Muse pisze kolejny rozdział swojej historii. 20 czerwca zespół oficjalnie wypuścił nowy singiel Unravelling. Ten numer to czysta energia i aż prosi się o headbanging.
Jest to pierwszy od dłuższego czasu utwór stworzony w pełni tylko przez nich. Bez pomocy, bez kompromisów, tylko Muse i ich surowa, szczera muzyczna tożsamość.
W zeszłym roku pracowali z Zeddem przy utworze 1685, a w 2023 z Solomunem przy Euphorii. W tych współpracach jeszcze mocniej wybija się ich konsekwentne dążenie do energetycznego połączenia elektroniki z rockowo-metalowym brzmieniem. Jednak Unravelling to ich autorski powrót do korzeni… z nowym twistem. Tym razem produkcją zajął się Dan Lancaster, znany m.in. ze współpracy z Bring Me The Horizon, który od 2022 roku dołączył do Muse jako członek zespołu koncertowego. To właśnie on pomógł ukształtować nowy, potężny dźwięk singla, który staje się pierwszą zapowiedzią potencialnego, dziesiątego albumu grupy.
Brzmieniowo Unravelling przypomina flirt z klimatem Sleep Token – intymny, ciężki emocjonalnie, a zarazem pełen mroku i przestrzeni. Zwrotki są spokojne, ale szybko ustępują miejsca eksplodującemu refrenowi, w którym Matt Bellamy i zespół pokazują swoją niezmienną energię. Gdy wchodzi gitarowa solówka na 8-strunowej gitarze, wszystko staje się jasne. Muse powróciło.
To jest hymn naszej miłości
śpiewa Matt Bellamy
Nie sposób nie poczuć, że chodzi nie tylko o słowa. Chodzi o więź. O wspólne trwanie. O muzykę, która potrafi poruszyć coś głęboko w środku.
W czasach, gdy nawet największe gwiazdy potrafią zgasnąć po kilku sezonach, Muse wciąż grają na własnych zasadach. I choć nie biją już rekordów jak w złotych latach, to ich fani są lojalni i wciąż głodni tej muzyki. Reakcje na pierwszych festiwalach, gdzie już pojawiło się Unravelling, mówią same za siebie.
Niedługo przyjdzie kolei na Polskę. 4 lipca zespół wystąpi na Open’er Festival w Gdyni, gdzie polscy fani po raz pierwszy będą mogli usłyszeć nowy singiel na żywo.
Wiktor Dyduła to wokalista i autor tekstów, który zyskał popularność dzięki udziałowi w programie The Voice of Poland, a swoją pozycję na scenie ugruntował debiutanckim albumem Pal Licho!. W kwietniu ukazał się drugi album wokalisty Tak jak tutaj stoję, na którym znajdują się single Tam słońce gdzie my oraz Nie mówię tak, nie mówię nie z Kasią Sienkiewicz. W rozmowie z Wiktorem rozmawialiśmy o samym procesie tworzenia albumu, emocjach, które towarzyszą w trakcie słuchania, sukcesie Tam słońce, gdzie my oraz o koncertowych planach, w tym udziale w BitterSweet Festival.
Julia Maciąg: Tak jak tutaj stoję to tytuł Twojego drugiego krążka. Jak się zrodził pomysł na ten album i co dokładnie oznacza Tak jak tutaj stoję dla ciebie?
Wiktor Dyduła: Tytuł tej płyty narodził się, gdy stworzyłem utwór „Tak jak tutaj stoję”, czyli ostatni utwór na albumie. Stwierdziłem, że określenie Tak jak tutaj stoję świetnie oddaje nastrój i przekaz płyty. To moje stanowisko. Tak jak tutaj stoję. Bez żadnych udziwnień, taki, jaki jestem szczerze i podany na tacy. Mimo różnych tematyk właśnie to zdanie łączy wszystkie piosenki i skleja w jedną całość.
JM: Jak już wspomniałeś o tym utworze, to sam album jest taki radosny, ale właśnie ten ostatni utwór jest ze smutnym akcentem. W tym utworze śpiewasz „bo chcę widzieć wasze uśmiechnięte twarze”. Jak bardzo zależy ci na szczęściu innych?
WD: Bardzo. Staram się być w porządku w stosunku do ludzi, którzy są w porządku dla mnie. Oczywiście jesteśmy tylko ludźmi, więc czasami popełniamy błędy i to nam nie wychodzi, jednak staram się przekazywać ludziom właśnie to, żeby dbali o najbliższych.
Chciałbym przekazać również nie tylko to, że „chcę zobaczyć wasze uśmiechnięte twarze”, tylko chcę zatrzymać ten moment na zawsze. Doceniać moment, w którym was widzę, w którym mogę spędzać czas z ukochanymi osobami, bo nie wiadomo, ile tego czasu nam z tymi ludźmi pozostało. To taka mądrość, że warto, żebyśmy byli zawsze tu i teraz, i doceniali czas, w którym możemy być z ludźmi, którzy są dla nas ważni, aby mogli nas dobrze wspominać, jeśli nas zabraknie.
JM: Dlatego zrobisz też wiele „za jeden uśmiech”?
WD: Oczywiście. To jest piosenka, która dokładnie oddaje to, że dla ukochanej osoby (choć nie tylko ukochanej), jesteśmy w stanie zrobić wiele, jeśli nie wszystko. Właśnie taki jestem. Jeśli ktoś jest dla mnie ważny, to po prostu się staram i lubię, jak można się z tą osobą tym wymieniać, tą energią, tym byciem dla kogoś ważnym. Nie uważam, że jestem idealny. Czasami zawodzę i też jestem tego świadom, ale ostatecznie – staram się.
JM: Wspomnieliśmy też, że ta płyta jest stricte radosna i nie ukrywam, że jak ja ją słuchałam, to miałam dosłownie banana na twarzy. Skąd czerpiesz tyle radości do tworzenia takich utworów?
WD: Cieszę się, że tak sądzisz, choć uważam, że niektóre utwory są gorzkie. Na przykład: „Czysto hipotetycznie”. Niby radosny, ale z drugiej strony ta osoba, ten gość, który śpiewa o dziewczynie, którą gdzieś zobaczył, nigdy do niej nie zagadał. Albo w utworze „Tam Słońce, Gdzie My”, który też jest podszyty takim sentymentalnym smutkiem, w którym doceniamy to, że ktoś jest nad nami. W bridge’u jest opisane, że siedzi we mnie jakiś ból i cieszę się, że po prostu jesteś i mnie wspierasz, ale być może mnie zaraz tutaj nie będzie. Więc jest tam też smutek. Oczywiście utwór jest ładnie, mam nadzieję, zakryty takimi pozytywnymi dźwiękami i melodią. Albo „Nikomu niepotrzebny intergalaktyczny pył”, który też jest oczywiście wesoły, ale jednocześnie sentymentalny. O miłości, ale też tej, która przezwycięża śmierć.
No i skąd czerpię to radość? Wydaje mi się, że mam w sobie dużo tego uśmiechu i staram się zaszczepić go też u innych. Najbardziej lubię się uśmiechać i śmiać się. Uważam, że to jest bardzo ważne w czasach, w których jest bardzo dużo smutku wokół nas. Dużo takiej niestabilności, jakiś wojen i temu podobnych sytuacji. Ważne, żeby po prostu jak najwięcej też mówić o tych pozytywnych rzeczach. No i staram się to też przekazywać w piosenkach, aby nie były one płytkie, skłaniały do refleksji, taką mam misję.
JM: Ale też w tych piosenkach czuć bardzo dużo tego romantyzmu. Czy uważasz się w takim wypadku za romantyka?
WD: Zdecydowanie jestem romantykiem. Myślę, że dużo wkładam emocji w opisywanie miłości i w opisywanie swojego życia. Bardzo lubię metaforykę. No i myślę, że ten romantyzm, sentymentalność, docenianie wspomnień i znaków, które daje mi świat po drodze, które ktoś by stwierdził, że to jest przypadek, a ja uważam, że to nie jest przypadek, jest we mnie oraz. Dużo tego romantyzmu. Lubię to w sobie.
JM: Ja uważam, że taką najbardziej romantyczną piosenką jest Moja Droga <3, w której pokazujesz też swoją szarmanckość. Artyści też nie decydują się na zabieg dodawania emotek w tytule. Dodatkowo, jest idealna na taki pierwszy taniec.
WD: Dużo już dostawałem takich wiadomości, dlatego cieszę się. Chciałem, żeby ten utwór był szczery i prosty. Opisuję moją drogę, jeśli chodzi o ukochaną osobę. Bardzo mi się spodobała ta dwuznaczność słowa „droga” i chciałem tę „drogę” tak właśnie ubrać w piosence . Chciałbym podążać za moją ukochaną, przepuszczać ją pierwszą w drzwiach i starać się, żeby gdziekolwiek będzie, była bezpieczna.
JM: Wróćmy jeszcze do Tam Słońce, Gdzie My. To jest Twój tak naprawdę największy przebój, ponieważ został uznany przez krytyków i fanów. Wspomniałeś właśnie o drugim dnie. Uważasz, że dzięki tej radosnej linii melodycznej oraz drugiemu znaczeniu ta piosenka faktycznie odniosła ten sukces?
WD: Po części tak. Bardzo dużą rolę w tym wszystkim miał teledysk, który podkreślał właśnie ten taki kontrastowy smutek. Bardzo się cieszę, że nam się udało osiągnąć obrazkiem tę historię. Nie ukrywam, że taki był mój zamysł i plan.
Piosenka, która na pierwszy rzut ucha mogłaby się wydawać romantyczna, gdzie człowiek mógł sobie wyobrazić jakąś parę, a tu teledysk smutny, w którym jest ktoś, kto nagle znika z naszego życia. Myślę, że to spowodowało, że wielu ludzi zobaczyło swoje historie i od razu zupełnie inny wydźwięk miały też słowa piosenki, które jeszcze mocniej poczuli. Cieszę się, bo uważam, że w ogóle kontrasty w sztuce mają wielką moc i zawsze działają i tutaj jest tego właśnie najlepszy przykład.
Ta piosenka jest wielowymiarowa. Nie dość, że ludzie tańczą do niej podczas pierwszych tańców, to też fani piszą mi właśnie o ludziach, których już z nimi nie ma, piszą o wspomnieniach, które mają z nimi. Niektórzy wysyłają mi filmiki, że z rodziną spędzają czas przy tej piosence. To jest największy mój sukces, że udało mi się napisać coś, z czym ludzie się utożsamiają w najróżniejszy sposób.
JM: Ja akurat ten utwór poznałam dzięki streamingowi i właśnie tam jest okładka, która jest kolorowa. Nie sugerowałaby, że to głęboki utwór o stracie. Dopiero ten teledysk to obrazuje i to jest właśnie ciekawe, że przeciętny słuchacz radia albo właśnie muzyki na platformach streamingowych tego by nie wyłapał.
WD: Tak. Dostałem wiele wiadomości i komentarzy, w których ludzie słuchali piosenki już przez miesiąc. Dopiero jak włączyli sobie teledysk po jakimś czasie, popłakali się. Ten teledysk zmienił kompletnie rozumowanie tego tekstu, a ta piosenka dla nich nie będzie już taka sama. To jest coś niesamowitego, że piosenka może mieć po samym przesłuchaniu zupełnie inne znaczenie niż z teledyskiem.
JM: Jak odniesiesz się do cytatu z Czysto hipotetycznie „Romanse są chyba jakieś koloryzowane”?
WD: Podmiot liryczny troszeczkę podważa romantyczność, która jest nam sprzedawana w filmach, w książkach. On sam nie może uwierzyć, że to wszystko będzie takie piękne i poważne. Myślę, że jest to problem i domena naszych czasów. Ludzie nie chcą się angażować. Boją się podejść do przypadkowych ludzi, którzy im się spodobają na ulicy. Wolą wchodzić w powierzchowne relacje przez aplikacje randkowe. Właśnie czysto hipotetycznie on sobie tylko to wszystko wyobraża i nie jest na tyle odważny, żeby sprawdzić, czy to coś da. A przecież nic by mu się nie stało, gdyby podszedł i po prostu zagadał. Chciałem to właśnie zobrazować, że czasami po prostu warto machnąć ręką i spróbować swoich sił.
JM: Na tym albumie pojawiają się też dwa różne głosy. Jednym z nich jest dziecięcy głos w piosence nikomu niepotrzebny intergalaktyczny pył. Jest tam fragment, w którym słychać głos dziecka, które mówi „byłam w kosmosie”. Właściwie skąd się zrodził ten pomysł?
WD: W okresie, kiedy ten utwór był jeszcze demówką, mieliśmy tam wrzucony fragment filmu „Gadające Głowy” pana Kieślowskiego. Tam był młody chłopak, który opowiadał o tym, czego życzył sobie od społeczeństwa. Ostatecznie z powodów praw autorskich nie mogliśmy go użyć.
Wpadliśmy na pomysł, żeby poprosić moją siostrę o to, żeby nagrała po kryjomu odpowiedź Marysi – mojej siostrzenicy – na pytania dotyczące egzystencji i tego, w jaki sposób znalazła się tu, na Ziemi. Marysia ma dosyć ciekawą teorię, według której ona prawdopodobnie jest z kosmosu, „zeszła sobie” na Ziemię i „wybrała sobie” rodzinę, w której „sobie pożyje”. Na szczęście powiedziała również to zdanie, które się nam najbardziej spodobało. Było takie urocze, dziecięce, ale też podkreślające znaczenie tej piosenki. Ostatecznie zdecydowaliśmy się to umieścić na początku tej piosenki.
JM: Drugą piosenką jest piosenka z Kasią Sienkiewicz z Kwiatu Jabłoni. Jak doszło do tej współpracy i jak czujesz się z tym, że to Kasia Sienkiewicz uznała, że wykona z Tobą Nie mówię tak, nie mówię nie?
WD: Jestem przeszczęśliwy, że się zgodziła i oczywiście dumny z tego, jak to wszystko wyszło. Dwa lata temu występowałem na deskach Opery Leśnej w Sopocie. Kasia po tym występie napisała mi bardzo długą wiadomość, w której skomplementowała mój występ i mnie. Dodała, że brakuje takiej energii na polskiej scenie muzycznej. Zrobiło mi się wtedy bardzo miło. Kasię kojarzyłem z Kwiatu Jabłoni, natomiast nie znałem jej osobiście i tym bardziej zrobiło mi to wtedy dzień. Jak nie cały miesiąc. Pomyślałem, że może kiedyś się udałoby się nagrać wspólny duet. W procesie tworzenia pierwszej płyty wysyłałem demo utworu, który ostatecznie jej nie przypadł do gustu. Jak sama przyznała, czekała na coś bardziej energicznego i tanecznego.
Przy okazji już drugiej płyty „Tak jak tutaj stoję” wysłaliśmy demo, które będzie bliższa jej wyobrażeń i rzeczywiście – spodobała się Kasi. Nie ukrywam że, bardzo mnie to ucieszyło. Trochę to trwało, ale ostatecznie wszystko pięknie wyszło.
Kiedy stworzyliśmy „Nie mówię tak, nie mówię nie” i napisałem cały tekst, wiedziałem, że musi to być duet, a Kasia była pierwszą myślą. Wszystko poszło bardzo naturalnie i spontanicznie. To nie była jakaś taka wizja wytwórni czy managementu, czy wielki plan marketingowy. Po prostu tak poczułem i moje wyobrażenie i się ziściło. Kocham, jak takie rzeczy się dzieją z powodu jakiejś energii, a nie z powodu jakichś tabelek, pragmatycznych wyliczeń czy finansowych szacunków.
JM: W takim razie jaki jest Twój teraz wymarzony duet?
WD: Powtarzam w każdym wywiadzie, że poza Kasią, Vito Bambino jest moim wymarzonym duetem. Na liście marzeń jest jeszcze pare życzeń. Mamy teraz tak obfity rynek muzyczny w Polsce, że nowych i ciekawych artystów ciągle przybywa, z którymi oczywiście super byłoby tworzyć duety. Przede wszystkim uważam, że wszystko powinno przychodzić właśnie z taką naturalnością, a nie z przymusu.
JM: Jest jeszcze na albumie taki utwór Nie ma już miejsca na „chyba„. Mam wrażenie, że negatywnie odbierasz samo słowo „chyba”.
WD: To jest podkreślenie wspomnianego wcześniej problemu relacji damsko męskich. Jedna strona czuje się dobrze w relacji z drugą osobą, ale nie potrafi postawić tego kroku dalej, i cały czas się „chyba”. Takie przeciąganie liny. Chciałbym, żeby ktoś w końcu powiedział „Ej, słuchaj, pójdę z tobą poznawać i zdobywać świat.” Ta piosenka jest o tym, że “ja już mam dość, a ty rób co chcesz”. Ja potrzebuję czegoś głębszego, a nie powierzchownych relacji, które nic w moim życiu nie wnoszą.
JM: Zauważyłam też, że masz na głowie czapkę z Next Fest. Korzystając z okazji, zostałeś ogłoszony dodatkowym artystą, który wystąpi na Bittersweet Festival. Jak się z tym czujesz?
WD: Jest to ogromna dla mnie sprawa. Tym bardziej, że line-up jest niesamowity: Empire of the Sun, których uwielbiam, czy Post Malone. To są artyści światowi. Wystąpić na tej samej scenie, na tym samym festiwalu jest dla mnie niesamowitą sprawą i wielkim zaszczytem. Bardzo się cieszę, że publiczność zagłosowała właśnie na mnie podczas Nexta, nie spodziewałem się tego. Nawet nie wiedziałem, że jest takie głosowanie! Na scenie dosłownie manager mi powiedział na ucho „Wiktor powiedz, że jest głosowanie”. No i powiedziałem, że jest jakieś głosowanie, że można wygrać jakiś występ. Jak widać – ludzie za tym poszli i jest mi miło. Ta nagroda to jest coś niesamowitego. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że rozwalimy po prostu scenę i że ludzie będą się bawić i zostaną z nami na dłużej.
JM: Też będziesz dużo koncertować latem, a także jesienią, ponieważ jesienią masz promocję strikte swojego albumu. Czym będą się różnić te koncerty klubowe od tych plenerowych?
WD: Gramy trochę plenerów, gramy festiwale. Plener rządzi się swoimi prawami, a klub swoimi. Koncerty klubowe mają swój niepowtarzalny klimat, jest się bliżej z publicznością i jakoś tak bardziej kameralnie.
Na pewno przygotujemy niespodzianki. Mam nadzieję, że gości. Na razie jeszcze do tego nie siedliśmy. Być może wrócimy do jakichś paru utworów z poprzedniej płyty w nowych aranżacjach. To jest daleki czas, jak teraz sobie spojrzę na ten cały sezon letni, który mnie czeka, bo bardzo dużo koncertów gramy.
JM: A czy możemy spodziewać się tego słynnego fioletowego wieszaka na ubrania?
WD: Będzie fioletowy wieszak, będzie żółty wieszak, będą świecące wieszaki. Sporo rzeczy przygotujemy na te koncerty i nie mogę się doczekać.
JM: Ja też nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że się zobaczymy w Krakowie. Dziękuję za rozmowę.
Kesha zaprasza na parkiet i nie owija w bawełnę: czas na dobrą zabawę. W oczekiwaniu na premierę nowego albumu, artystka udostępniła specjalny kawałek ATTENTION!.
Tym razem w singlu UWAGĘ! przyciąga nie jedna, a aż trzy gwiazdy pop. U boku Keshy gościnnie wystąpiły Slayyyter i Rose Gray.
Co ciekawe, ATTENTION! nie znalazło się na oficjalnej trackliście albumu. W sieci pojawiły się jednak spekulacje, że utwór może trafić na edycję deluxe.
Wydawnictwo . ukaże się już 4 lipca. Pierwszy album pod niezależnym sztandarem Keshy jest jednocześnie szóstym wydawnictwem w dyskografii gwiazdy. Płyta liczy 11 pozycji.
Twórczość Lucy Galczak to fenomen wart uwagi nie tylko ze względu na jej młody wiek, ale przede wszystkim ze względu na niezwykłą umiejętność przekształcania osobistych doświadczeń w uniwersalne opowieści. Najnowszy projekt – podwójna odsłona utworu Jesień – to najlepszy dowód na to, że mamy do czynienia z prawdziwą artystką, a nie tylko z kolejną nastoletnią wokalistką.
Jesień (dosyć wczesna) i Jesień to utwory, które pokazują ewolucję myślenia o tym samym temacie. W pierwszej wersji Lucy podchodzi do przemijania z charakterystycznym dla swojego wieku dystansem. To spojrzenie na jesień życia z perspektywy osoby, która jeszcze nie do końca rozumie, co to znaczy dorastać. Druga wersja to już zupełnie inna historia – pełna dojrzałości refleksja nad upływem czasu i zmianami, które niesie życie.
Co szczególnie interesujące, Lucy nie boi się pokazywać tej ewolucji w sposób naturalny. Nie udaje, że od zawsze wszystko rozumiała, nie kreuje się na przedwcześnie dojrzałą artystkę. Wręcz przeciwnie – jej muzyka to zapis prawdziwego procesu dorastania, z wszystkimi jego wątpliwościami i odkryciami.
Warto zwrócić uwagę na rozwój warsztatu kompozytorskiego Lucy. Jej wczesne utwory, choć udane, były jeszcze dość proste w formie. Jesień pokazuje, że artystka coraz śmielej eksperymentuje z formą i brzmieniem, nie tracąc przy tym swojego charakterystycznego stylu. Nie można też pominąć roli tekstów, które są prawdziwą siłą twórczości Lucy. W Jesieni (dosyć wczesnej) słychać młodzieńczą ironię i lekkość, podczas gdy Jesień to już poważna, momentami wręcz filozoficzna refleksja. I choć oba utwory mówią w zasadzie o tym samym, robią to w sposób, który pokazuje różne etapy rozumienia świata.
Jesień to ważny projekt nie tylko dla Lucy Galczak, ale dla całej polskiej sceny muzycznej. Pokazuje, że wartościowa, dojrzała twórczość może pochodzić z najbardziej nieoczekiwanych miejsc – nawet z małego Radziejowa, nawet od 17-letniej dziewczyny. I że wiek to tylko liczba, gdy ma się coś ważnego do powiedzenia.
Bracia Joe, Nick i Kevin ponownie spotkali się w studiu nagraniowym. Tym razem „nie było czasu na rozmowy” – a na śpiew! Zespół zaprezentował swój najnowszy singiel no time to talk, który może jeszcze bardziej rozgrzać zbliżające się wielkimi krokami lato.
Przed premierą utworu, zespół na swoim profilu na Instagramie podzielił się zwiastunem utworu w postaci wideo.
Warto dodać, że utwór jest interpolacją utworu Stayin’ AliveBee Gees, czyli sami wykonują charakterystyczną linię melodyczną, nie kopiując oryginalnego fragmentu plik w plik. Energia utworu jest zaraźliwa i możemy oczekiwać kolejnego gorącego hitu tego lata.
Jonas Brothers to ikoniczne trio, które wielu z nas poznało dzięki produkcjom Disneya, takim jak Camp Rock, Camp Rock 2: The Final Jam oraz serial Jonas. Przez lata ich muzyczna droga ewoluowała, a członkowie zespołu na pewien czas obrali solowe ścieżki kariery. Mimo to ponownie połączyli siły, udowadniając, że jako zespół wciąż potrafią dostarczać świeżej, chwytliwej i emocjonalnej muzyki.