Rudowłosa dziewczyna, która swoje pierwsze kroki stawiała w chórkach znanych artystów. Dziś ma za sobą już pierwsze wydawnictwo i mnóstwo fanów, którzy nie odstępują jej na krok. Stajemy więc oko w oko ze Stashką i przepytujemy ją o EP-kę i poszczególne utwory. Całość poniżej!
Lana Del Rey – Honeymoon (2015), recenzja Piotra Krajewskiego
Początki kariery Lany Del Rey nie należały do tych najprzyjemniejszych. Jej pierwszy muzyczny debiut, jeszcze za czasów, gdy miała w zwyczaju nazywać się Lizzie Grant, przeszedł bez jakiegokolwiek echa. Rezultat przyniosła zmiana scenicznego pseudonimu. Artystka wydała niespodziewanie pewnego dnia utwór Video Games, a nieco później album Born To Die i znalazła się na ustach wszystkich. Nie obyło się bez niemiłych komentarzy. Porównywano wokalistkę do sztucznego tworu, wykreowanego tylko i wyłącznie dzięki pieniądzom bogatego ojca, który wraz z całym sztabem menadżerów stworzył jej intrygujący i niecodzienny wizerunek. Od tamtej pory minęło jednak sporo czasu. Elizabeth Grant jako Lana Del Rey wydała już dwa interesujące i solidne krążki, zamykając tym samym usta wielu krytykom. Udowodniła, że nie jest jedynie bogatą dziewczyną, której nagle zachciało się śpiewać piosenki. W dość krótkim czasie, stworzyła swój własny rozpoznawalny styl muzyczny. Wydaniu trzeciego albumu towarzyszą zupełnie inne emocje. Na artyście nie ciąży już presja debiutu, nie musi on też mierzyć się z syndromem drugiego krążka. Nastaje moment bez jakiekolwiek nacisku, bez dyktatu. Jakie jest więc trzecie wydawnictwo Amerykanki?
UK Charts: Powrót Biebera na singlowy szczyt, nowe TOP3 albumów
Po chwilowym spadku What Do You Mean? na miejsce drugie, Justin Bieber powraca na szczyt listy najpopularniejszych singli. Podium albumowe zaś stanowią same nowości.
Nie, nie robię sobie jaj – szczerze podziwiam Justina Biebera. Felieton Kuby Koziołkiewicza
Justin Bieber to wokalista, którego nigdy nie polubię. Celowo nie nazwałem go „artystą”, ponieważ nie uważam, że nim jest. Chłopak stworzony przez korporacyjne głowy i traktowany jako produkt do zarabiania grubych milionów nigdy nie zasłuży w moich oczach na nazwanie go właśnie „artystą”. Ten termin jest zarezerwowany dla trochę innych przedstawicieli muzyki. I mimo, że nigdy nie kupię jego płyty, nigdy nie pójdę na jego koncert oraz nigdy nie odtworzę jego klipu na Youtube (chyba, że dla hecy), to szczerze go podziwiam za jedną rzecz.
OLiS: TOP3 z nowościami, „Reality” najlepszym singlem
Wrzesień przywitał nas interesującymi premierami, stąd też zmiany również na OLiSie. Najchętniej kupowanymi albumami są same nowości. W Airplayu rządzi natomiast Reality.
