Myślę, że większość z nas przy okazji słuchania kawałka Stole The Show nie raz zastanawiała się kto kryje się pod warstwą wokalną. Bo Kygo jako DJ odpowiedzialny za oprawę muzyczną to jasna sprawa, ale jeszcze pozostaje ten oryginalny i pełen emocji głos Parsona Jamesa! A skoro jest to sprawa tak dręcząca warto rozwiać wszelkie wątpliwości i wspólnie prześledzić jego minialbum The Temple.
Na dobry start dostajemy porywający kawałek Temple. Charakterystyczny chórek z organami w tle plus żywiołowa melodia z miejsca przenoszą nas w klimaty typowo gospelowe. Nie brakuje również odniesień do tematyki religijnej – Parson chcąc pojąć swoje trudne położenie zwraca się do Boga: Och, Panie, oni szepcą teraz moje imię, wrzucając je w płomienie, Och, Panie, co takiego zrobiłem, że traktują mnie jak nikczemnika? Piosenkarz tym samym porusza kwestie swojego homoseksualizmu i co się z tym wiąże reakcji innych osób na ten stan rzeczy. Jak się okazuje to właśnie z pozoru pobożni ludzie są najgorsi! Nie tylko rzucają osądy, że będzie smażył się w piekle, ale dodatkowo myślą, że to wszystko zaplanował! A za najlepszą formę odkupienia uznają poczucie wstydu przed resztą wspólnoty! Parson pomimo wszystkich zarzutów i upokorzeń odnajduje w sobie siłę i wynosi się ponad ten absurdalny schemat, a świadczą o tym słowa: Chcesz, żebym był w świątyni z głową zawieszoną w dół ale jestem na górze, śpiewam …
Kiedy przechodzimy do Sinner Like You, klimatem i tematyką nie odchodzimy daleko od pierwszej piosenki. Z tą małą różnicą, że już na samym początku otrzymujemy szczerą informację na temat jego seksualności. Piosenkarz ma dosyć życia w ukryciu i w obawie przed homofobiczną społecznością. Jedyne czego pragnie to zrozumienia, że jest takim samym grzesznikiem jak każdy z nas – orientacja seksualna nie odgrywa tutaj większej roli. Całościowo utwór przyjmuje formę wyzwalającej spowiedzi z pouczającym kazaniem w tle – akceptacja i wytrwałość to jedyne źródła wybawienia w tej sytuacji. Zgodnie z tytułem kolejnego utworu Slow dance with the devil nieznacznie zwalniamy tempo. Od pierwszych dźwięków jest to mój numer jeden. Z miejsca zostaję porwana przez kołyszącą melodię, która jak na prawdziwy gospel przystało w miarę zbliżania się do refrenów przybiera na sile, aby ostatecznie rozbrzmiewać w pełnym radości śpiewie. Kompozycja porusza kwestię zakazanej miłości, która nie tylko wiąże się z ogniem pożądania i namiętności, ale także oddala podmiot liryczny od drogi ku zbawieniu. Mając tą świadomość Parson próbuje przystopować to uczucie, jednak ostatecznie z emocjami ciężko walczyć.
Nadszedł wreszcie czas na wspomniany już wcześniej niekwestionowany przebój ostatnich miesięcy Stole The Show. Tymczasem zaprezentowana tutaj wersja bez dobrze nam znanych tropikalnych dźwięków Kygo ukazuje się w zupełnie nowym świetle – subtelnej i nastrojowej ballady. W efekcie otrzymujemy dwa kompletnie różne brzmieniowo utwory z tym samym morałem w tle. Nie warto tkwić w związku, który opiera się tylko na odgrywaniu swoich ról. Warto natomiast zaciągnąć kurtynę i rozpocząć proces zmian.
Kto jeszcze wątpi w ewidentny talent Pana Jamesa mam ostatnią propozycję – Waiting Game. To piosenka, która dociera do samego wnętrza, porusza serce i zostaje z Tobą na zawsze. A zawarte w niej przesłanie o potrzebie odnalezienia siebie i postawienia wszystkiego na jedną kartę daje dodatkowo nadzieję na krok naprzód! W końcu ile można grać na zwlokę i oszukiwać samego siebie? Długo nie można, bo czas płynie, a ciągła walka w ostatecznym rozrachunku nie przynosi żadnych rozwiązań.
Potrzebujesz przekazu związanego z nadzieją na wolność? Znajdziesz to w Sinner Like Me! Brakuje Ci niezwykłej i porywającej radości z życia codziennego? Włącz Temple! Czujesz, że tracisz chęć do odkrycia prawdy o sobie? Odzyskaj ją dzięki Waiting Game! Pomimo tylko pięciu piosenek The Temple EP jest znacznie bogatsza muzycznie i tematycznie niż niejeden album dwudziestopiosenkowy. A choć problematyka jaką porusza Parson jest trudna i sporna to tym bardziej powinna nas zachęcić do przesłuchania i wyrobienia własnego zdania.

