Throwback Review: One Direction – Up All Night (2011), recenzja Karoliny Babik

Inne recenzje

23 lipca minęło 10 lat od utworzenia One Direction – zespołu, który wyraźnie namieszał w świecie muzyki. Wszystko zaczęło się od programu „X-Factor” oraz płyty Up All Night. Powróćmy do początków działalności najpopularniejszego boysbandu ostatnich lat!

Panowie z One Direction od początków pojawienia się w programie „XFactor” przyciągali do siebie coraz to większe grono fanów. Choć show nie wygrali, w żaden sposób im to nie zaszkodziło. Ich single zdobywały szczyty list przebojów, kolejne płyty i koncerty stadionowe wyprzedawały się znakomicie. Louis, Liam, Niall, Harry i Zayn szybko zdobyli międzynarodową sławę.

Na Up All Night patrzę z perspektywy osoby w podobnym do wokalistów wieku. Pamiętajmy, że nagrywając swój pierwszy krążek Panowie byli nastolatkami, którzy wrzuceni zostali do ogromnego przemysłu muzycznego, w którym wykreowano ich na uroczych chłopców z boysbandu. Śpiewali muzykę stworzoną przede wszystkich dla swoich rówieśników (albo raczej rówieśniczek), co zaowocowało także falą wielu negatywnych opinii. Opinii często bezpodstawnie podważających talent chłopaków, którzy, jakkolwiek oklepanie to brzmi, po prostu spełniali swoje marzenia.

Krążek otwiera pierwszy singiel One DirectionWhat Makes You Beautiful, jeden z najpopularniejszych w całej ich karierze. Typowo młodzieżowy kawałek, o prostym tekście i chwytliwej, skocznej melodii. Teledysk do utworu obejrzano już ponad miliard razy!

Kolejny singiel – Gotta Be You – to oprawiona w orkiestrowe dźwięki ballada, z charakterystycznym refrenem, gdzie głos Harry’ego pięknie płynie ku górnym dźwiękom.

One Thing to kolejny z popularnych hitów grupy. Otwiera go charakterystyczny riff gitarowy, a energiczny refren, prowadzony przez Louisa, sprawia, że ciężko po wysłuchaniu wybić sobie ten kawałek z głowy!

Na płycie znajdziemy też piękną balladę More Than This, w dużej mierze opartą na gitarze akustycznej i syntezatorach. Na uwagę zasługują tu emocjonalne partie wokalne chłopaków, którzy świetnie wczuli się w powierzone im fragmenty tekstu.

Po czterech, naprawdę dobrych singlach, które otwierają płytę, wciąż czeka na nas sporo dobroci. Kolejną dawkę energii niesie za sobą Up All Night – tytułowy, dynamiczny numer utrzymany w klimacie elektronicznego popu. Panowie jednak szybko przeskakują ponownie w nastrój bardziej melancholijny, a to za sprawą utworu I Wish, opowiadającego o niespełnionej miłości: „Whenever you kiss him, I’m breaking / Oh, how I wish that was me”.

W dalszej części wydawnictwa czekają na nas następne mieszanki muzyczne – od spokojnych, chwytających za serce ballad, po kawałki, przy których dajemy się porwać młodzieńczemu szaleństwu.

Warta uwagi jest chociażby poruszająca ballada Taken: „You only love to see me breaking / You only want me ’cause I’m taken”. Dość dojrzała jak na ówczesny wiek chłopaków, mimo to, w moim odczuciu, udało im się jej temat udźwignąć. Z nostalgicznych rozważań słuchaczy odrywa numer I Want, z chwytliwą linią pianina wysuwającą się na główny plan instrumentalny w zwrotkach.

Przesycone dźwiękami syntezatorowymi Stole My Heart prowadzi nas w kierunku tanecznym, a tekst refrenu zapada w pamięci na kolejne godziny: „Under the lights tonight, you turned around / And you stole my heart, with just one look”. Dla spragnionych głębszych przeżyć emocjonalnych chłopcy mają w zanadrzu jeszcze chociażby numer Moments, którego współautorem jest Ed Sheeran.

Album wydawano w różnych kombinacjach – zależnie od kraju. Na Spotify znajdziemy wydanie z osiemnastoma piosenkami. Choć nie przepadam za długimi albumami, tu tej długości nie odczuwam. Wpływ ma na to z pewnością wyważona dawka kompozycji pogodnych i balladowych oraz ogólne urozmaicenie wydawnictwa – wokalne, instrumentalne, tekstowe.

Up All Night wraz z upływem czasu zyskuje. Stwierdzam to jako wieloletnia fanka zespołu, na bieżąco obserwująca jego rozwój. Debiut 1D został naprawdę świetnie wyprodukowany. Choć opiera się oczywiście wyraźnie na popie, sięga po różne jego odmiany, jak  pop-rock, electro-pop, czy dance-pop. Warstwa tekstowa jest prosta, ale przy tym sensowna. Pojawiają się i tematy pogodne, o lekko naiwnej, młodzieńczej miłości, jak i te chwytające za serce – nie tylko nastolatek. W warstwie muzycznej dzieje się sporo – pojawiają się charakterystyczne motywy pianina, gitary, jak też partie smyczkowe, czy elektroniczne. Wokale chłopaków brzmią świetnie, doskonale oddając charakter każdej z piosenek. Nad ich talentem wokalnym rozwodzić się nie będę, bo przez ostatnie 10 lat udowodnili już chyba każdemu niedowiarkowi, że stać ich na wiele.

To była niezwykle przyjemna, sentymentalna podróż w czasie. Ciężko uwierzyć, że od debiutu One Direction minęło już tyle lat! Jestem przekonana, że miliony fanów boysbandu będą wracać do tej płyty jeszcze przez długi, długi czas. Ja z pewnością!

One Direction - Up All Night
  • Data premiery: 18 11 2011
  • Single: What Makes You Beautiful, Gotta Be You, One Thing, More Than This
Najlepsze utwory: One Thing, More Than This, Taken, Moments
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

23 lipca minęło 10 lat od utworzenia One Direction - zespołu, który wyraźnie namieszał w świecie muzyki. Wszystko zaczęło się od programu „X-Factor” oraz płyty Up All Night. Powróćmy do początków działalności najpopularniejszego boysbandu ostatnich lat! Panowie z One Direction od początków pojawienia się w...Throwback Review: One Direction - Up All Night (2011), recenzja Karoliny Babik