Pod pseudonimem Oly. kryje się Aleksandra Komsta pochodząca z Nałęczowa. 22 czerwca premierę miał jej debiutancki album zatytułowany Home, na którym znalazło się 13 kompozycji. To propozycja wymagająca od słuchacza dużego skupienia i uwagi równocześnie przynosząca wielką radość podczas odkrywania kolejnych utworów.
21- latka z Nałęczowa wydała płytę niezwykle intrygującą. Co więcej Aleksandra Komsta, czyli Oly., śpiewa po angielsku, gra na ukulele i kalimbie. Album, który nam zaprezentowała to zbiór kompozycji o dojrzałym brzmieniu, stonowanych, niezwykle nastrojowych, a przy tym spójnych. Krążek utrzymany jest w tajemniczym klimacie a przez wszystkie utwory prowadzi nas, nieco wycofany, jednak wyrazisty i charyzmatyczny wokal młodej artystki. Naturalne brzmienia wykorzystanych instrumentów łączą się z dyskretnymi syntezatorami tworząc piękną otoczkę dla niespiesznego wokalu. I właśnie w tej oszczędności dźwięków tkwi największy urok tego albumu. To piękna opowieść, w której rozkoszujemy się każdą nutą. Niespiesznie. Oly. jest jeszcze bardzo młoda, jednak jej muzyka jest niezwykle dojrzała. Melodie i teksty urzekają, pozwalają się wyciszyć. Wokal jest silny i kruchy równocześnie. Jest bezbronna jak dziecko, nieco wycofana, by za chwilę rozkwitnąć i pokazać kobiecą siłę i pazur. Home to spójny album mimo łączenia w sobie sprzeczności. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu, każda nuta, każde słowo.
Piosenki Oly. to niebanalne opowiadania, każda zawiera historię i oryginalny pomysł na jej opowiedzenie. Powstają przy akompaniamencie niewielkich instrumentów – ukulele i kalimby, na których Oly. gra również na koncertach
Na płycie obok Low Roar gościnnie pojawiają się również artyści Nextpop: Kari, Baasch, Fismoll, Milky Wishlake, a także muzycy koncertujący z artystami takimi, jak Fismoll (Kacper Budziszewski), Brodka (Maciek Gołyźniak) czy Mela Koteluk (Krzysztof Łochowicz).
Nie lubię porównań, wydaje mi się, że każdy artysta na swój sposób jest unikatowy. Jednak słuchając debiutanckiego materiału Oli na myśl przyszła mi Birdy czy Gabrielle Aplin. Wszystkie artystki mają podobną wrażliwość wyczuwalną w każdym utworze.
Zdaję sobie sprawę, że nie jest to album dla każdego. Może za dużo w nim melancholii, spokoju i zadumy. Z drugiej strony mam wrażenie, że właśnie taki miał być. Taka właśnie jest sama artystka. Na tym krążku czuć duszę. Krążek jest bezkompromisowy, zupełnie nieprzystosowany, by podbijać radiowe listy przebojów. Jest mu to niepotrzebne. Każdy kto będzie chciał po niego sięgnąć zrobi to z wielką przyjemnością. Home znajdzie swoich odbiorców i tak. Trafiłam przypadkiem na Oly., jednak zupełnie świadomie sięgnęłam po jej krążek. Przeżyłam piękną przygodę a album bardzo wysoko plasuje się w moim zestawieniu płyt, które do tej pory się ukazały. Ciekawa jestem, jak artystka poradzi sobie śpiewając w języku polskim, gdyż na debiucie otrzymaliśmy wyłącznie teksty w języku angielskim. Poznajcie twórczość tej młodej artystki i rozsmakujcie się w pięknych melodiach tak jak ja.


