W związku ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi w Polsce, które będą miały miejsce w niedzielę 15 października, grupa wokalistek stworzyła projekt Krytyki Politycznej funkcjonujący pod hashtagiem #CośTrzebaWybrać.
W skład kolektywu wchodzą Karolina Czarnecka, Martyna Jakubowicz, Paulina Przybysz, Alicja Julia Boratyn, Kornelia Kiszewska, Majka Jeżowska, Karolina Cicha, Małgorzata „Tekla” Tekiel i Zuzanna Wrońska. Artystki reprezentują różne pokolenia oraz odmienne style muzyczne, ale łączy je przekonanie, że podejmowanie wyborów jest ważne.
W ramach projektu powstało 9 singli, które będą się pojawiały codziennie aż do dnia głosowania. Wszystkich będzie można posłuchać na kanale KrytykaPolitycznaTV. Każda z piosenek ma na celu zachęcenie, w głównej mierze młodych kobiet, do wybrania się na wybory i świadomego zagłosowania.
W ramach projektu powstało również specjalne wydanie CD z utworami. Organizatorzy roześlą albumy tym osobom, które zrobią sobie zdjęcie przy urnie wyborczej i prześlą je do Krytyki Politycznej.
Na początku października artyści nas rozpieszczają nowościami, których dodanie do playlist warto rozważyć. Oto subiektywny przegląd nowości z polskiego i zagranicznego rynku muzycznego.
Nowy album Marcina Pawłowskiego kryjącego się pod pseudonimem Pawbeats zbliza się wielkimi krokami. Piękne Sny zostały nagrane metodą „na setkę” w Bydgoszczy i zostały okraszone klimatycznym teledyskiem, będącym zapisem momentu nagrania. Chemia wokalistów z producentem osiągnięta w tym utworze to najlepsze, co słyszałem w tym tygodniu. Arcydzieło.
Sigrid – Ghost
Norweska piosenkarka powraca z drugą piosenką promującą nowe EP zatytułowane The Hype. To powrót do korzeni artystki, poprzedni singiel The Hype oraz wydany w ten piątek przypominają jej debiutanckie dzieło Don’t Kill My Vibe EP. To taka Sigrid jaką ją uwielbiam i jakiej mi brakowało – ze śliczną gitarową melodią oraz niebanalnym tekstem.
The Cassino – Jesień
Utrzymany w klimacie indie rocka nowy singiel The Cassino to pozycja na bardziej ponure oblicze jesieni. To genialny, klimatyczny utwór ze świetną partią basu przy którym można zagłębić się w piękno szarugi.
Sufjan Stevens – A Running Start
Znany przede wszystkim z genialnej piosenki Mystery Of Love z łapiącego za serce filmu Call Me By Your NameSufjan Stevens przezentuje nowy singiel. Amerykański twórca w utworze A Running Start ponownie rozczula magią i oniryzmem, ślicznie budując minimalistyczne gitarowe dzieło, nad którym warto się pochylić.
blink-182 – DANCE WITH ME
Legenda sceny pop-punkowej, zespół blink-182 powraca z nową EPką i zapowiada nowy album. Do zespołu powrócił w zeszłym roku jeden z założycieli zespołu, Tom DeLonge, co spodowało zakończenie siedmioletniej współpracy z Mattem Skibą. Zapowiadane na 20 października wydawnictwo One More Time… będzie pierwszym od 12 lat nagranym w klasycznym składzie tria.
Hania Rani, Ólafur Arnalds – Whispering House
Światowej sławy pianistka Hania Rani wydała w ten piątek rewelacyjny album Ghosts. Znana w Polsce m.in. z projektu Tęskno artystka łączy siły z islandzkim multiinstrumentalistą Ólafurem Arnaldsem w jednym z utworów z płyty, w nastrojowym Whispering House.
Drake, Bad Bunny – Gently
Jedne z największych nazwisk na światowym rynku muzycznym łączą swoje siły w Gently. Miło jest usłyszeć Drake’a próbującego swoich sił w języku hiszpańskim. Jego wydany w ten piątek nowy album For All The Dogs to jedno z ważniejszych wydarzeń jesieni 2023 w amerykańskim rapie.
Lanberry, Tribbs – Dzięki, że jesteś
Wokalistka Lanberry łączy siły z Tribbsem w przyjemnym, popowym duecie Dzięki że jesteś. To piosenka o docenianiu małych rzeczy i małych przyjemności. Ozdobą kompozycji jest świetna solówka gitarowa pod koniec utworu.
Sarsa, Piotr Rogucki – jprdl
Piątego października ukazał się nowy album Sarsy zatytułowany *jestem marta. Nowe wydawnictwo artystki promuje wydany w dzień premiery elektryzujący singiel jprld, na którym gościnnie wystąpił Piotr Rogucki, legenda polskiej sceny rockowej.
Noah Kahan, Kacey Musgraves – She Calls Me Back
Noah Kahan wydanym w zeszłym roku Stick Season przedostał się do amerykańskiego mainstreamu. W lato 2023 trafił na listy przebojów remixem własnego utworu Dial Drunk nagranym z Post Malonem, teraz odświerza utwór She Calls Me Back wraz z Kacey Musgraves, gwiazdą sceny country-pop.
Wszyscy wiemy, że 2023 rok dla Wielkiej Brytanii na Eurowizji nie był usłany różami. Przekonała się o tym sama reprezentantka tego kraju Mae Muller, zapisując się na przedostatnim miejscu rankingu. W tym przypadku chwytliwa piosenka nie dała gwarancji top 10, a sam występ na żywo mówił dużo do życzenia. Mimo wszystko Mae dalej tworzy muzykę, a nawet wydała album Sorry I’m Late, który o dziwo sam się spóźnił (tak samo, jak ta recenzja).
Pomimo negatywnych słów dotyczących wokalu Mae na żywo, zaintrygowana wyczekiwałam na ten krążek i chciałam dać mu szansę. I Wrote A Song jest naprawdę świetnym numerem, dlatego oczekiwałam popowych piosenek w takim klimacie, jak eurowizyjna propozycja wokalistki. Premiera krążka była planowana na 15 września, jednak debiut otrzymaliśmy dwa tygodnie później. Czy to specjalny zabieg? Nie wiem, ale tytuł albumu idealnie odwzorował całą sytuację.
Album jest wypełniony w większości tanecznymi pozycjami o miłości, młodzieńczych wybrykach oraz otwiera temat dojrzałości emocjonalnej. Otwierające I Just Came To Dance, czyli sensualna pozycja porywa od razu słuchaczy w wir tańca z uzależniającym początkiem wprowadzający ludzi w świat Mae. Takimi klubowymi utworem jest oczywiście eurowizyjne I Wrote A Song oraz Better Days w kolaboracji z NEIKED i Polo G, podtrzymujące popowy charakter krążka, którym nie pogardziłaby Dua Lipa.
Me, Myself & I uważam za jedną z najlepszych jak nie najlepszą piosenkę na Sorry I’m Late. „Revenge song” wpasowałaby się na scenie eurowizyjnej za swoją melodyjność, żartobliwe teksty do ex z piosenki, a także na szerzący się przez pierwsze miesiące roku trend na wydawanie piosenek o byłych. Do grona moich faworytów dołączyła także Tatiana z debiutującą Dylan jako ten utwór typu „powinnaś go rzucić i zainteresować się moją osobą”.
Nie brakuje też ballad w głównej mierze o kompleksach i niepewnościach Mae oraz o złamanych sercach. Dzięki temu możemy poznać lepiej myśli wokalistki, które już nie są słodkimi piosenkami o zemście, czy dobrej zabawie. Taką najbardziej chwytającą jest przy okazji najkrótsza pozycja MTJL (Maybe That’s Just Life), którego linia melodyczna nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z Between Us Little Mix. Sam krążek zamykają trzy ballady Porn Lied To Us opowiadający o relacji miłosnej, która nie jest niczym z filmów dla dorosłych, Miss America o próbie bycia perfekcjonistką oraz Written By A Woman ukazując wrażliwość też u mężczyzn w związku. Wszystkie te pozycje stanowiące idealne zakończenie dla tego debiutu.
Odpowiadając na pytanie z tytułu, mogę stwierdzić, że warto poświęcić tę godzinę Mae. Dostarcza ona świeżości dla popu, który dobrze znamy z Wysp Brytyjskich i który jest wyczekiwany przez Brytyjskie księżniczki. Mae śmiało sprostała oczekiwaniom wielu, którzy przekreślili ją po Eurowizji. W takich wypadkach można wybaczyć wszystkie spóźnienia związane z tym materiałem.
Są takie recenzje, które piszą się same. Po wyjściu z teatru słowa cisną się na usta, a potem migiem spływają na klawiaturę. Są takie spektakle, na które chce się wracać i zaciągać ze sobą wszystkich po kolei, również nieznanych internautów. Uwielbiam to uczucie, bo napędza mnie ono do pracy i daje wytrwałość przy… mniej udanych realizacjach. Jeżeli przez dwa tygodnie po obejrzeniu musicalu dalej nie mogę się zebrać do opisania go na stronie, to oznacza, że coś poszło nie tak. Tak niestety było przy tytule 40-latek w warszawskim Teatrze Rampa.
Dla starszego pokolenia serial „Czterdziestolatek” to dobro narodowe, dziedzictwo, które należy za wszelką cenę chronić i otaczać niemal mistyczną aurą. Inżynier Karwowski ma zawsze twarz Andrzeja Kopiczyńskiego, a pojawienie się „Kobiety Pracującej” zawsze zwiastuje zakończenie odcinka. Każdy, kto porywa się na tę świętość, musi się liczyć z wysokimi oczekiwaniami widzów, podbitymi sentymentalną nutą.
Musical 40-latek w Teatrze Rampa broni się wszystkim tym, co wymyślił Jerzy Gruza: zabawną postacią Kobiety Pracującej, drobnymi konfliktami rodzinnymi, niewinnymi romansami, wygłupami Mareczka i przywarami głównego bohatera. Scenografia, w skład której wchodzi maluch, balkony bloków z PRL-u, stare meble i dekoracje, podbijają nastrój tamtych lat i tęsknotę za tym, jak to kiedyś było. Z kolei kostiumy i makijaż sprawiają, że widzimy przed sobą na scenie postaci wyglądające niemal identycznie jak te znane z dawnych programów w telewizji. Niestety wszystko to, co odróżnia spektakl od serialu, zadziałało na jego niekorzyść.
Opis musicalu na stronie teatru obiecywał zabrać nas do dawnych czasów za pomocą muzyki, która przywoła wspomnienia z minionych lat. Ta muzyka faktycznie się pojawiła…. w jednej scenie. Zupełnie nie rozumiem tej decyzji reżyserki, żeby element, który najbardziej cieszy i angażuje widownię, skrócić do pojedynczego kolażu kilku wersów różnych szlagierów. Przez taki zabieg spektakl utracił swoją dynamikę, zamiast kultowych piosenek serwując nam żartobliwe przyśpiewki o… sikaniu w lesie. Właściwie cała pierwsza część opierała się na czekaniu, co się wydarzy w drugiej, jak zostanie poprowadzona fabuła. Z kolei cała druga część polegała na zastanawianiu się, kiedy wreszcie ten wielki finał. Finał faktycznie nadszedł, jednak czy był warty 2,5 godziny czekania…?
Pod kątem aktorskim najbardziej przekonała mnie „Kobieta Pracująca” (w tej roli Joanna Drozda, reżyserka spektaklu), która nie tylko miała najśmielsze sceny, ale również wypowiadała najciekawsze kwestie. Zdecydowanie była to najbardziej bawna i charyzmatyczna postać w tym spektaklu. Największe oklaski natomiast zebrał Maliniak po monologu wyjętym z wypowiedzi Andrzeja Dudy. Tego typu sprawdzone zabiegi (podobnie jak użycie przekleństw) zawsze rozbawią część publiczności, ale moim zdaniem ambitni twórcy nie powinni ich stosować jako wypełniacza, żeby utrzymać uwagę odbiorców. Nie mam nic przeciwko mieszaniu polityki i teatru – wręcz przeciwnie, uważam, że sztuka powinna zabierać głos w ważnych dla społeczeństwa sprawach. Jednak w tym konkrentym przypadku był to element czysto humorystyczny, nie wpisujący się nawet szczególnie w fabułę.
Teatr Rampa już nie raz bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przede wszystkim aktorzy mają imponujące umiejętności wokalne, co zaprezentowali również w 40-latku. Układy choreograficzne są zazwyczaj proste, ale dynamiczne i odpowiednio dobrane do sceny. Solistom świetnie wychodzi również wcielanie się w znane, charyzmatyczne postaci, a zespołom wierne odgrywanie ich repertuaru. Dowodem na to są takie tytuły jak Jeździec Burzy, Rapsodia z Demonem czy ostatnio bardzo interaktywni Depesze. Dlaczego w takim razie 40-latek mnie nie porwał? Wydaje mi się, że największą rolę odegrała tu wolna, mało bystra i niezbyt wciągająca fabuła. Gdyby ostatnią muzyczną scenę rozwinąć na całą drugą część spektaklu bądź wręcz intelignentnie wpleść znane i lubiane piosenki we wszystkie przygody rodziny Karwowski, widzowie mogliby się naprawdę wczuć w klimat lat siedemdziesiątych i bawić razem z aktorami, jak to jest przy Depeszach. Jak widzieliśmy po sukcesie musicalu Mamma Mia i wielu innych, taki pomysł na show nie ma prawa się nie sprawdzić. Niektórzy mogliby mu wtedy zarzucić sztampowość, ale moim zdaniem lepiej spędzić doskonały wieczór w znanym formacie niż zagryzać zęby z żenady, oglądając coś nowego – w tym wypadku aktorów przebranych za liści, śpiewających koślawe teksty o papierzakach.
40-latek jest zabawny, miły dla oka i nostalgiczny, ale po teatrze z taką renomą spodziewałabym się czegoś więcej. Mam nadzieję, że przy następnym tytule wróci poziom, który pamiętam z poprzednich realizacji.
Minęły dwa lata od śmierci Najlepszego Polskiego Barytona. Legendarny wokalista pozostawił po sobie nieoceniony artystyczny dorobek, w postaci utworów, które znały i śpiewały pokolenia Polaków.
W czasie ubiegłorocznej edycji Męskiego Grania swój debiut na żywo odbył projekt Tribute to Krzysztof Krawczyk, pod przewodnictwem Wojtka Urbańskiego. Artyści tacy jak m.in. Igor Walaszek, Błażej Król, Natalia Szroeder, Artur Rojek, czy WaluśKraksaKryzys zaprezentowali covery największych przebojów KrzysztofaKrawczyka, czego efektem było wydanie albumu o tym samym tytule.
Andrzej Kosmala, wieloletni menadżer i przyjaciel KrzysztofaKrawczyka, poinformował, że 3 listopada bieżącego roku swoją premierę odbędzie album Po prostu Krawczyk. Antologia przebojów. Ten wyjątkowy zbiór najważniejszych piosenek w karierze Krawczyka uzupełnią trzy niepublikowane dotychczas utwory wokalisty – Zapomniałem, Pokochać świat oraz Cierpliwie żyj, aby żyć.
Z Krzysztofem Krawczykiem współpracowałem i przyjaźniłem się 47 lat. Tytuł „Po prostu Krawczyk” to najlepszy opis jego drogi artystycznej i życiowej. A także najlepsze streszczenie opinii – tych pozytywnych i tych negatywnych – które wygłaszano po każdej jego nowej piosence.
– napisał Andrzej Kosmala, źródło: polskapłyta-polskamuzyka.pl
Tracklista:
Trudno tak (razem być nam ze sobą) (feat. Edyta Bartosiewicz)
Bo jesteś ty
Parostatek
Chciałem być
Za tobą pójdę jak na bal
Rysunek na szkle
Mój przyjacielu(feat. Goran Bregović)
Don’t Get Around Much Anymore (feat. Rod Stewart)
To co dał nam świat
Zapomniałem | premierowy utwór
Pokochać świat(feat. Jarek Weber) | premierowy utwór
Cierpliwie żyj, aby żyć(feat. Jarek Weber) | premierowy utwór