Omi – Me 4 U (2015), recenzja Oli Lis

Omi zaskoczył wszystkich hitem Cheerleader w zeszłym roku, zdobywając 1. miejsce w większości krajów wyszczególnianych w Wikipedii, w tym Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Album zebrał średnio-słabe recenzje, ciekawa jestem czy i ja uznam go za przeciętny.

Wspomniany singiel rozpoczyna Me 4 U i od razu wprawia w dobry nastrój. Jamajskie korzenie łączą się ciekawie z dźwiękami trąbki. Babylon, zaskakuje zupełnie odmiennym stylem muzycznym. Przypomina rock alternatywny pomieszany z popem. Głos Omiego też brzmi zupełnie inaczej. Wokale w tle i lekkość śpiewu sprawiają, że wiem, iż wrócę do słuchania tej piosenki. 3. ścieżka to reggaetonowa Drop In The Ocean w duecie z AronChupą. Świeża nutka, dobry beat, świetna energia i po raz pierwszy naprawdę ciekawy pomysł na tekst: „nie widzisz, że jestem Twoim całym światem, a on jest kroplą w oceanie”. Łamane frazy fascynują i czujemy, że piosenka jest pół-serio.

Moim faworytem jest Standing On All Threes, absolutny top tego albumu! Nie mogę przestać słuchać! Mam wrażenie, że czekałam na tę piosenkę całe życie. Zabawny dancehallowy podkład, super tekst i piękna melodia. W trakcie pojawia się rockowa wstawka basowej gitary, która stanowi ciekawy kontrast. Drugą najlepszą piosenką na płycie jest Fireworks. Słuchając, mam przed oczami wieczór w Afryce, mimo że Omi zdecydowanie śpiewa o wybuchowej nocy. Piosenkarz znów bawi się sposobem śpiewania, czego ta barwa głosu w wykończeniach fraz ze mną nie robi! Bardzo podoba mi się też Hitchhiker, które jest taneczną balladą utrzymaną w jamajskim stylu. Wkrada się odrobina muzyki elektronicznej, ale jest idealnie zgrana z całością.

Stir It to typowa piosenka pop, choć z odrobiną tropikalnych rytmów. Całkiem solidny kawałek, który rozjaśni jesienne wieczory. Za to w Midnight Serenade słychać wpływ reggae – zarówno w linii melodycznej jak i sposobie śpiewania. Omi momentami dokonuje głosem sztuczek godnych samego Sizzli. Brakuje mi większego rozwinięcia, bo po jakimś czasie utwór lekko nudzi. Drugi singiel, Hula Hoop, jest dla mnie po środku, nie powala, mimo że powinien dzięki oryginalnemu, słonecznemu beatowi.

Niestety na płycie znajdują się też słabsze utwory. Sing It Out Loud (Freddy Verano remix) i Promised Land są niespójne gatunkowo. O ile czasami eklektyzm jest bardzo odkrywczy, o tyle tu brzmi jak brak pomysłu – czasem pop, czasem house. Chcemy, żeby rozwinęło się elektronicznie, a tak się nie dzieje. Tytułowe Me 4 U też nie powala. Kiczowaty tekst, nudnawa melodia. Jedyne co godne uwagi to wspólne brzmienie głosów Omiego i Sary West.

Podsumowując, płyta Omiego mnie nie rozczarowała. Mogłaby być lepsza, ale i tak ma wystarczająco dużo fajnych kawałków, żeby mnie do siebie przekonać. Po artystach trzeba wiedzieć, czego się spodziewać – single są energicznym reggaetonem i taką muzykę spodziewałam się usłyszeć. Nie dość, że tak się stało, to było kilka pozytywnych zaskoczeń. Według mnie ten artysta ma spory potencjał, już czekam na kolejny album.

Czytaj również