Passenger wystąpił w Warszawie, relacja Katarzyny Turowicz

2
162

Nim zaczął występować na największych scenach świata od Wielkiej Brytanii po Nową Zelandię, grywał w pubach dla siedmiu osób, z czego – jak sam twierdzi – sześć to znajomi. Okazjonalnie uciekał też przed policją, która rozpraszała muzykujących po kątach ulicznych grajków. Dziś – jak przyznał – nie wie, o czym rozmawiać z celebrytami. Furtkę do wielkiego świata otworzył mu utwór Let Her Go wydany w 2013 roku, który miał swoje miejsce w czasie antenowym wszystkich, przynajmniej polskich, rozgłośni radiowych. Obecnie ze swoją muzyką właściwie przemierza cały ziemski glob, a na jego własnej mapie jesiennych koncertów nie zabrakło też Polski. 5 października Passenger wystąpił w Warszawie.

Ulewny, zimny, październikowy wieczór rozpoczął około 40-minutowy występ pochodzącego z Republiki Południowej Afryki Gregory’ego Alana Isakov’a. Poruszający się w stylistyce przebiegającej w okolicach muzyki indie i z pogranicza folku artysta w naszym kraju jest mało popularny. Dostrzegalna podczas jego występu nieśmiałość i towarzysząca temu pewnego rodzaju niepewność w ogóle nie przeszkodziła mu w stworzeniu przyjemnej atmosfery i w jak najlepszym zaprezentowaniu swojego materiału. Isakov znalazł w muzyce dość ciekawe brzmienie i kreuje je na swój sposób.

Przez długi czas sądziłam – i myślę, że nie tylko ja – że Passenger, mimo ogromnego potencjału i czegoś bardzo specyficznego, wyjątkowego, ale całkowicie niedefiniowalnego w swoim muzycznym stylu, będzie „artystą jednego, wielkiego przeboju”, takich jak wielu przed nim, którzy zabłysnęli po to, by zgasnąć. Let Her Go przez bardzo długi czas utrzymywał się na listach przebojów, a sam artysta kojarzony jest niemal wyłącznie z nim. Myli się ten, kto uważa, że po tym utworze Passenger zniknął i nie jest w stanie stworzyć czegoś wartościowego. Kilka dni temu wydał swój kolejny już, wspaniały album Young As The Morning, Old As The Sea. Przypuszczam, że żaden z utworów pochodzących z tej płyty nie znajdzie się w mainstreamowych rozgłośniach. To chyba nawet lepiej. Taka muzyka potrzebuje ciszy. Całkowitego skupienia. Nawet kosztem rozgłosu. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest to fantastyczna płyta.

Passenger jest kimś posiadającym niezwykłą wrażliwość, świadomość i artystyczną, i tą całkowicie przyziemną, bardziej ludzką. Dowodem tego jest rzadko spotykana umiejętność nawiązania pewnego rodzaju dialogu z publicznością, niemożliwej do sprecyzowania więzi. Muzyk chętnie nawiązywał do swojej przeszłości, opowiadał anegdoty, dzielił się swoimi przemyśleniami. Passenger doskonale wie, jak wzbudzić swoje audytorium do żywych, energicznych reakcji, ale też całkowicie stonować emocje, stworzyć ciepły klimat i pobudzić publiczność do całkowitego skupienia na chwili, która jest.

Warszawski występ Passengera odbył się w ramach trasy promującej jego najnowszy album, zatem nie powinno być żadnym zaskoczeniem, że setlistę zdominowały utwory z płyty Young As The Morning, Old As The Sea. Nie zabrakło też piosenek pochodzących z poprzednich wydawnictw artysty, a wśród nich m.in. 27, Scare Away the Dark oraz Let Her Go. Każdy koncert na jesiennej trasie Passengera wzbogacany jest o cover w nieco zmienionej aranżacji, bo – jak głosi niepisana reguła – takich utworów nie robi się na oryginalny, niezmieniony wymiar. Swoje ostatnie występy muzyk urozmaicał o własne wykonanie oraz interpretację utworu Losing My Religion grupy R.E.M. Muszę przyznać, że bardzo ucieszyły mnie dźwięki piosenki Eltona Johna Can You Feel The Love Tonight kojarzonej przede wszystkim z filmu „Król Lew”. Trzeba także koniecznie zaznaczyć, że warszawska publiczność doczekała się bisu, w ramach którego Rosenberg wraz ze swoim zespołem zagrał – wyjątkowo – aż trzy utwory: Circles, Home oraz Holes.

Wszystkim tym, którzy z różnych powodów nie byli na koncercie Brytyjczyka, pozostaje grzać się w otoczeniu ciepłych dźwięków Young As The Morning, Old As The Sea. I niemal niecierpliwie czekać na kolejny koncert Passengera w Polsce. Naprawdę warto.

2 KOMENTARZE

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.