Papa Roach – Crooked Teeth (2017), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

0
338

Na nowy materiał ze strony Papa Roach musieliśmy poczekać dwa lata. Tyle właśnie minęło od wydania F.E.A.R., krążka, który zachwycał, jednak nie w całości. Teraz przyszła pora na Crooked Teeth, dziewiąty w karierze studyjny krążek Kalifornijczyków. Jak wiadomo, Kalifornia słynie z kilku odłamów muzyki rockowej. Papa Roach spokojnie mogą zająć się rozprzestrzenianiem tej muzyki na każdy metr kwadratowy świata. Najnowszy album jest tego bardzo dobrym dowodem.

Pierwsze, co można stwierdzić po odsłuchaniu krążka, to fakt że zespół w dużej mierze powrócił do głębszych rockowych i nu metalowych brzmień, za które tak bardzo kochają ich fani. Dźwięki sięgające utworów z Infest oraz Lovehatetragedy są zdecydowaną większością na Crooked Teeth. Zacznijmy od pierwszego numeru Break The Fall, gdzie znajdziemy to co w nu metalu najpiękniejsze – śpiewane, jednak mocne refreny, połączone z silnymi rapowanymi zwrotkami. Na deser energetyczny mostek i kompozycja gotowa. Nie inaczej dzieje się w przypadku tytułowego utworu Crooked Teeth. Tutaj całość brzmienia przejmują rozpędzone bębny, a scream Shaddixa jest tego idealnym wypełnieniem. Kiedy wydaje nam się, że w My Meditation na chwilę odpoczniemy od wściekłości wypływającej z krążka, ponownie pojawia się energiczny refren z pierwszoplanowym wokalem.

Do grupy powrotów do korzeni można zaliczyć jeszcze kilka utworów. None of the Above, w którym gitarowy riff prowadzi całą kompozycję, a także Nothing, gdzie pojawia się typowo kalifornijskie brzmienie gitary. Podobnie dzieje się w zamykającym krążek Bleeding Through. Z tą różnicą, że kompozycja jest momentami zdecydowanie spokojniejsza, za sprawą częściowo balladowej zwrotki. Pojawiający się w między czasie utwór Ricochet, niestety ginie gdzieś pomiędzy zbyt podobnymi dźwiękami. Jednak całą sprawę ratuje tutaj najlepsze na krążku Traumatic. Kwintesencja nu metalu w czystej postaci. Silne gitarowe riffy, która wprawiają słuchacza w emocjonalny niepokój, co chwilę zmieniający się w wybuch agresji. To właśnie takich utworów oczekuje się na płytach najbardziej.

Jednak nowy materiał Papa Roach to nie tylko silne i wyraziste nagrania. Spójrzmy chociażby na Born For Greatness. Kompozycja spokojniejsza, a poprzez melodyjność refrenu, przypomina „utwór radiowy”. Z jednej strony nic w tym złego, z drugiej – raczej nie z takim brzmieniem muzycy Papa Roach chcą być utożsamiani. Wspomniana wcześniej kalifornijska gitara pojawia się również, w jakże pasującym swym tytułem utworze American Dreams. Jednak tutaj zespół zaczerpnął gdzieś inspiracji z nietuzinkowości Limp Bizkit. Drugi singiel promujący Crooked Teeth, Help zalicza się również do grupy trochę mniej agresywnych utworów, w których wyraźne brzmienie gitary przynosi na myśl takie zespoły jak np. Fall Out Boy. Na koniec warto wspomnieć o dwóch, dość szczególnych jak na ten krążek kompozycjach. Pierwszą z nich jest Sunrise Trailer Park, gdzie swoją obecność wyraźnie zaznaczył Machine Gun Kelly. Rap jaki w jego wykonaniu pojawia się w utworze idealnie współgra z wokalem Shaddixa, a całość kawałka nabiera dzięki temu intrygującego brzmienia. Drugim wyjątkiem jest Periscope, jedyna ballada wśród nowego materiału Papa Roach, gdzie tym razem gościnnie swojego wokalu udzieliła Skylar Grey. Jak przystało na rockowe albumy – ballada jest jakimś niepisanym obowiązkiem. Ale po co?

https://www.youtube.com/watch?v=NrEVYQ4zQAA

Finalnie po kilkukrotnym przesłuchaniu Crooked Teeth dochodzi się do wniosku, że grupa zrobiła na nim naprawdę kawał dobrej roboty. Pomimo, że utwory w większości nie wyróżniają się niczym szczególnym, to całości krążka słucha się z przyjemnością. A o to w końcu w tym chodzi. Dodatkowo na wersji deluxe znajdziemy jeden z lepszych występów live grupy Papa Roach, a dokładniej materiał zarejestrowany podczas ich występu w budynku Fillmore Detroit.