W poniedziałkowy wieczór w warszawskiej restauracji 'Żurawina’ odbył się koncert Pawła Kowalczyka.
Przyznam szczerze – był to mój pierwszy koncert jazzowy. Nie wiedziałem czego się tak naprawdę spodziewać. Jazz jako muzyka nie jest mi obcy, nigdy jednak nie słuchałem go nałogowo. Jako wielki fan koncertów i wszystkich podobnych eventów – czułem to, co zawsze czuję przed rozpoczęciem występu. Przypływ pozytywnych emocji. Pełno pytań i myśli w głowie. Jak będzie? Czy spodoba mi się? Jakie były moje myśli chwilę po zakończeniu koncertu? Kawał świetnej muzyki i wspaniały performance.
Koncert rozpoczął się wraz z wybiciem godziny 21:00. Zapoczątkował go krótki wstęp zagrany przez sam zespół, składający się z dwóch gitar, perkusji i klawiszy. Chwilę później dołączyła do nich gwiazda wieczoru, czyli sam Paweł Kowalczyk. Można było zatem uznać występ Kovalczyk Quintet za oficjalnie rozpoczęty.
W trakcie koncertu trwającego około godzinę, artysta zaprezentował dziesięć utworów. Większość piosenek była jego najnowszym materiałem, bowiem koncert miał na celu przede wszystkim promocję ostatniego albumu Kovalczyka zatytułowanego Kovalczyk Big Band Project (zapraszamy do przeczytania recenzji na naszym portalu).
Poza autorskimi kawałkami, mogliśmy usłyszeć również trzy covery. Pierwszym z nich była piosenka This Is My Life Shirley Bassey, znanej przede wszystkim z wykonania tytułowych piosenek do filmów o przygodach Jamesa Bonda. Kończąc swój koncert, Paweł Kowalczyk wystąpił z piosenką Right Now z repertuaru Saleny Jones – amerykańskiej jazzowej piosenkarki. Chwilę przed wykonaniem utworu, Kovalczyk wyjawił publiczności, iż inspiracją do stworzenia Big Band Project były przede wszystkim lata 50. i 60. ubiegłego wieku. Przyznał, że od zawsze uwielbiał słuchać muzyki z płyt winylowych, które według Pawła (trudno się tutaj nie zgodzić) gwarantowały słuchaczowi niepowtarzalne brzmienia. Zapewne dlatego właśnie, cały materiał na ostatnią płytę Kowalczyka w trakcie jej tworzenia, został w całości zagrany na żywo i od razu zarejestrowany na taśmę analogową.
Podczas koncertu żeńska część widowni dostała od artysty niemały prezent. Muzyk zadedykował Paniom utwór wykonywany w oryginale przez Macieja Maleńczuka – Ach, Proszę Pani. Myślę, nie trzeba tłumaczyć jaka była reakcja płci pięknej :)
Muszę jednak przyznać, że każdy z tych dziesięciu interesujących utwór, które można było usłyszeć w warszawskiej Żurawinie wykonany był na bardzo wysokim poziomie, zarówno pod względem muzycznym, jak i wizualnym. Osobiście, momentem który zrobił na mnie największe wrażenie była prezentacja piosenki Too Much Too Late. Dlaczego? Tym występem (całym koncertem tym bardziej) Paweł Kowalczyk udowodnił, iż jest świetnym artystą scenicznym, obdarzonym pięknym głosem, nieprzeciętną prezencją i ogromną dawką energii, która zdecydowanie udzielała się wszystkim zgromadzonym gościom. Na brawa zasługuje więc świetny kontakt z publicznością, który utrzymywał się w mojej opinii, przez cały czas trwania koncertu.
Nie można zapomnieć o reszcie zespołu, dzięki której koncert ten był naprawdę świetnym wydarzeniem. Dwóch gitarzystów, keyboardzista oraz perkusista wykonali kawał dobrej roboty. Podobało mi się, iż każdy z nich dostał szansę na zaprezentowanie się w postaci solówek, które wyszły swoją drogą znakomicie.
Na sam koniec czekała na gości ‘wisienka na torcie’, którą była premiera teledysku do najnowszego singla Kovalczyka zatytułowanego Raise Me Up. Zanim jednak zobaczyliśmy cały klip, artysta podzielił się z publiką półtoraminutowym making-off’em, przedstawiającym prace nad nowym teledyskiem.
Podsumowując cały koncert, muszę przyznać , iż cieszę się że tak ciekawe wydarzenie nie przeszło mi koło nosa. Tym bardziej jestem zadowolony, gdyż jak wspominałem wcześniej, był to mój pierwszy koncert z muzyką jazz w tle. W trakcie jednej godziny udało mi się przenieść i poczuć klimat połowy XX wieku, zdominowanej brzmieniami jazzu, funky czy popu. Zatem jeśli będziecie mieli okazję wybrać się na koncert Pawła „Kovalczyka” Kowalczyka lub innego wokalisty jazzowego – serdecznie polecam!
Za zdjęcia odpowiada { Fotomagoria }, cały album do obejrzenia na ich Facebooku.




