Olivia Rodrigo – SOUR (2021), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Nadszedł w końcu ten dzień, gdy największa muzyczna sensacja ostatnich kilku miesięcy, czyli Olivia Rodrigo, wypuściła w świat swój debiutancki krążek. Choć SOUR nie zapowiadał się jako dzieło mogące odmienić oblicze współczesnej muzyki i popkultury, tak wraz z kolejnymi singlami zwiastował coś naprawdę ciekawego. Ostatecznie tak rzeczywiście jest, tylko co to w istocie oznacza dla przyszłości samej Olivii oraz jej potencjalnych fanów? Sprawdźmy!

Gdy pierwszy raz usłyszałem hitowy singiel Rodrigo, czyli drivers license, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to idealna mieszanka twórczości Lorde oraz Billie Eilish. Pomimo tego, jest to bardzo udana kompozycja, która muzycznie według samej jej autorki nie jest przewodnim motywem jej debiutu, z czym w pełni się z nią zgadzam. Dlatego też spojrzałem na sukces drivers license jako zwiastun schyłku epoki smutnych utworów śpiewanych przez równie smutne, choć w pełni tego świadome dziewczyny. I tak jak Olivia zadeklarowała, tak też uczyniła – single deja vu oraz good 4 u pokazały, że SOUR niekoniecznie będzie kolejnym rozmarzonym w ponurej, choć istotnej tematyce depresji oraz dorastania albumem. Wraz z dniem jego premiery, mogę przyznać, że jestem równie zaintrygowany, co zupełnie niezaskoczony, ale po kolei.

Olivia Rodrigo za sprawą swojego debiutu na pewno się nam przedstawiła. SOUR pokazał mi co ją aktualnie w muzyce kręci i interesuje, przez co mam poczucie, że to jest album z prawdziwego zdarzenia. Nie za długi, nie za krótki, trochę po bandzie, trochę po najprostszych chwytach mających pokazać przyziemność swojej autorki. Objawia się to na przykład tym, że Olivia nie waha się sięgać po przekleństwa i wychodzi jej to znakomicie, bo dawno nie słyszałem tak przekonującego użycia tych słów w amerykańskiej muzyce w ogóle. SOUR to album młodej dziewczyny, gdzie teoretycznie nie sposób uświadczyć aktorskiej kreacji ze strony jego autorki. Dzięki temu jest autentyczny, co na dodatek potęguje jego muzyczna prostota.

SOUR to pop – raz biorący coś z punk rocka, aby oddać swój buntowniczy charakter, a kiedy indziej używający najzwyklejszej gitary, by zaznaczyć swoje przywiązanie do emocji wynikających z treści danej piosenki. Nie sposób mi powiedzieć co złego na temat warstwy melodycznej tego krążka – prościej się już nie dało. Zresztą produkcja Dana Nigro, łącznie z jego współpracą nad tekstami oraz melodiami, pozwoliła na utrzymanie krążka w tychże prostolinijnych ryzach. Dzięki temu skupiamy się na samej Olivii oraz jej emocjach, a nie na jej mniej lub bardziej wykreowanej scenicznej personie oraz piosenkach o seksie, czy innych „dorosłych” duperelach. Również same teksty są jak najbardziej autentyczne, w końcu Rodrigo je pisała, dzięki czemu wie o czym śpiewa i co ma do powiedzenia w ramach obranej przez siebie tematyki. Czasami jest w tym bardzo delikatna, raz bardzo sarkastyczna, a jeszcze indziej brutalnie szczera i to jest po prostu fajne.

Zatem czy ten album ma jakieś wady? W istocie nie. SOUR wie o czym opowiada i nie próbuje koloryzować swojej bohaterki. Pomimo silnych inspiracji twórczością takich wokalistek jak Billie Eilish, Lorde, Avril Lavigne czy Taylor Swift, piosenki Olivii w pełni do niej należą. W końcu wypłynęły wprost spod jej pióra, nawet jeśli świadomie posłużyła się konstrukcją utworu Swift w ramach swojej piosenki 1 step forward, 3 steps back. Rodrigo fajnie pomieszała te dwa naczelne stany w życiu każdego młodego człowieka i choć dla mnie trochę za dużo tego myślicielskiego nastroju, szczególnie w końcówce SOUR, tak będąc nieco starszym od samej autorki, rozumiem, że ma zupełnie inne potrzeby, niż ja.

W ramach SOUR najbardziej spodobały mi się najbardziej te „niegrzeczne” piosenki. Jego otwarcie, czyli utwór brutal jest po prostu fantastyczny – dosłownie brutalny, soczysty i z rzadko dziś już spotykanym punkowym wkurwem. W podobnym tonie utrzymane jest good 4 u, które jest wspaniale ironiczne, a jego tekst błyskawicznie zapadł w moją pamięć, co zdarza się w moim przypadku stosunkowo rzadko. Motywem tym operuje też piosenka deja vu, która również przypadła mi do gustu, choć jest dla mnie zbyt blisko stylu charakterystycznego dla Lorde. Jakbym mógł również zapomnieć o drivers license, które mimo, że straciło trochę na swojej początkowej przebojowości, nadal bardzo przyjemnie jest go sobie posłuchać. Na końcu wspomnę jeszcze o traitor, który może wydaje się dość sztampową propozycją, tak ja nie mogłem się mu oprzeć.

SOUR to pomimo swojej lirycznej i muzycznej kwasowości, jeden z najsłodszych albumów, a tym bardziej tych debiutanckich, 2021 roku. Zdaje się, że Olivia Rodrigo znalazła przepis na odświeżenie sławy stajni Disneya oraz jego wokalnych podopiecznych. Nie spodziewałem się obcować z krążkiem z prawdziwego zdarzenia, dlatego też bardzo się cieszę z tego jakże pozytywnego rozczarowania. Oby przyszłość tej młodej artystki była równie różnorodna i kolorowa, co jej pierwszy pełnoprawny album.

Olivia Rodrigo - SOUR
  • Data premiery: 21 05 2021
  • Single: driver license, deja vu, good 4 u
Najlepsze utwory: good 4 u, brutal, driver license, deja vu, traitor
Najsłabsze utwory: brak


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Nadszedł w końcu ten dzień, gdy największa muzyczna sensacja ostatnich kilku miesięcy, czyli Olivia Rodrigo, wypuściła w świat swój debiutancki krążek. Choć SOUR nie zapowiadał się jako dzieło mogące odmienić oblicze współczesnej muzyki i popkultury, tak wraz z kolejnymi singlami zwiastował coś naprawdę ciekawego. Ostatecznie...Olivia Rodrigo – SOUR (2021), recenzja Christiana Cieślaka