Kilka dni temu członkowie zespołu Florence + The Machine poinformowali swoich fanów o tym, że już niedługo mogą spodziewać się muzycznych nowości w ich dyskografii. Teraz przekazują więcej informacji o nadchodzącym singlu.
Najnowszy numer w dorobku brytyjskiego zespołu będzie nosił tytuł Mermaids, a jego premiera odbędzie się dokładnie w piątek 21 kwietnia. Już od zeszłego tygodnia singiel jest dostępny w wersji prze-save, która umożliwia nam jego wcześniejsze dodanie do swojej biblioteki w dostępnych portalach streamingowych.
Przypomnijmy, że grupa Florence + The Machineto brytyjski zespół indie rockowy, który posiada na swoim koncie między innymi hity takie jak You’ve GotThe Love, czy DogDays Are Over. Obecnie w dyskografii zespołu znajdziemy pięć albumów studyjny, a ostatni z nich pojawił się premierowo w maju 2022 roku. Czekacie na nowości od tej grupy?
Kariera wokalistki po opuszczeniu Little Mix zdecydowanie nie idzie po jej myśli. Czy ten powrót to zmieni?
Najpierw, po jej pierwszym solowym utworze została posądzona o blackfishing. Później wytwórnia poleciła jej popracować nad resztą utworów (o tym możecie przeczytać tutaj), a na koniec Jesy po ledwie ponad roku rozwiązała kontrakt z Polydor Records.
Zdecydowanie dla Nelson teraz zaczyna się nowy etap w karierze. Usunęła wszystkie posty z Instagrama, po to by w ostatni dzień marca rozpocząć promocję singla. Bad Thing wraz z teledyskiem trafił do streamingu w piątek, 14-go kwietnia.
Ostatnie doniesienia sugerują, że piosenkarka rozważa podpisanie umowy z dużą wytwórnią muzyczną. Czy Bad Thing jest preludium do dalszych nowości?
Artystka podzieliła się ze światem swoim premierowym singlem. Poznajcie szczegóły utworu Heartbreaker.
W marcu tego roku piosenkarka indierockowa i autorka tekstów, Birdy, zaprezentowała pierwszy singiel z jej piątego już albumu Portraits, który ukaże się 14 lipca. Natomiast w miniony czwartek artystka zaprezentowała kolejną jego zapowiedź.
Tym razem Birdy postawiła na utwór Heartbreaker, który część fanów mogła usłyszeć przedpremierowo na koncertach piosenkarki. Singlowi towarzyszy także teledysk, w którym możemy zobaczyć artystkę.
Birdy swój debiutancki album zaprezentowała w listopadzie 2011 roku od tego momentu artystka wydała jeszcze 3 krążki, jej ostatnie wydawnictwo ukazało w kwietniu 2021 roku. Poza solowymi albumami, piosenkarka tworzyła także ścieżki dźwiękowe do filmów, między innymi jej 3 utwory znalazły się na soundtracku do filmu Gwiazd naszych wina.
Zdawało się, że ta premiera zwiastuje narodziny nowej gwiazdy muzycznego biznesu, a stało się zgoła inaczej. Mowa tutaj o Chlöe Bailey oraz jej debiutanckim krążku In Pieces, z którym wiązałem wiele nadziei. Niestety, jego tytuł okazał się idealnie opisywać to, co miał nam do zaoferowania – niepasujące do siebie kawałeczki muzycznej twórczości.
Początki solowej kariery Chlöe były w moim mniemaniu wyjątkowo obiecujące. Have Mercy, Treat Me, Surprise i For The Night to świetne numery, o których chyba każdy debiutant mógłby marzyć. By tego było mało, Have Mercy zrobiło niemałe zamieszanie – dwudzieste ósme miejsce na liście „Billboard 100” i niezaliczona ilość występów w ramach wszelakich muzycznych gal. Wszystko zdawało się iść w świetnym kierunku – piosenki są, wokal też, sceniczna charyzma jak najbardziej; chillera utopia. Jak to się zatem stało, że In Pieces zadebiutowało na 118 (sic!) miejscu amerykańskiej listy sprzedaży?
In Pieces to kolekcja de facto jedenastu porządnych, choć dość przeciętnych przebojów z nurtu R&B. W zasadzie to by było na tyle, bo trudno jest mi coś więcej powiedzieć o tym albumie. Nie potrafię stwierdzić czy to artystyczna decyzja samej Chlöe, czy jednak jej producentów, co nie zmienia faktu, że była to decyzja zła. In Pieces nie niesie za sobą żadnego charakterystycznego elementu czy pomysłu, co by odróżniło go od konkurencji. Tak naprawdę jego autorem mógłby być ktokolwiek – sama Chlöe nie wniosła w ten projekt na tyle siebie, żebym mógł w pełni utożsamić tych kilkanaście piosenek właśnie z nią.
In Pieces to klasyczna, żeby nie powiedzieć banalna, opowieść młodej kobiety o miłości oraz jej wszelakich odcieniach. Na szczęście dla Chlöe, to nie szablonowość jej historii czyni ten album tak bezpłciowym, bo to strona muzyczna ciągnie wszystko w dół. Co jego prawda produkcja jest na poziomie i od strony technicznej nie mogę mieć do niej żadnych zarzutów, tak nie da się ukryć, że jest bardzo bezpieczna i zachowawcza. W przeciwieństwie do pierwszych singli Chlöe, brak tym utworom jakichkolwiek emocji, czy to radości, czy sensualności. Nie czuje ze strony autorki zaangażowania w swoją twórczość, a szkoda, bo dotychczas nie miałem wątpliwości, że cieszy się swoją solową karierą.
Od strony technicznej, In Pieces naprawdę trzyma wysoki poziom, jak zresztą przystało na wytwórnię Beyoncé. Tylko co z tego, kiedy za tym poziomem nie kryje się w zasadzie żadna zabawa dźwiękiem, nie myśląc nawet o tym, co czysto merytorycznie mógłbym ją określić. Choć wszystko zdaje się być na miejscu, zarówno technicznie, jak i lirycznie, tak elementy te ze sobą po prostu nie współgrają. Co by jednak nie mówić, chciałbym docenić Chlöe za jej teksty, które jak na ten moment są naprawdę spoko.
Plus In Pieces jest też taki, że im więcej razy się go słucha, jednocześnie nie zagłębiając się w jego lekturę, naprawdę może dać co nieco przyjemności. Na pewno przyjemności nie dostarczyły mi takie piosenki jak Feel Me Cry, Looze U i How Does It Feel z udziałem Chrisa Browna. Te są wtórne i najbardziej monotonne spośród całej stawki. Natomiast wśród tych przyjemniejszych wymienię chociażby taki Cheatback. Mam wrażenie, że to właśnie w tą piosenkę Chlöe się najbardziej emocjonalnie zaangażowała, co słychać w jej pięknym i ciepłym głosie. Make It Look Easy również potrafi poruszyć, a to za sprawą swojej melodii. Co w sumie trochę smutne, najlepiej w tym wszystkim wypada intro In Pieces, czyli Someone’s Challing – szkoda, że ten klimatyczny saksofon nie zagościł też w innych numerach. Pochwale też takie piosenki jak Body Do oraz I Don’t Mind, bo czemu nie.
In Pieces na pewno nie dostarczył tego, do czego Chlöe jest w moim mniemaniu zdolna. Chciałbym dostać zdecydowanie więcej i jak się okazuje nie tylko ja, czego publiczność dała już wyraz. Wielka szkoda, choć liczę, że jeszcze usłyszymy o tej młodej wokalistce oraz o jej świetnej muzyce.
W ubiegłym roku taneczna propozycja Rumunii nie zdołała wspiąć się na szczyt eurowizyjnego podium. Czy tym razem dwujęzyczny utwór od młodego wokalisty Theodora Andrei przekona Europę?
PÓŁFINAŁ: 2 / POZYCJA STARTOWA: 3
POZNAJ ARTYSTĘ I UTWÓR
Theodor Andrei urodził się 9 października 2004 roku w stolicy Rumunii, Bukareszcie. Swój talent muzyczny pokazał już jako trzynastolatek, uczestnicząc w talent show Vocea Romaniei Junior 2017, rumuńskiej wersji The Voice Kids, gdzie dotarł do półfinału. W 2020 roku wziął udział w lokalnej wersji The X Factor, odpadając na bootcampach. Wokalista ma na koncie kilkanaście singli, głównie śpiewane w ojczystym języku. 15 października 2022 roku wydał debiutancki album zatytułowany Fragil.
W grudniu 2022 roku Theodor Andrei znalazł się wśród 12 uczestników Selecția Națională 2023, na którym wyłoniono reprezentanta Rumunii do Eurowizji. Jego konkursowa propozycja DGT (Off and On) została już wydana jako utwór na jego debiutanckim albumie we współpracy z Lucą Udățeanu. Piosenkę skrócono do regulaminowej, 3-minutowej wersji solowej. 11 lutego 2023 roku piosenkarz wystąpił w Selecția Națională, gdzie telewidzowie wybrali go jako zwycięzcę spośród 12 propozycji i reprezentanta kraju na Konkursie Piosenki Eurowizji 2023 w Liverpoolu. Andrei opisuje numer jako historię miłosną, w której rozum jest w konflikcie z instynktem. Mówi o dobrych i złych stronach zakochania.
POZNAJ KRAJ
Rumunia zadebiutowała w Konkursie Piosenki Eurowizji w 1994 roku. Kilkukrotnie nie wystawiali swojego reprezentanta: w latach 1995, 1997, 1998 oraz 2001, co było spowodowane niskimi wynikami w finałowej stawce i skutkowało dyskwalifikacją kraju z udziału w konkursie za rok. Na kartach historii zapisał się również incydent, gdzie Ovidiu Anton z utworem Moment of Silence, pomimo dobrych opinii, nie mógł wystąpić ze względu na zdyskwalifikowanie kraju z konkursu, ponieważ krajowy nadawca nie wywiązywał się na czas z finansowych zobowiązań wobec EBU.
Rumunia dwukrotnie zajęła 3. miejsce co jest najlepszym wynikiem tego kraju. Jako pierwszy dokonał tego zespół Luminita Anghel i Sistem z piosenką Let Me Try w 2003 roku. Kolejny sukces przyszedł dopiero w kolejnej dekadzie za sprawą Playing With Fire duetu Paula Selling i Ovi.
Ostatnie kilka lat na Eurowizji Rumunii nie wspominają za dobrze. W 2022 roku podczas 66. Konkursu Piosenki Eurowizji w Turynie, kraj reprezentował wokalista WRS z piosenką Llámame. Z 9. miejsca zakwalifikował się do finału i zajął w nim 18. miejsce po zdobyciu 65 punktów w tym 53 punkty od telewidzów (13. miejsce) i 12 pkt od jurorów (21. miejsce).