Jak się tej płyty przesłucha, wiosna pojawia się po pstryknięciu palcami i obróceniu się wokół własnej osi trzy razy w lewo oraz dwa w prawo. Od razu wiosna. Tak o płycie Gossamer napisał na swoim Faceboku Dawid Podsiadło. Ja po jej przesłuchaniu miałam podobne wrażenia, mimo, iż była jeszcze zima. Poza obrotami w lewo czy w prawo.
Gossamer to drugi album w dyskografii Passion Pit. Album swoją premierę miał 20 czerwca ubiegłego roku. Ja na niego trafiłam za sprawą rewelacyjnego teledysku do numeru Carried Away. Musicie go obejrzeć! Krążek zawiera 12 kawałków, które po pierwszym przesłuchaniu wydają się bardzo dziwaczne i przekombinowane, jednak po kolejnych zyskują w swojej dziwaczności. To dobra dawka, pozytywnych i radosnych kawałków, których bardzo przyjemnie się słuchało w zimowe wieczory i nie tylko.
Album otwiera piosenka Take a Walk i jest to bardzo spokojne wprowadzenie to tego co ma nastąpić. Piosenka jest melodyjna i wpada w ucho. Potem uwagę zwraaca wspomniane Carried Away, który de facto jest moim ulubionym numerem na krążku. Numer jest dynamiczny, skoczny i zapada w pamięć. Później przechodzimy do bardziej stonowanego i emocjonalnego Constatnt Conversation, w którym słyszymy chórek w tle. Ciekawe połączenie, które pozwala odpocząć po zwariowanym Carried Away. Mirrored Sea ponownie nabiera przyspieszenia, słuchając mamy wrażenie, że wirujemy na karuzeli, by dojść do melancholijnego Cry like a Ghost – spokojnego i wyciszającego, który był dobrym wyborem na kolejny singiel. On My Way ze specyficznym wokalem, nieco wydawać się może piskliwy, jednak w tym przypadku dobrze komponuje się z chórkiem. Na uwagę zasługuje jeszcze Love is Greed, z początkiem jak z jakiejś gry komputerowej oraz zamykający album numer Where we Belong połączone z dźwiękami przypominające skrzypce. Może to są skrzypce?
Jeżeli malałabym wskazać na wady to na pewno jest to przesadna ilość dźwięków z syntezatora, które w dodatku należą to tych najprostszych.Czasami chórki w tle brzmią nieco banalnie i przeszkadzają. Nie wiem. Może jeszcze okładka? Landrynkowo – różowa, dobrze, że nie ma na niej serduszek ;)
Gossamer może nie jest jakimś arcydziełem, niemniej jednak jest to ciekawa propozycja i odskocznia. To zestaw eksperymentalnych i dziwnych dźwięków. Miejscami mamy ich nadmiar, gdzie indziej minimalną ilość. Całość kompozycji jest dobrze wyważona. Słucha się przyjemnie. Album nie zawiera słabych numerów a kilka z nich naprawdę pozostawia po obie mocne i dobre wrażenie i ma się ochotę do nich powrócić.

