One Hit Wonder. Krótka historia grupy The Calling i jej jedynego, wielkiego przeboju – Wherever You Will Go. Felieton Kuby Koziołkiewicza

Każdy z nas spotkał się kiedyś z terminem „Gwiazda jednego przeboju”. Nie ma się co oszukiwać, w historii muzyki rozrywkowej pojawiło się mnóstwo artystów czy zespołów, które na jakiś czas znalazły dla siebie miejsce w świecie gwiazd, ale po spektakularnym zdobyciu list przebojów, przepadły na zawsze. Jednak w rzeczywistości bardzo ciężko znaleźć typowego przedstawiciela „jednego hitu”, bo zazwyczaj udało mu się stworzyć dwa, czasem nawet trzy popularne utwory. W dzisiejszym tekście chcę jednak odejść od autorów takich „perełek” jak Asereje, Aicha czy What Is Love, bo… no wiecie, za bardzo nie chce mi się szukać na ich temat jakichkolwiek informacji (ze względu na bardzo niski poziom tych „artystów”). Będzie on o kapeli, która – w mojej opinii – z dumą może do swojego CV wpisać frazę „największy zespół jednego przeboju”. Dlaczego? Bo ich hit zna każdy: od 12 letniego chłopaka ciągnącego swoją sympatię za włosy, po 70 letnią babcię przepychającą się w przejściu autobusu. Panie i Panowie, oto historia grupy The Calling i jej wielkiego hitu – Wherever You Will Go.

Kapela powstała w roku 1999 i została założona z inicjatywy gitarzysty Aarona Kamina oraz wokalisty Alexa Banda (nazwisko tego drugiego idealnie pasowało do stworzenia zespołu). Później do chłopaków dołączyli trzej inni muzycy, ale jak sam lider grupy wspominał w jednym z wywiadów: The Calling od samego początku nie było zespołem. Ja i mój kumpel Aaron zatrudniliśmy ludzi do grania z nami.

Alex od małego interesował się muzyką. Swoją pierwszą gitarę otrzymał w wieku 8 lat, a pierwszy autorski utwór skomponował 3 lata później. Jednak prawdopodobnie najważniejszym momentem w jego życiu był dzień, kiedy to mając jedynie 16 lat wziął gitarę, wydobył z niej parę dźwięków, dopasował je do napisanego wcześniej tekstu i stworzył największy hit pierwszej dekady XXI wieku wg magazynu Billboard.

Właśnie w taki – wydawać by się mogło mało pompatyczny sposób – powstał utwór, bez którego ciężko wyobrazić sobie współczesną muzykę rozrywkową. Dla wielu Wherever You Will Go jest piosenką radosną, zadedykowaną dla sympatii, w której zakochany był autor. Nic bardziej mylnego: zainspirowała mnie śmierć pewnej osoby – przyjaciela naszej rodziny – która była w związku małżeńskim od ponad 50 lat. Chciałem stworzyć utwór z perspektywy kogoś, kto właśnie opuścił miłość swojego życia. Zastanawiałem się: co by ta osoba napisała? Przez teledysk do tej piosenki ludzie myślą, że jest to typowe „love song”… Fabułę klipu stworzyła nasza wytwórnia. Mieli gdzieś o czym jest ta kompozycja. Chcieli jedynie stworzyć prosty videoclip dla MTV. To zdecydowanie nie jest „love song”. Są ludzie, którzy grają ten utwór na weselach, ale są też i tacy, którzy puszczają go w czasie pogrzebów – mówił Band.

Największy – i jedyny – hit The Calling znalazł się na debiutanckiej płycie grupy zatytułowanej Camino Palmero, wydanej 10 lipca 2001 roku. Pierwszym singlem promującym owe wydawnictwo było oczywiście Wherever You Will Go, które pojawiło się w rozgłośniach radiowych już 4 czerwca tego samego roku. Kompozycja spodobała się słuchaczom, ale nie była na tamtą chwilę wielkim hitem. Wszystko zmieniło się jakiś czas później.

Utwór został wydany parę miesięcy przed atakami z 11 września. Po tych tragicznych wydarzeniach stał się piosenką nadziei. Według wokalisty zespołu to właśnie dzięki temu Wherever You Will Go odniósł tak spektakularny sukces w Stanach Zjednoczonych, a następnie na całym świecie. Rozgłośnie z całego globu potrafiły zagrać nasz utwór ponad 10.000 razy w ciągu tygodnia. To było kompletne szaleństwo, jeżeli pomyślisz o tym z perspektywy czasu – wspominał Alex w 2010 roku. W jego słowach nie ma ani grama kłamstwa. Na przełomie roku 2001 i 2002 utwór dostał się do pierwszych dwudziestek i dziesiątek list przebojów na całym świecie. Od Austrii po Nową Zelandię. Przez 23 tygodnie okupował pierwszą pozycję zestawienia U.S. Billboard Hot Adult Top 40 Tracks. Teledysk, zgodnie z oczekiwaniami wytwórni RCA, hulał non stop w MTV. Piosenka zespołu, który powstał ledwie 2 lata wcześniej, była znana większości mieszkańcom naszej planety. Jak to często mawiał Alex w wywiadach – totalne szaleństwo.

Rok 2002 minął. Szał na Wherever You Will Go również. Zespół dużo koncertował, jednak potrzebował kolejnych hitów, które ugruntowałyby ich pozycję na rynku. Jednak te już nigdy nie nadeszły. W międzyczasie z kapelą pożegnała się trójka muzyków: Wood, Mohler i Woolstenhulme. Szybko zostali zastąpieni przez innych ludzi. Przypomnę jeszcze raz słowa lidera grupy: The Calling od samego początku nie było zespołem.( …) zatrudnialiśmy ludzi do grania z nami.

W czerwcu 2004 roku światło dziennie ujrzał drugi studyjny krążek grupy zatytułowany po prostu Two. Przez resztę roku 2004 i pierwszą połowę 2005 zespół koncertował i promował nowe wydawnictwo. Płyta sprzedawała się przyzwoicie, jednak nie było mowy o choćby zbliżeniu się do wyników debiutu.

W 2005 roku grupa ogłosiła zawieszenie działalności. Jak wspomina Alex: kiedy tworzyliśmy materiał na nową płytę Aaron (gitarzysta, współzałożyciel grupy) tracił motywację do działania. W końcu doszedł do punktu, w którym nie chciał już grać koncertów, kręcić więcej klipów promocyjnych, czy występować w programach telewizyjnych. Jedyne co chciał robić to pisać utwory. A na ostatnią płytę 90% materiału napisałem ja. Więc zdecydowałem, że lepiej będzie jak rozpocznę tworzenie muzyki solo. I tak też się stało.

Po rozpadzie grupy Alex zaczął działać na własny rachunek. Trzeba przyznać, że na jego występach pojawiało się sporo osób, ale należy wspomnieć o istotnym fakcie – w czasie tych show Band prezentował głównie materiał grupy The Calling. Oczywiście grał również swoje nowe kompozycje, ale publiczność najlepiej reagowała na piosenki jego poprzedniego projektu. Właściwie jedynym studyjnym „owocem” jego solowej kariery jest krążek We’ve All Been There z czerwca 2010 (co ciekawe, najlepiej sprzedawał się nie w Stanach, a w Austrii, Niemczech i Szwajcarii). Po jednym z koncertów w 2010 roku Band został zapytany, czy The Calling kiedykolwiek powróci na scenę, odpowiedział: nie, nie ma najmniejszych szans, żebyśmy się reaktywowali. Aaron z tego co wiem nie zajmuje się już w ogóle muzyką, więc nie, nigdy się nie reaktywujemy.

Jak mawia stare polskie przysłowie: tylko krowa nie zmienia swojego zdania. Nie inaczej było w przypadku Alexa. W sierpniu 2013 roku reaktywował grupę The Calling, a jedynym pierwotnym członkiem zespołu jest on sam. Od tego czasu rozegrali kilkadziesiąt koncertów w małych  klubach, co pokazuje, że odzyskanie swojej pozycji z lat 2001 – 2005 , kiedy to występowali w wielkich halach koncertowych, będzie naprawdę ciężkie. Punktem kulminacyjnym każdego z tych show jest oczywiście moment wykonania Wherever You Will Go. Band za każdym razem (a obejrzałem chyba z 10 różnych filmików z tego okresu) jak mantrę podkreśla to, iż utwór stał się największym przebojem minionej dekady. Chyba sam widzi, że jego kariera po rozwiązaniu grupy nie tylko stanęła w miejscu, a wręcz zaczęła się cofać.

Oczywiście można poddawać w wątpliwość wybór właśnie tej kompozycji jako hit pierwszego dziesięciolecia XXI wieku. Z drugiej strony, jaka inna piosenka będzie się nam bardziej kojarzyła z latami 2001-2010 niż właśnie ta? The Calling w mojej ocenie w 100% zasłużyli sobie na ten tytuł. Mieli niesamowity potencjał zarówno kompozytorski jak i muzyczny, który wykorzystany w odpowiedni sposób mógł ich wynieść na ten sam poziom, na którym znajduje się obecnie np. Maroon 5, czy One Republic. Niestety, bardzo ciężko będzie im choćby w minimalny sposób zagrozić grupie Adama Levine’a oraz Ryana Teedera, a wręcz jestem pewien, że taka sytuacja już nigdy nie nastąpi.

Miano artysty jednego przeboju nie jest tytułem, które większość wykonawców chciałoby uzyskać bo pokazuje, że w pewnym sensie nie potrafili zdobyć serc słuchaczy innymi utworami. Jednak w przypadku The Calling głównym problemem było to, że ich debiutancki singiel stał się od razu międzynarodowym hitem. To tak, jakby pierwszym obejrzanym na żywo przez kogoś koncertem było show U2, a filmem – Skazani na Shawshank. Ciężko to potem przebić. A Alex Band może żyć w poczuciu odniesienia podwójnego sukcesu. Po pierwsze: piosenka jego zespołu stała się znana na 5 kontynentach. Po drugie: nie musi się zupełnie przejmować swoją przyszłością, gdyż tantiemy (pieniądze, jakie artysta otrzymuje za prezentowanie swojego utworu w radiu, telewizji, itp) za utwór Wherever You Will Go utrzymają wysoki poziom jego życia przez najbliższe kilkanaście lat.

Czytaj również