Słysząc Passenger przychodzi nam na myśl kompozycja Let Her Go, która podbiła rynek muzyczny w ubiegłym roku. Tym razem Mike Rosenberg powraca ze swoją piątą już płytą, na której nie brakuje ballad skrojonych na miarę Let Her Go. To dalej artysta w akustyczno – gitarowym wydaniu, który zabiera nas w swój melancholijny, nieco ekshibicjonistyczny świat, jednak przy tym urzekający i subtelny.
Zapewne wokal artysty u jednych nas wzbudza podziw i przyciąga innych już na samym początku odstrasza. Niewątpliwie jest on bardzo specyficzny. Ja należę do pierwszej grupy, więc nic dziwnego, że najnowszy krążek wokalisty przypadł mi do gustu. To spotkanie z folkiem, trochę motywów, trochę country, ale także wiele innych ciekawych połączeń. Passenger pokazuje nam również swoje bardziej żywiołowe oblicze, dzięki czemu materiał nie jest wtórny i nudny. To spotkanie z różnymi odsłonami folku, to wreszcie spotkanie z rozmarzonym nieco płytkim wokalem artysty, który potrafi dotrzeć w zakamarki naszych dusz.
Album otwiera kompozycja typowa dla Passengera – Coins In A Fountain. Jej typowość przejawia się w melancholii i smutku wyczuwalnym w wokalu. Ciekawy efekt dają pojedyncze dźwięki bębenka, który stanowi motyw przewodniu utworu. następnie dostajemy bardzo skoczny numer 27, który pokazuje zupełnie inne oblicze artysty. Utwór jest bardzo rytmiczny dzięki czemu łatwo wpada w ucho a nóżka sama nam podryguje. W podobnym stylu utrzymane jest Thunder. Tym razem wokal artysty jest bardziej wesoły. Singlowe Heart’s On Fire mieliśmy okazję poznać już wcześniej. Przez całą piosenkę wiedzie nas łagodny wokal, który miejscami przywodzi na myśl dokonania Jamesa Blunta.
Z kolei Bullets, za sprawą harmonijki na początku utworu i którą wpada lekko w stylistykę country. To kolejna ballada na tym albumie. W sumie nie ma się co dziwić, gdyż to właśnie w takich kompozycjach – spokojnych i nadzwyczaj łagodnych – Rosenberg wypada najlepiej. W Golden Leaves wokal podkreślony jest pojedynczymi dźwiękami gitary. Jest to chyba najsmutniejsza piosenka na całym albumie. Również w tytułowej kompozycji tło dla Passengera stanowi gitara.
Warstwa liryczna albumu odnosi się do miłości, samotności, szczerości czy nadziei. Refleksyjny nastrój łączy się z życiowym realizmem, co stanowi wizytówkę artysty. Album urzeka delikatnością i czułością oraz prostotą. Jest to bardzo autentyczna i wprawna harmonia między melodią, słowem i przeżyciem. Większość kompozycji opiera się na pojedynczych dźwiękach różnych instrumentów. Ten minimalizm aranżacji również stanowi element charakterystyczny dla twórczości Passengera. Tak więc otrzymujemy ballady pełne niezbyt skomplikowanych dźwięków, których bardzo skromne aranże w szczególny sposób utrwalają tematy istotne dla każdego z nas. W dodatku zrównoważona dynamika melodyczna albumu, wszem i wobec obecna melancholia i spokój oraz bardzo kojące gitarowe szarpnięcia stwarzają wyciszony nastrój, który jest idealny dla odprężenia umysłu po ciężkim dniu, a krążek idealnie pozwoli nam na odprężenie i wyciszenie.
Passenger na swojej najnowszej płycie pokazał swoje dwa oblicza. Dobrze nam znane melancholijne i stonowane oraz to bardziej energiczne. Dzięki tym żywym przełamaniom płyta nie jest monotonna. Sam krążek to zbiór folk – popowych kompozycji, miejscami ocierających się nawet o stylistykę country czy nawet muzykę ludową. W wersji deluxe albumu dostaliśmy dodatkowo siedem utworów w wersji akustycznej. Mike Rosenberg to swoiste połączenie Eda Sheerana z domieszką Jamesa Blunta, jednak dzięki specyficznemu wokalowi pozostaje wciąż unikatowy. To ciągle muzyka ocierająca się o uliczne granie, to muzyka nieco szara, miejscami przygnębiająca. To wreszcie muzyka dla wrażliwców, którzy potrafią odkrywać w muzyce różne emocje. Fani Passengera na pewno pokochają ten krążek.

