Something to utwór, który trafił na szczyty amerykańskich list przebojów. Piosenka, za którą Lennon i McCartney docenili umiejętności twórcze George’a Harrisona, a Frank Sinatra określił ją mianem „najpiękniejszej piosenki o miłości jaka kiedykolwiek powstała”. Wykonywali ją m.in. Elvis Presley, Shirley Bassey, Frank Sinatra, Tony Bennett, James Brown, Julio Iglesias, The Miracles, Eric Clapton oraz Joe Cocker. Napisana została dla drobnej blondyneczki Pattie Boyd, którą Harrison poznał na planie filmu „Noc po ciężkim dniu”. Panna Boyd rzuciła szkołę aby zostać modelką. Świat szybko docenił jej nieprzeciętną urodę, dzięki której stała się twarzą lat 60′ i królowała na okładkach kolorowych magazynów.
http://www.youtu.be/xzkhOmKVW08
Something nie jest jedynym wielkim utworem w historii rocka, który powstał dla Pattie. George napisał dla niej jeszcze I Need You, For You Blue i Isn’t It a Pity, a jej następny mąż (małżeństwo z Harrisonem trwało osiem lat i zakończyło się 1974), Eric Clapton napisał dla niej takie perełki jak Layla, Wonderful Tonight i Bell Bottom Blues. Najbardziej znana z trzech ostatnich piosenek jest bez wątpienia Layla, której tytuł Clapton zaczerpnął z irańskiego poematu Layla i Majnun autorstwa Nezami. Utożsamiał siebie i Pattie z głównymi bohaterami poematu targanymi nieszczęśliwą miłością.
http://www.youtu.be/fX5USg8_1gA
„Miała to gdzieś” – powiedział Clapton opisując po latach jej reakcję na stworzone dla niej piosenki.
Małżeństwo Patty z Ericem trwało od 1979 do 1988 roku jednak odeszła od niego już w 1984 nie mogąc znieść niewierności i alkoholizmu Claptona.
Kiedy myślę o Pattie Boyd, widzę dziewczynę która rzuciła na kolana największe gwiazdy muzyki rozrywkowej. Mówi się, że oprócz swych znamienitych małżonków oczarowała również Johna Lennona, Micka Jaggera i Ronniego Wooda. Dziewczynę, za sprawą której powstały jedne z największych przebojów rockowych XXw. Modelkę i fotografkę, która nigdy nie wydając singla, ani nawet piosenki odcisnęła się w historii muzyki mocniej niż nie jeden zespół.



