Bohaterka tej recenzji, niemiecka artystka polskiego pochodzenia dała się poznać publiczności znad Wisły przy okazji szeroko komentowanego w mediach udziału w jednym z polskich talent show. Po jego zakończeniu z dość niesatysfakcjonującym wynikiem Olivia Anna Livki niepostrzeżenie wydała pod skrzydłami własnej wytwórni swój długogrający debiut, który jeszcze bardziej zaostrzył apetyt słuchaczy na wizualne i muzyczne wariacje w szarej polskiej rzeczywistości. Prawie trzy lata od tego momentu Livki staje w pełnym świetle reflektorów z drugim albumem, a łączenie jej tylko z jednym wykonaniem na polsatowskiej scenie może być uznawane oficjalnie za szczyt środowiskowej ignorancji.
Z debiutanckiej The Name of This Girl Is pochodziły takie kawałki jak Tel Aviv, Abby Abby, Blood Ponies czy Earth Moves do których powstały profesjonalne, pełne koloru (nie mogło być inaczej) wideoklipy. Materiał rozbrzmiewał również w czasie występów na całym świecie aż po Londyn i Tokio; na takich festiwalach jak Off Festival, Coke Live Music Festival, Soundrive Festival, ale za jedno z największych koncertowych osiągnięć zdecydowanie można uznać supportowanie Lenny’ego Kravitza przed jego warszawskim koncertem. Te większe czy mniejsze sukcesy nie przełożyły się na pewność wydania kolejnego longplay’a – o pomoc w jego sfinalizowaniu Olivia musiała zwrócić się do swoich fanów (nazywanych przez nią pieszczotliwie ponies). A że crowdfunding to moim zdaniem obok serwisów streamingowych najlepsze co mogło przytrafić się (nie)zależnym twórcom, jedenastego dnia maja do rąk słuchaczy trafił krążek Strangelivv.
https://www.youtube.com/watch?v=LhIDoUrz-WM
Myśl, że materiał na tę płytę mógł zginąć w czeluściach szuflad Livki może u miłośników dobrej alternatywy spowodować palpitacje serca. Przesłanie całości krążka tak jak będącego jego inspiracją filmu Stanley’a Kubricka pt. Dr Strangelove nie jest optymistyczne, choć przedstawione w zabawny sposób. Wokalistka bowiem podejmuje temat darmowej pracy stażystów, mrocznej strony mediów społecznościowych, ksenofobi, rosnącej przepaści między Zachodem i Islamem, dramatach dorastania oraz dorosłości, marzeniach, obsesji sukcesu i rozczarowaniach. Przede wszystkim jednak oddaje hołd muzyce pop.
W jednym z promujących wydanie płyty wywiadów Olivia Anna Livki na pytanie czy nadal jest nagraniową „zosią-samosią” zdecydowanie zaprzeczyła. Na Strangelivv pojawia się przecież o wiele więcej nazwisk niż to było przy okazji debiutu. Zespołowa energia udziela się m.in. w dokładnie sześciominutowym Exploitation czy H-Bomb (jakaż wymowność tytułów). A jeśli jesteśmy przy znaczących tytułach, to warto wspomnieć o Warsaw, kompozycji nieco spokojniejszej od poprzedników okraszonej nutką goryczy w stylu dokonań PJ Harvey. To z pewnością nie jedyna inspiracja bohaterki recenzji – premierowe utwory to ognista mikstura pozornie nie pasujących do siebie elementów. Znajdziemy więc tu kuduro rodem z Ciemnej Afryki, połączenie afrobeat’ów i hiphopu z alternatywnym rockiem i surowymi dzwiękami blues’a, w klasycznych rytmach pop’u. Pozornych, ponieważ klamrą całego projektu bez wątpienia jest charakterystyczny dla Livki bass, z którym nie rozstaje się od początków swojej kariery. Wyraźnie swoją pozycję wyznacza w zwariowanym i singlowym zarazem Geek Power!, poruszającym problem dyskryminacji dzieci spragnionych wiedzy oraz ich dążeniu do swoich podstawowych praw i świadczeń; w niemniej zwariowanym stadionowym H-Bomb, zawadiackim Sheldon Cooper (One) czy w Internet Is A Weapon, gdzie dominującą rolę w dalszej części przejmuje perkusja. Wspomniane numery są swoistą kontynuacja myśli voice’n’bass zapoczątkowanej na The Name of This Girl Is. Druga płyta to mimo wszystko czas na eksperymenty, których na szczęście tu nie brakuje. Przestrzenne, wielowarstwowe kompozycje stanowiące zdecydowaną mniejszość na debiucie (Earth Moves) na Strangelivv są nierozerwalną częścią całego konceptu. Bogate orkiestrowe instrumentaria w takich utworach jak disneyowskim Graduation Day, nieco przygaszonym Kathleen czy do cna uzależniającym Subways. Swoją drogą z chęcią usłyszałbym jakiś porządny remix tego ostatniego, linia melodyczna aż się o to prosi.
Nie bez powodu Olivię Annę Livki nazywają aktywistką popu. Już debiutanckim długogrającym wydawnictwem udowodniła, że nowatorskość jej muzyki połączona z nieokrzesaną, nie poddającą się schematom energią to przyszłość estrady. Strangelivv to godny jego następca, ponieważ całości słucha się na jednym dłuższym wdechu przy okazji mając paradoksalnie niewysłowioną z tego przyjemność. Kształtowana przez całe życie wokalistki świadomość muzyczna mająca ujście właśnie w tych jedenastu idealnie skrojonych utworach są zdecydowanie jednym z najmocniejszych wydawniczych wydarzeń tego roku. Miejmy więc nadzieję, że wydanie krążka pod skrzydłami dużej wytwórni i występ (drugi już zresztą) na tegorocznym OFF Festivalu zaskarbi artystce nowe grono oddanych fanów.


