Bez wątpienia muzyka indie nadal jest na czasie. Królują w niej zespoły z Wielkiej Brytanii, do których należy między innymi Peace. Kilka dni temu na sklepowych półkach ukazał się najnowszy album grupy o intrygującym tytule Kindness Is The New Rock And Roll. Sprawdźmy, czy piosenki znajdujące się na albumie są równie ciekawe, co nazwa wydawnictwa!
Panów poznałam za sprawą kawałka Lost On Me, który oczarował mnie od pierwszego odsłuchania. Do dziś nie mogę się od niego oderwać, gdy tylko go usłyszę. Z niecierpliwością czekałam na nowy album grupy, w którym pokładałam duże nadzieje. Jak wyszło? Jest dobrze, jednak myślę, że mogło być jeszcze lepiej.

Pierwszy kawałek- Power– energicznie wprowadza nas do albumu. Świetne brzmienie gitar, dobre modulowanie głosem przez Harry’ego. Z pozoru nic nadzwyczajnego, mimo wszystko pochłania słuchacza natychmiastowo! W następnej piosence- Kindness Is The New Rock And Roll– jest już znacznie spokojniej. W trakcie outro frontmana wspiera chór, który sprawia, że przekaz piosenki wybrzmiewa jeszcze mocniej. „So, give me kindness and I’ll show you love / Expose your weakness, learn to trust”.
Pozostajemy przy wolnym tempie. Utwór numer 3 to Silverlined. Tu szczególnie w pamięć zapada piękna solówka gitarowa i kolejny piękny tekst. „When life comes down on me with all it’s devilry
/ Love will murder hate, I know I must believe”. To nie koniec rozkosznych lirycznych momentów. Nie musimy czekać długo, bo kolejny z nich pojawia się już w następnej piosence- You Don’t Walk Away From Love. „Every time I try to walk away / I can’t move my legs / I can’t turn my head / I just wanna look you in the face / Cause you don’t walk away from love”. Ci Panowie wiedzą jak sprawić, aby słuchaczowi zmiękło serce za sprawą jedynie jednego refrenu!
Harry przyznał, że kolejną piosenkę- From Under Liquid Glass- napisał w dość ciężkim dla siebie okresie. Osobiście w pełni ufam mu w to, co śpiewa. bardzo szybko wczułam się w tekst utworu. Słyszę w głosie wokalisty szczere emocje, wyrażane między innymi przez mocne słowa jak; „And I’m left alone with my big fuckin’ mental head”.
Magnificent to kawałek w którym dobrze się przysłuchując usłyszymy także instrumenty smyczkowe. Wprowadzenie takiego zabiegu instrumentalnego zazwyczaj dobrze wpływa na linię melodyczną i w odpowiedni sposób ją dopełnia, nadaje jej ciekawszego brzmienia. Tak się dzieje również w tym przypadku. Następny numer to Angel. Wprowadzeni przez delikatne intro gitary wsłuchujemy się w głos Harry’ego, który ponownie ukazuje w swoich słowach duszę romantyka. „Yeah, I worry as I want no harm to find her”. Nieco melancholijne brzmienie gitary towarzyszy nam aż do końca utworu. Nie jest to z pewnością numer porywający, mimo wszystko jednak nadal przyjemny dla ucha.
W Shotgun Hallelujah po spokojnej zwrotce, w której słychać jedynie gitarę i wokal, dostajemy nieco mocniejszy refren w którym pojawia się także perkusja, a głos brzmi pewniej, mocniej. Wypada to naprawdę dobrze i sprawia, że utwór nie brzmi zbyt jednolicie. Następna, przedostania kompozycja- Just A Ride– to w głównej mierze akustyczne brzmienie, momentami wzmacniane mocniejszym brzmieniem gitary. To kawałek, który najmniej przypadł mi do gustu. Odczuwam tu lekki niedosyt co do warstwy instrumentalnej. Ostatnia pozycja także specjalnie mocno mnie do siebie nie przyciągnęła. Choose Love to prosty refren „Choose love, choose life, today, tonight / No fear, no pain, no hate, no shame”. Jednak! Pojawia się w tym przypadku pewne urozmaicenie instrumentalne. Konkretniej- organy. Nie jest to jednak pozycja kończąca album w spektakularny sposób.
Tak jak napisałam wcześniej, jest dobrze, jednak mogło być lepiej. Na albumie znajdziemy pozycje naprawdę dobre, jak i takie, które raczej nie zapadną nam w pamięć. Mimo wszystko jednak uważam, że płytę przesłuchać warto, choćby dla tych kilku perełek, które się na niej znajdują.



