Strona główna Blog Strona 630

Dobra muzyka z opcją noclegu. Relacja z koncertu Ibis Music

Bujając się na hamaku w budapeskim słońcu podczas festiwalu Sziget otrzymałam bardzo przyjemnego maila – zaproszenie na koncert organizowany przez hotel Ibis Centrum w Krakowie wraz z możliwością noclegu. Właściwie nie koncert, a koncerty, bo na scenie miało się pojawić aż trzech wykonawców: Luna, Adam French i Dominika Płonka. Bez wahania wyraziłam chęć udziału w tym wydarzeniu i już kilka dni później siedziałam w pociągu do miasta królów polskich wraz z kilkoma innymi dziennikarzami.

Należąca do sieci Accor marka Ibis przygotowała dla nas na ten weekend wiele niespodzianek. Od razu po dotarciu na miejsce zostaliśmy zaproszeni do nowego hotelu sieci Accor o nazwie The Crown z serii Handwritten Collection. Ta seria to wyjątkowe i niepowtarzalne butikowe hotele, które można znależć na całym świecie, jednak w bardzo ograniczonej ilości. Obiekt w Krakowie został otwarty zaledwie dwa tygodnie temu jako pierwszy w Polsce, a drugi w naszej części Europy. Podczas wizyty mieliśmy możliwość zobaczyć trzy z 44 pokoi, w tym elegancki apartament z wolno stojącą wanną i wielkim salonem. Przy włoskim poczęstunku i kieliszku prosecco słuchaliśmy opowieści o historii tego miejsca, ciekawych gościach i… hotelowych duchach.

Następnym punktem programu było zakwaterowanie w hotelu Ibis Centrum. Warto tam zajrzeć nawet bez zostawania na noc, bo na poziomie zero można podziwiać autografy bardzo wielu polskich artystów. Dla Ibis muzyka od lat stanowi bardzo ważny element tożsamości marki. Z tego powodu w wielu hotelach można korzystać z instrumentów, które są dostępne dla gości, oraz słuchać muzyki w pokojach. W ramach Ibis Music, managerowie hoteli organizują też koncerty – na przykład taki jak ten, na który zostaliśmy zaproszeni. Co ciekawe, koncert był otwarty dla wszystkich, a udział w nim był nieodpłatny. To fantastyczny i wygodny sposób na promowanie muzyki w mieście, bez konieczności organizowania wycieczki na festiwal albo stadion.

Koncert Ibis Music rozpoczął się chwilę po godzinie 19 występem Luny. To młoda artystka, która pisze ciekawe, kosmiczne teksty. Jej występ był pełen zadumy, magii i tajemnicy. Co ciekawe, mimo że Luna nie zdobyła jeszcze ogromnej popularności, jako pierwsza Polka miała swoje zdjęcie wywieszone na Times Square w ramach projektu Equal Spotify. Myślę, że jej twórczość może zainteresować osoby, które pasjonują się astrologią, sztuką, modą i filozofią.

Niedługo po Lunie na scenę wszedł Adam French. Wbrew temu, co może sugerować jego imię i nazwisko, a także surferskie włosy, artysta pochodzi z Wielkiej Brytanii. Kilka dni wcześniej miałam okazję posłuchać jego muzyki właśnie na Szigecie, gdzie grał na Ibis Stage. W Krakowie również odnalazł swoje grono fanów i fanek, których czarował melodyjnym, spokojnym głosem. Mimo że zbliżała się już 22:00, odśpiewaliśmy wspólnie chórki do jednej z jego piosenek, żeby (jak powiedział Adam) wspólnie obudzić sąsiadów.

Na koniec Ibis przygotował dla nas set Dominiki Płonki, która od pierwszych wersów zwaliła mnie z nóg swoim pięknym, dojrzałym głosem. Miałam wrażenie, że mimo młodego wieku doskonale panuje nad wokalem i całym przebiegiem koncertu. Dominika określa się jako „dziewczyna z korpo, która twardo stąpa po ziemi”, i widać to było po jej występie. W odróżnieniu od natchnionej Luny i romantycznego Adama, Dominika postawiła na bezpośredni przekaz i dobrą zabawę.

Publiczność pod sceną Ibis była w każdym wieku, a mieszanka muzyczna na scenie sprawiła, że każdy mógł odnaleźć coś dla siebie. Kameralny charakter show sprawił, że fani mieli możliwość podejść do swoich idoli po koncercie, zrobić sobie z nimi zdjęcie, a nawet chwilę porozmawiać, bo artyści zostali z nami na dłużej. Bardzo doceniam takie pozornie swobodne inicjatywy, bo wiem, ile stoi za nimi pracy. To, że czuliśmy się lekko i przyjemnie jest zasługą doskonałej organizacji po stronie hotelu i osób zaangażowanych w przygotowanie takiego przedsięwzięcia. Mam nadzieję, że będzie mi dane częściej korzystać z uprzejmości hotelu Ibis i całego wspaniałego zespołu pracującego przy Ibis Music. Dzięki!

Anioł nie tylko z nazwy. Reneé Rapp – Snow Angel, 2023 (recenzja)

Po wydaniu EPki Everything To Everyone Reneé Rapp nareszcie zadebiutowała ze swoją pierwszą płytą Snow Angel. Oczarowana tamtym projektem, balladą Tattoo, czy jej niebiańskim głosem gwiazda musicalu Mean Girls celuje podobnie w piosenki na złamane serca, które w większej mierze są wytrafnymi balladami, ale na tym nie zaprzestaje i prężnie szukając nowych brzmień, łączy je ze swoim złotym środkiem. 

Snow Angel, czyli tytuł pierwszego albumu Reneé oraz jej pierwszy, znaczący dla samej artystki, singiel. Sam tytuł nie jest przypadkowy – wokalistka śpiewa o swoich uzależnieniach, w tym do kokainy, której metaforą jest właśnie śnieg. Z każdą minutą tytułowy anioł stara się podnosić, co pokazują gitarowe riffy podczas kolejnych refrenów, a także coraz mocniejsza siła głosu jaka drzemie w Rapp

Na wzór Snow Angel powstało I Hate Boston. Przyznam bez bicia, że piosenka z metaforycznym tytułem od razu skradła moje serce, nie tylko samą linią melodyczną, ale także historią opowiedzianą w emocjonalny sposób przez Reneé. Boston staje się jedną osobą, a konkretniej dawną miłością piosenkarki właśnie z tego miasta, która nie skończyła się najlepiej. 

Na przełamanie kontrastu między balladami przychodzi cyniczne Poison Poison dotyczące sprzeczki między dwiema byłymi przyjaciółkami. Pogardliwość utworu opisuje perfekcyjnie cytat 

And yes, I am a feminist But, bitch, you make it hard for me to support all women (I hate that bitch)

Reneé Rapp – Poison Poison

czy wyśpiewywanie w śmiechu Fuck you dumb bitch.

Jeśli myślicie, że to jest jedyny wyjątek na płycie, to powiem, że na szczęście nie. Ten balans utrzymują single Talk Too Much oraz Pretty Girls, które hipnotyzującymi refrenami oraz swoją popową charyzmą świetnie uzupełniają się na krążku. 

Wracając już strikte do ballad, to najmocniejszym punktem każdej z nich jest na pewno sam wokal Reneé. Można powiedzieć, że angel w tytule krążka idealnie określa także głos samej piosenkarki, który, chociażby w Gemini Moon łączy się rewelacyjnie z brzmieniami akustycznej gitary przeplatanej z dźwiękami tamburynu.

Najbardziej wzruszająca, a także zapadająca w pamięci ballada I Wish jest o śmierci i zdaniu sobie sprawy, że nie zawsze będą przy nas. Można powiedzieć, że z poruszeniem zaśpiewała ten utwór, dostarczając na Snow Angel dodatkowej dawki łez. A na dodatek jest to najsmutniejszy tekst na całym krążku. Szkoda, że na albumie nie znajduje się debiutancki singiel wokalistki Tattoos, który podwoiłby intensywność łez na policzkach idealnie po wspomnianym I Wish

Uważam, że Snow Angel jest dobrym początkiem w karierze Reneé Rapp. Piosenkarka ma ogromny potencjał na bycie kolejną gwiazdą młodego pokolenia ze względu na jej  predyspozycje wokalne, a także jej warsztat liryczny. Na pewno w następnym krążku widziałabym ją w bardziej żywszych piosenkach, aby pokazać światu, czym jeszcze potrafi zaskoczyć. 

Fred again.. zapowiada nową współpracę – Be Alright ft. Selena Gomez

0

Producent muzyki Fred Again.. zdobywa coraz większą popularność, nic dziwnego że gwiazdy takie jak Selena Gomez chcą tworzyć wraz z nim nową muzykę. Zwłaszcza, że zbliża się premiera jej czwartego albumu.

Selena Gomez ostatnio zapowiedziała premierę nowej piosenki, przy czym potwierdziła również, że nadchodzi premiera jej czwarty album. Ostatnio na swoim Instastory udostępniła wspólne selfie z Fred again.., które było pierwszą wskazówką dla fanów, że nadchodzi ich collab.

Fred again.. wraz z Skrillexsem i Four Tet zachwycił uczestników Coachelli w tym roku. Jego albumy Actual Life 3 z 2022 roku zdobył serca fanów i zainspirował młodych producentów do zupełnie nowych sposobu tworzenia muzyki. Ostatnio Fred again.. podczas swojego występu puścił fragmet nachodzącego singla w którym słychać głos Seleny Gomez.

Selena Gomez już nie raz udowodniła swoim że jest kameleonem, jeśli chodzi o gatunki muzyczne. Singiel Wolves z 2017 roku, nagrany w współpracy z Marshmello jest tego idealnym przykładem.

Icona Pop stworzyły klubowy singiel dla zakochanych – Fall In Love

0

Szwedzki duet, którego singiel I Love It towarzyszy praktycznie każdej imprezie zapowiedział premierę nowego albumu Club Romatech. Przed wydaniem płyty Icona Pop wypuściła single promujące nowy projekt.

Icona Pop słynie z mieszania muzyki elektronicznej z synthpopową. W tym roku singiel Desire przyniósł Aino Jawo i Caroline Hjelt dość duży rozgłos. Ten utwór zagości na nowy albumie Icona Pop, którego premiera została zapowiedziana na 1 września.

Na ten moment szwedzki duet ukazał przedpremierowo sześć nowych utworów z płyty Club Romantech. W tym singiel Fall In Love, który jest otwarciem dla albumu. Jest on najbardziej radiową piosenką z przedpremierowych. Oddaje klimat letniego romansu lub zauroczenia podczas pobytu w klubie.

Stare, nowe, pożyczone. Birdy – Portraits, 2023 (recenzja)

Jeśli czekaliście na dokładną kopię Birdy sprzed lat to otwierający album Portraits, utwór Paradise Calling może was zdziwić. Czyżby ktoś sięgnął po lata 80? Jeśli tak to tylko na chwilę, bo następny w kolejce Raincatchers to już inna bajka, kiedy w grę wchodzą instrumenty kojarzone z muzyką klasyczną, klimat staje się nieco mroczniejszy, a jednak sama kompozycja nadal ma w sobie coś tanecznego. Im dalej w Portraits, tym ciemniej. Nie tylko muzycznie, ale i tematycznie. Takie właśnie wrażenie odniosłam, kiedy pierwszy raz wysłuchałam Ruins I.

Jeśli ktoś tęsknił za minimalizmem w wykonaniu artystki, to zapewne będzie powracał do utworu Your Arms. To utwór z rodzaju takich, które można nie tylko usłyszeć, ale też zobaczyć. Czasami wcale nie trzeba wielkiej oprawy. Trzeba tylko umieć przekazać emocje, a nie od dziś wiemy, że akurat ta artystka dobrze sobie z tym radzi.

Heartbreaker wciąga nas w inną stylistykę. Na tym etapie mam wrażenie, że właśnie to poszukiwanie łączy album w całość. Pomiędzy zachęcającymi do tańca dźwiękami Birdy upycha niekoniecznie napełnione radością teksty.
Jeżeli tej pory gdzieś w podświadomości szukałam słowa, które okaże się kluczem do tego albumu to po wysłuchaniu I Wish I Was A Shooting Star nie mam już wątpliwości, że w moim odczuciu będzie to właśnie poszukiwanie. Ten konkretny utwór rozwija się w kilku kierunkach, a słuchacz odkrywa go warstwa po warstwie.

Tytułowy Portraits sączy się powoli, rytmicznie zamykając w sobie pewien rodzaj delikatności.

Ruins II wydaje się wspomnianą delikatność przeciągać, jednak z czasem wszystko od głosu po oprawę instrumentalną staje się mocniejsze, bardziej intensywne.
I znowu skok w estetykę lat 80, taki nostalgiczny muzyczny filtr artystka serwuje nam w Automatic. To kolejna pozycja, przy której można zatracić się w tańcu rodem z filmów o wyrzutkach i marzycielach.

O marzeniach i sekretach słuchamy też w przyjemnie plumkającym Battlefield.

Najnowszy studyjny album w swoim dorobku Birdy zamyka utworem
Tears Don’t Fall. Muzyka pulsuje i otula, a Birdy opowiada o przeszłości, miłości i godzeniu się z tym, co przyniosło życie.

To dość ciekawe doświadczenie, usłyszeć nowy materiał artystki, która kazała na niego czekać kilka lat. Z jednej strony jest gdzieś w nas nadzieja na to, że wróci do nas coś, co bardzo dobrze znamy, a z drugiej chcemy przecież czegoś zupełnie nowego.

To paradoks, który sprawia, że artysta na pewnym etapie kariery musi zadecydować, na co ma postawić. Jedni szokują diametralną zmianą stylu, inni stoją w miejscu, ale jest jeszcze jedna grupa, ci, których twórczość najzwyczajniej w świecie dojrzewa razem z nimi.

Gdzieś tam wciąż jest to, co już dobrze znamy, ale na tym się nie kończy. Najnowszy, wydany 18 sierpnia album w dyskografii Birdy nie jest rewolucją, a ewolucją, która zapowiada, że możemy liczyć na znacznie więcej.

Portraits to nie tylko zbiór 11 melodii, to też składanka emocji. Birdy malując portrety głosem i dźwiękiem wciąż szuka siebie. Jest w tej pachnącej latami 80 mieszance coś, co sprawia, że w tych poszukiwaniach chce się towarzyszyć od początku do samego końca.