Site icon All About Music

Małomiasteczkowy styl, czyli Olsztyn Green Festiaval 2018. Relacja Martyny Adamowskiej

Wyrażenie małomiasteczkowy styl świetnie oddaje charakter minionego weekendu. Tylko proszę mnie źle nie zrozumieć, gdyż jest to ogromna pochwała z mojej strony. Olsztyn Green Festival to dynamicznie rozwijający się event, który z roku na rok przyciąga coraz to większe tłumy.

Green Festival to jeden z moich ulubionych festiwali, gdyż jest to takie małe święto polskiej muzyki, która przez ostatnie parę lat utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Organizatorzy zadbali o to, by na scenie zaprezentowali się przedstawiciele różnych gatunków muzycznych. Stąd jestem przekonana, że każdy znalazłby tam coś dla siebie. Ja również wybrałam kilka koncertów, które wywarły na mnie sporo emocji.

Dobry Moment, czyli dzień 1 

Swój festiwalowy weekend zaczęłam od występu królowej polskiego R&B, czyli Rosalie. Był to już kolejny jej koncert, na który postanowiłam się wybrać i niezmiennie jestem pod wrażeniem. Poprzeczka już od samego początku festiwalu została postawiona bardzo wysoko. Ciężko nie wspomnieć, że miała podwójnie trudne zadanie – zmagała się z niełatwymi warunkami pogodowymi. I nie, wcale nie był to deszcz czy burza, ale okropny upał, a scena skierowana w stronę słońca nie ułatwiała sprawy. Rosalie. mimo wszystko wyszła zwycięsko z tego starcia. Głównie usłyszeliśmy materiał z pierwszej długogrającej płyty – Flashback, w tym m.in. Holding Back czy Spokojnie. Na sam koniec zaśpiewała Królową z dedykacją dla olsztyńskiej publiczności.

Przy zachodzącym słońcu publiczność oczarował Kortez. Jego aksamitny głos i delikatne brzmienie fortepianu potrafią solidnie wzruszyć. Brak zbędnych słów i zapowiedzi, a mówi po prostu za pomocą muzyki. Jego minimalizm i skromność  od wielu miesięcy przyciąga coraz to większe rzesze fanów, co doskonale było widać i tego wieczoru. Jednak nawet z tłumnej publiki potrafił wyczarować istnie kameralną atmosferę. Ze sceny wybrzmiały zarówno piosenki z albumu Mój Dom, ale także i te z początków kariery jak np. Z Imbirem czy Od Dawna Już Wiem.W myśl jednego z utworów przyznam, że był to zdecydowanie Dobry Moment spędzony przy muzyce.

https://youtu.be/uJ-L_DPPqCE

Występ wieczoru bezapelacyjnie należał do Dawida Podsiadło. Najlepiej potwierdza to, ogrom publiczności zebranej pod sceną. Wydaje mi się, ze to był koncert z rekordową frekwencją. Nie powinno to nawet nikogo dziwić, przecież jego świeżo wydany singiel – Małomiasteczkowy – w krótkim czasie opanował wszelakie rozgłośnie radiowe i listy przebojów. Zaprezentował jeszcze jeden nowy numer z nadchodzącej płyty. Nie mogło zabraknąć najbardziej znanych przebojów w postaci No, W Dobrą Stronę czy Nieznajomy. Jednak, by zaskoczyć publiczność, doskonale wszystkim znane utwory, zostały odrobinę pozmieniane np. Trójkąty i Kwadraty zostały wzbogacone o kilka wersów pochodzących z utworu Na Zawsze z repertuaru Julii Wieniawy. Muszę przyznać, że Dawid należy do tego grona artystów, których cenię i wspieram odkąd tylko pamiętam. Sięgam pamięcią do koncertów z garstką publiczności, a teraz trzeba się nieźle postarać, by móc go chociaż dojrzeć z telebimu.  Mam za sobą dość pokaźną ilość koncertów, a wciąż mam wrażenie, że na każdym potrafi czymś zaskoczyć. Taki właśnie jest, nieprzewidywalny i niezwykle charyzmatyczny – za to cenię go najbardziej. Nie pozostaje nic innego niż wyczekiwać premiery nadchodzącego albumu i jesiennej trasy koncertowej.

 Chwilę potem wybrałam się na Nixes, czyli grupę której liderką jest Ania Rusowicz. Zagrali bardzo dobry koncert, a dodatkowym jego plusem była cała aura panująca podczas festiwalu. Ich muzyka znakomicie komponowała się z malowniczym krajobrazem jezior w mroku nocy i świetle gwiazd, a jak sami przyznają ich największą inspiracją jest kosmos.

Pierwszy dzień festiwalu zamknęła Natalia Nykiel w taneczny i pełen energii sposób. Muszę przyznać, że bije od niej masa pozytywnej energii, którą zaraża całą publiczność. Zaprezentowała materiał z najnowszego albumu pt. Discordia, ale także znalazło się odrobinę przestrzeni na nieco straszą część jej twórczości jak np. Error czy Bądź Duży.

Wspomnienia jak lawa gorące, czyli dzień 2

Sobotnie muzyczne wrażenia rozpoczęłam od występu Bitaminy. Panowie zaprosili wszystkich do swojej Kawalerki, w której zaserwowali solidną dawkę pięknych dźwięków. Mają oryginalny pomysł na siebie i świetnie wykorzystany potencjał. Nie da się ukryć, że to jest ich czas i wykorzystują go najlepiej jak się da. Sprytnie, swój największy przebój zostawili na koniec, by pożegnać się z publiką w najlepszy możliwy sposób. I tak właśnie było – wszyscy chóralnie razem z nimi wyśpiewali utwór Dom. Na samo zakończenie został mój absolutny numer jeden z ich twórczości, czyli utwór pt. Pytanie Do Niej. Muszę przyznać, że już długi czas byli na mojej liście koncertów, które trzeba koniecznie zahaczyć. I w końcu się udało! Był to mój pierwszy, ale na pewno nie ostatni ich koncert. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się powrócić do ich kawalerki.

Krótko potem na głównej scenie pojawił się raperski klasyk, czyli Grubson. Mimo iż to absolutnie nie moja stylistyka muzyczna, postanowiłam spróbować przekonać się do tego gatunku i rzucić okiem na jego sceniczne poczynania. Jak wiadomo Grubson jest na rynku muzycznym dość długi czas i ma spore grono fanów, które i tym razem głośno i chóralnie wykrzykiwało z pamięci teksty niemal wszystkich numerów.

Na Olsztyn Stage przy zachodzącym słońcu zaprezentowała się Pola Rise, która na początku roku wydała debiutancki album pt. Anywhere But Here. Swój występ wzbogaciła także o cover utworu z repertuaru jednego z moich ulubieńców – Michaela Kiwanuki. Trzeba przyznać, że miejsce i pora występu dodawała uroku tym klimatycznym dźwiękom.

Ralph Kamiński zabrał publiczność do odrobinę bajkowego świata. W zasadzie z nad jezior przeteleportował wszystkich nad swoje własne m o r z e pełne unikatowych pereł, czyli wspaniale wykonanych utworów.  Jego występ śmiało można porównać do spektaklu o znakomitej oprawie muzycznej. Rozbudowany zespół jeszcze bardziej potęgował uczucie bajkowej atmosfery. Oprócz utworów z jego debiutanckiego albumu zaprezentował efekt współpracy z Holakiem, czyli Najlepsze Najgorsze Wakacje.  No koniec dodam tylko, że Ralph jest niczym wulkan pozytywnej energii, dlatego  całość występu najlepiej podsumuje cytat utworu Jezioro Szczęścia z repertuaru Bajm, który również mieliśmy okazję usłyszeć aranżacji Ralpha i jego zespołu – Wspomnienia palą mnie jak słońce, wspomnienia jak lawa gorące.

Do Olsztyna zawitał także projekt Albo Inaczej 2. Jest to inicjatywa, która już po raz drugi daje nowe życie hip-hopowym klasykom.  Kilka lat temu w pierwszej odsłonie zaangażowano gwiazdy polskiej estrady, natomiast tym razem zaproszono do współpracy najciekawsze głosy młodego pokolenia. Za sprawą projektu spotkali się przedstawiciele odmiennej wrażliwości muzycznej. Podczas Green Festivalu ekipę Albo Inaczej reprezentowali: Monika Borzym, Justyna Święs, Ralph Kamiński, Ten Typ Mes, Grammatik, Eldo oraz Dj Black Belt Greg. Między innymi usłyszeliśmy nowe aranżacje takich utworów jak Czerwona Sukienka, Chodź Ze Mną oraz Złe Nawyki.  Każdy również miał szansę zaprezentować kawałek swojej solowej twórczości.

Sobotniego wieczoru line-up zasiliła także Brodka. Kilka razy miałam już okazję posłuchać jej koncertu. Monika emanuje charyzmą i bawi się dźwiękami. Mimo drobnych problemów technicznych, nie poddała się i zagrała znakomity koncert pełen emocji. Zaśpiewała m.in. Dancing Shoes i Horses . Ku zaskoczeniu wszystkich wśród utworów z jej nowego muzycznego oblicza na zakończenie zaśpiewała przebój pamiętający początki twórczości, czyli piosenkę pt. Ten.

Krótko mówiąc, ostatni weekend był niczym dobry moment spędzony w kawalerce urządzonej w małomiasteczkowym stylu i niesie za sobą masę wspomnień jak lawa gorących. Olsztyn Green Festival już powoli staje się dla mnie coroczną tradycją, którą bardzo chętnie będę podtrzymywać przez kolejne lata. Widzimy się za rok!

Exit mobile version