawałkach na najnowszym albumie Brytyjczyków. Ta dodatkowa wiedza zmotywowała mnie, aby wreszcie przesłuchać w całości najnowsze wydawnictwo Bridgers. Chociaż za pierwszym razem nie zaprzyjaźniliśmy się ze sobą, już drugie przesłuchanie przyniosło sinusoidę emocji i skradło moje serce.

Phoebe Bridgers stands in the desert in a skeleton costume. It’s night. The light is red.

Nie mieszkałam nigdy w Stanach Zjednoczonych, nigdy nawet tam nie byłam. Konsumuję jednak tak ogromne ilości amerykańskich mediów, że jestem w stanie zrozumieć uczucia, które artystka starała się przekazać albumem Punisher. Fascynacja i znużenie, miłość i nienawiść do kraju pochodzenia splatają się do tego stopnia, że niemożliwe jest ich rozróżnienie. To dlatego Punisher gromadzi w sobie emocje tak sprzeczne, a jednocześnie pozwala im wybrzmieć w niezakłóconej harmonii. 

Podróż przez opustoszałą, przepełniającą osamotnieniem Amerykę rozpoczynamy z utworem DVD Menu – pozbawionym tekstu, mającym za zadanie budowanie klimatu niczym ścieżka dźwiękowa do filmu. Pierwszy “pełnoprawny” kawałek, Garden Song, od pierwszych słów ukazuje nam pisarski talent (a może i geniusz?) Bridgers.

Someday, I’m gonna live
In your house up on the hill
And when your skinhead neighbor goes missing
I’ll plant a garden in the yard

Wrażenie, że wokalistka osobiście opowiada słuchaczowi o wydarzeniach ze swojego życia, marzeniach i planach utrzymuje się przez cały album. W sposobie, w jaki Bridgers śpiewa o tych prostych prawdach i skomplikowanych uczuciach swoim dźwięcznym, przejmująco smutnym głosem, jest coś niezwykle intymnego.

Bridgers balansuje na krawędzi psychodelicznego indie rocka i dream popu, dorzucając od siebie sporo folkowych elementów. Niewiele tu optymizmu i światła w warstwie muzycznej – utwory Kyoto (warto zwrócić uwagę na sekcję dętą!) oraz ICU (tutaj z kolei w tle pobrzmiewają skrzypce) stanowią wyjątki od reguły. Większość krążka charakteryzuje się minimalistyczną produkcją – gitara akustyczna i kilka subtelnych beatów absolutnie wystarcza jako baza dla wokali i opowiadanych przez wokalistkę historii. A te są w większości smutne. Może nie przygnębiające, ponieważ tu i ówdzie pojawiają się przebłyski nadziei, ale wypełnione nostalgią, prezentujące zagubienie i dojmującą samotność. 

Wokalistka, która urodziła się w 1994 roku, żegna się z młodzieńczą naiwnością w utworze Chinese Satellite, który mówi o braku wiary – nie tylko w szeroko pojętą ideę siły wyższej, ale wiary w cokolwiek. Według samej Phoebe Bridgers to piosenka o tym, kiedy po jedenastych urodzinach nie przychodzi list z Hogwartu i musisz zdać sobie sprawę, że twoje życie jest tu i teraz, i że jest całkiem zwyczajne. Artystka opowiada nam także o różnych, mniej kolorowych aspektach miłości, poświęcając na tę tematykę kilka utworów. Moon Song, o miłości toksycznej, posługuje się minimalną ilością brzmieniowych tricków. Z kolei melodia, na której oparty jest Savior Complex, przyszła do Bridgers we śnie. Na sennych nutach wokalistka porusza temat uczucia żywionego do osoby, która nie darzy miłością siebie.

Właściwie każdy utwór z albumu Punisher to swego rodzaju perełka. Graceland Too to prowadzona przez dźwięki banjo folkowa ballada, do współpracy nad którą Bridgers zaprosiła Julien Baker i Lucy Dacus, swoje koleżanki z zespołu boygenius. W tytułowym Punisher wokalistka rozlicza się ze swoim uwielbieniem dla muzyka Elliotta Smitha, którego twórczość poznała już po śmierci artysty (Smith zmarł w 2003 roku). Z kolei balladowe Halloween to kolejna doskonała próbka lirycznych umiejętności artystki i szczerości, która ją charakteryzuje.

I hate living by the hospital
The sirens go all night
I used to joke that if they woke you up
Somebody better be dying

Na koniec chciałabym opowiedzieć Wam o I Know The End, ale brakuje mi słów. Zamykający krążek utwór za każdym przesłuchaniem niezawodnie doprowadza mnie do płaczu. Musicie sprawdzić więc sami. To kawałek o podróży; podróży bardzo długiej, bo przez życie. O tęsknocie za domem, z którego już wyrośliśmy, o poszukiwaniu miejsca dla siebie. O końcu świata. Crescendo, które Bridgers serwuje słuchaczom na zakończenie, porusza niebo i ziemię.

Wszystkie utwory na krążku Punisher są jak małe, liryczne dzieła sztuki. Bridgers żongluje gatunkami, ale historie, które opowiada, nie potrzebują muzycznych fajerwerków. Ja odnajduję na tym albumie desperacką wręcz tęsknotę za spokojem, który na próżno próbujemy znaleźć w innych ludziach i miejscach, nie zdając sobie sprawy, że musimy po prostu na niego poczekać. Wierzę jednak, że każdy słuchacz zabierze od Phoebe Bridgers swoją własną lekcję.

Phoebe Bridgers - Punisher
  • Data premiery: 18 06 2020
  • Single: Garden Song, Kyoto, ICU, I Know The End, Savior Complex
Najlepsze utwory: Chinese Satellite, Garden Song, I Know The End
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Izabela Zadura
Izabela Zadura
Poszukiwaczka wartościowych tekstów, propagatorka pop-punku, bywalczyni licznych koncertów.

Czytaj również

Drugi album studyjny młodej amerykańskiej artystki Phoebe Bridgers, Punisher, zyskał nie tylko uznanie krytyków. Nasza redakcja umieściła go na 16. miejscu listy Best of 2020. 30 najlepszych albumów 2020 roku. Sprawdźcie, dlaczego zachwyty nad krążkiem są zasłużone.Swoją znajomość z Phoebe Bridgers zaczęłam od końca. Pierwszym,...Phoebe Bridgers - Punisher (2020), recenzja Izabeli Zadury