Oni mogą być gwiazdami, Volume 2. Wywiad z Cezarym Andrzejakiem, uczestnikiem The Voice of Poland 3

Cezary podczas przesłuchania w ciemno wykonał piosenkę Feel z repertuaru Robbiego Williamsa. Na swoją trenerkę wybrał Edytę. Przeczytajcie co nam o sobie opowiedział.

W muzyce tak jak i w życiu, najbardziej ceni sobie szczerość. Aktualnie swój czas i energię dzieli pomiędzy rodzinę, pracę zawodową, no i oczywiście muzykę.

Marta Mrowiec: Kim jest Cezary Andrzejak?

Cezary Andrzejak: To chłopak z lasu;), nie no żartuję oczywiście. To facet, który realizuje się zarówno, jako głowa rodziny, specjalista – technolog drewna, no i oczywiście wokalista, songwriter.

 Marta Mrowiec: Kiedy byłem małym chłopcem marzyłem o…

Cezary Andrzejak: Wbrew pozorom to bardzo trudne pytanie, ponieważ ciężko mi sobie przypomnieć – to było już dosyć dawno. Pamiętam, że na etapie podstawówki ważną rolę odgrywał u mnie sport. Najpierw marzyłem żeby zostać piłkarzem, później koszykarzem. Miałem też etap, że chciałem zostać mechanikiem samochodowym – teraz sobie myślę, że nie miałem do tego zbytnich predyspozycji. Ale pociąg do motoryzacji został. Do sportu również. Za to moja Pani wychowawczyni z podstawówki powtarzała mi, że powinienem zostać aktorem – nie posłuchałem Jej, aczkolwiek elementy aktorstwa z pewnością mogłyby pomóc na scenie. Mam kilka marzeń, ale skrywam je gdzieś po szufladach. Musze przyznać, że w sumie to ostatnimi czasy rzadko się rozmarzam. Staram się stąpać twardo po ziemi.

 Marta Mrowiec: Gdyby nie muzyka to…

Cezary Andrzejak: …było by mi o wiele trudniej. Muzyka daje mi siłę, wiarę w ludzi, w dobro i zło. To przestrzeń, dzięki której mogę poznawać siebie i otaczający mnie świat. Od kilku lat to ona nadaje rytm mojemu życiu. Zdominowała mój wolny czas, a ja potulnie się temu podporządkowałem. Dzięki niej poznaję nowych ludzi, zbieram kolejne doświadczenia sceniczne. Na tą chwilę nie wyobrażam sobie, żebym z tego zrezygnował.

 Marta Mrowiec: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Cezary Andrzejak: Pierwszy kontakt z muzyką przypadł na czasy przedszkolne, kiedy to chętnie udzielałem się na wszelakich występach, akademiach, Dniach Matki i tym podobnych historiach. Później etap podstawówki. Pamiętam, że czasami odwiedzałem mojego wujka Andrzeja, który grał na gitarze i miał zespół (z resztą z moim tatą Zbyszkiem, który grał tam na basie). Śpiewałem wtedy piosenki typu „Ogórek ogórek…”. Ale z czasem temat gdzieś ucichł. Rodzice chcieli, abym miał zawód, który da mi w przyszłości dobrą, stabilną pracę. I trudno im mieć to za złe. Ja chyba też do końca nie miałem samoświadomości, i również trochę odwagi, żeby pójść w stronę muzyczną. Tak naprawdę przygoda z muzyką zaczęła się dosyć późno, bo na studiach. Korytarzowe jam session w akademiku, potem pierwszy zespół rockowy, między czasie chór akademicki Coro Da Camera czy granie na tzw. „streecie”. Niestety po studiach znowu nastąpiła przerwa i kontakt z muzyką został ograniczony do minimum. Zaczęła się praca w wyuczonym zawodzie, życie na własny rachunek, jednym słowem proza życia. Ale przez ten cały czas, gdzieś z tyłu głowy krążyła myśl o tym, żeby powrócić do śpiewania. Od kilku lat staram się godzić muzykę z pracą zawodową i obowiązkami związanymi z rodziną.

 Marta Mrowiec: Gdybyś miał wymienić 3 swoich idoli muzycznych, kto by to był?

Cezary Andrzejak: Ciężko wymienić tylko trzech. Na pewno Sting i zespół The Police. Również Dave Metthews ze swoim zespołem. Ale tak naprawdę jest wielu artystów, których cenię, i którzy mnie wzruszają, inspirują, zachwycają. Z resztą staram się słuchać wszystkiego, no może prawie wszystkiego. Oczywiście rzadko sięgam po zespoły tworzące w stylistyce ciężkiego daeth metalu czy jakiegoś hardcorowego disco. Niemniej jednak uważam, że im szerzej gatunkowo tym lepiej. Czasem nawet zmuszam się do słuchania pewnych gatunków, ale między innymi po to by spróbować je lepiej poznać, zrozumieć. Często poszukuję w sieci, szperam, czasem uda mi się odkryć coś ciekawego. A czasem odkrywam Amerykę na nowo. Wtedy bywa zabawnie, bo chwaląc się kolegom swoimi „odkryciami”, dostaję pstryczek w nos, że to przecież już znali, słuchali.

 Marta Mrowiec: Tworzyłeś w kilku autorskich zespołach i projektach o różnej stylistyce. Mógłbyś nam coś więcej o nich powiedzieć?

Cezary Andrzejak: Hm… muszesięgnąć pamięcią. Jak do tej pory były to zazwyczaj zespoły autorskie. Nie było tego aż tak dużo.

Rok 2003 – pierwszy zespół o nazwie Telegraph. Klimaty jazz-rockowe.

Lata 2007-2008 – blues-rockowy skład o nazwie Five Quarters – graliśmy tam głównie covery

Lata 2008-2010 – stricte rockowy zespół Aeschna

Lata 2009-2010 – duet akustyczny M.O.C.- klimaty balladowo pop-rockowe

Lata 2010-2011 – zespół 8 Piętro – klimaty jazz-rock, pop-rock

Lata 2012-2013 – zespół o dziwnej nazwie – casting-:) mieszanka jazz-rocka, melodyjnego popu i soulowego pulsu.

 Marta Mrowiec: Obecnie jesteś związany, z którymś z tych zespołów?

Cezary Andrzejak: Nie, obecnie jestem tzw. freelancerem – chociaż bardzo nie lubię tego słowa. Większość z tych zespołów nie przetrwała próby czasu. Ostatnio wspólnie z kolegą Piotrkiem Krogulcem, pracujemy nad nowym materiałem, póki, co w duecie. Równolegle zaangażowany jestem też w nieco bardziej żywiołowy skład (perkusja, bas, gitara, instrumenty klawiszowe). Jest to zbyt wczesna faza żeby móc coś więcej o tym powiedzieć, nie mniej jednak mam nadzieję, że w ciągu kilku miesięcy będzie można posłuchać efektów tej pracy.

 Marta Mrowiec: Inspirują Cię przeróżne formy muzyczne. Jaki zatem gatunek jest najbliższy twojemu sercu?

Cezary Andrzejak: Najbliżej mi do brzmień akustycznych, ale lubię też posłuchać soczystego funk-rockowego riffu. Właśnie to, co robi Dave Matthews ze swoim zespołem jest dla mnie bardzo, ale to bardzo ciekawe. Z jednej strony gitara akustyczna, z drugiej dęciaki. Z jednej melodyjny wokal Dave’a, a z drugiej zaś wyrazisty, energetyczny groove. Przyjemne i wpadające w ucho melodyjne refreny przeplatają się z trudniejszymi w odbiorze niestandardowymi podziałami. Wisienką na torcie są partię solowe skrzypka Pana Boyda Tinsley’a. Dla mnie to fenomen łączyć tyle elementów i zrobić to tak, żeby mówiąc kolokwialnie „żarło”. Ale generalnie bez względu na gatunek albo muzyka mnie porusza albo nie. Ostatnio zachwycam się nienowym, co prawda, ale genialnym jak dla mnie zespołem Cinematic Orchestra.

 Marta Mrowiec: Śpiewasz, grasz na gitarze, komponujesz, piszesz teksty. Masz, zatem jakiś materiał na własny album?

Cezary Andrzejak: Piosenek mam sporo, ale nie wszystkie nadają się na jeden album. Niektóre są ze skrajnie różnych stylistyk. A album powinien być przede wszystkim spójny, mieć ten wspólny mianownik, który prowadzi słuchacza od pierwszej aż do ostatniej piosenki. Póki, co nie mam jeszcze wystarczającej ilości spójnych ze sobą kompozycji, zatem trudno jest mówić o albumie. Jestem na takim etapie, że nie wykluczam najróżniejszych scenariuszy. Być może uda mi się zrobić jeden album „akustyczny”, „spokojny”. Być może z innym składem uda się stworzyć coś w zupełnie odmiennej stylistyce. Ktoś mi kiedyś powiedział, że z racji barwy głosu, mógłbym spróbować sił mierząc się z jazzowymi standardami. Cezary Andrzejak i Big Band – to by było wyzwanie!:)

Na tym etapie chcę się sprawdzić w różnych stylistykach.

Marta Mrowiec: Czego będziemy mogli się na nim spodziewać?

Cezary Andrzejak: Hm… przede wszystkim chciałbym pokazać tam prawdziwe emocje. Chciałbym również żeby słychać było na nim gitarę akustyczną. Natomiast pewnie i tak wszystko wyjdzie „w praniu”. Zazwyczaj jest tak, że na ostateczny wygląd i brzmienie albumu ma wpływ wiele czynników, z których dla mnie najważniejszym jest interakcja muzyków pracujących nad płytą. Nie da się do końca tego przewidzieć.

 Marta Mrowiec: Dlaczego zdecydowałeś się na udział w The Voice of Poland? Czego oczekujesz po udziale w programie?

Cezary Andrzejak: Nie będę ukrywał, że decyzja o wybraniu się na precasting okupiona była wątpliwościami. Niemniej jednak po tym jak przeszedłem ten etap i dostałem zaproszenie do wzięcia udziału w przesłuchaniach w ciemno uznałem, że mam niewiele do stracenia, a ewentualnie dużo więcej do zyskania. Nie od dziś wiadomo, że tego typu programy dają nieosiągalną innymi drogami, reklamę i rozpoznawalność, co jest bardzo przydatne w tej branży. Wyszedłem z założenia, że nawet, jeśli nic z tego nie wyniknie, to może warto przeżyć taką przygodę.

 Marta Mrowiec: Dlaczego wybrałeś Edytę Górniak na swoją trenerkę?

Cezary Andrzejak: Przyznam się szczerze, że to była decyzja chwili. Pani Edyta bardzo merytorycznie mnie oceniła i to mnie ostatecznie przekonało. Oczywiście szacunek mam do całej piątki Trenerów, ale wybrać musiałem jednego.

 Marta Mrowiec: Załóżmy, że wygrasz The Voice of Poland, co zmieni się w Twoim życiu?

Cezary Andrzejak: Tak jak wspominałem, staram się twardo stąpać po ziemi i realnie oceniać swoje szanse. Patrząc na poziom artystyczny niektórych uczestników, moim zdaniem na wygranie tego programu szans nie mam. Nie mniej jednak zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby zajść do jak najdalszego etapu. Ale chcąc odpowiedzieć jednak na to pytanie, to musielibyśmy założyć, że w wyniku jakiś nieszczęśliwych zbiegów okoliczności ginie reszta uczestników (oprócz mnie oczywiście), wygrywam ten program i wtedy…

…no nie wiem, pozostaje już tylko szampan, kawior, własny helikopter i willa z basenem;)

 

Więcej na temat Cezarego przeczytacie na jego Facebookowym profilu: Cezary Andrzejak

All About Music dziękuje za rozmowę i życzy samych sukcesów.

Przepytywany: Cezary Andrzejak

Przepytująca: Marta Mrowiec

oni-moga-byc-gwiazdami-volume-2

Czytaj również