Ofelia, czyli Iga Krefft to polska wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka. Iga zajmuje się również aktorstwem, do czego teoretycznie nie powinniśmy przykuwać większej uwagi recenzując album, jednak ta działalność, moim zdaniem, znacznie wpływa na jakości klipów prezentowanych przez Ofelię oraz całą wizualną stronę płyty.
8 to drugi studyjny album Ofelii, a łącznie trzecie wydawnictwo artystki – wliczając Księgi Ofeliowe (Na żywo, 2020), które ukazały się w 2021 roku. Pierwszy singiel zapowiadający album 8 ukazał się dawno, rzekłabym bardzo dawno – ponad rok przed premierą płyty, czyli kawał czasu temu. Z jednej strony fajnie, że tak wcześnie mogliśmy poznać pierwszą odsłonę Ofelii, z drugiej, utwór rodził nadzieje, że premiera wydawnictwa nadejdzie wkrótce. Drugi z singli ukazał się trzy miesiące po pierwszym, był to taki „zdrowy” odstęp, ale za to kolejny dopiero w maju 2022 roku. Ponad pół roku później! Szczerze, miałam pewne obawy, że z albumem są jakieś problemy i jego premiera jeszcze bardziej odwlecze się w czasie. Na szczęście później tempo przyśpieszyło. Ale i tak, z tego co kojarzę, pierwotnie płyta miała się ukazać nieco wcześniej niż we wrześniu 2022 roku. Jednak nie powinniśmy też specjalnie narzekać, bo od premiery debiutanckiego albumu minęły 3 lata, czyli wcale nie tak długi odstęp, a przecież jeszcze po drodze otrzymaliśmy album live. Finalna data premiery wydawnictwa 8 nie jest jednak przypadkowa, ponieważ Iga 2 września obchodzi swoje urodziny, choć premiera akurat w tym dniu nie była jakoś specjalnie planowana, a raczej tak się złożyło, wynikło to po części z dostępności terminów proponowanych przez wytwórnię.

Dwa pierwsze single, czyli Zakochaną w bicie (Mirandę) oraz Słony Kiss (Lisę) uważam za bardzo udane utwory – moim zdaniem gra tam wszystko, od muzyki, przez teksty, aż po klipy. Dodatkowo było to coś nowego od Ofelii, po pierwszej płycie zrobionej w zupełnie innym klimacie. Sytuacja trochę się zmieniła przy kolejnym singlu, czyli Samuraju (Helenie). Poczułam się lekko zmieszana. Czemu? Tylko i wyłącznie dlatego, że Samuraja poznałam w innej wersji, takiej, która została umieszczona na Księgach Ofeliowych (Na żywo, 2020). Tak, ten utwór jest na tej płycie, ale znalazł się jedynie w wersji fizycznej, której nie można było zakupić w standardowej sprzedaży. Otrzymały ją tylko te osoby, które miały bilety na trasę, która została odwołana. Była to taka forma rekompensaty. I Samuraja w tamtej wersji bardzo pokochałam, a w nowej, bardziej elektronicznej odsłonie, początkowo poczułam jakiś (lekki) zgrzyt. Jednak wraz z rosnącą liczbą przesłuchań utwór ten zaczął mi się podobać coraz bardziej również w nowej wersji. Zresztą został on po prostu dopasowany do klimatu całej płyty. Z pewnością również gdybym nie znała „starszej” wersji, to miałabym całkiem inny odbiór tej „nowej”. Z kolejnymi dwoma singlami, czyli Ariwederczi (Samantą) oraz Bolesnymi kościami (Tymoteuszem) też początkowo miałam lekki problem. To nie tak, że uważałam te piosenki za złe, ale wydawały mi się mniej ciekawe, dość powtarzalne, podobne. Być może po prostu po pierwszych utworach miałam zbyt duże oczekiwania wobec tego wydawnictwa. Jednak tutaj nastąpiła podobna sytuacja jak przy Samuraju – czym więcej słuchałam, tym bardziej uzależniałam się od tych kawałków.
Album to w sumie 9 piosenek, w tym Intro, które jednak nie jest pełnym utworem, czyli otrzymaliśmy dokładnie to, co obiecała nam artystka – 8 różnych wcieleń. Fajnie, że na płycie numer Ariwederczi (Samanta) ukazał się z gościnnym udziałem Natalii Szroeder. Zawsze to jakaś niespodzianka, plus po części nowa wersja utworu, bo należy zaznaczyć, że część tekstu jest zmieniona i jego autorką jest Natalia Szroeder. Dodatkowo utwór, nie jakoś mocno, ale jednak troszkę różni się muzycznie. Jeżeli chodzi o drugiego gościa, czyli Julię Wieniawę, spodziewałam się, że ten duet znajdzie się na płycie Ofelii, ponieważ artystki wykonywały ten kawałek wspólnie podczas warszawskiego koncertu (w grudniu 2021 roku). Teoretycznie piosenka mogła znaleźć się również na płycie Julii Wieniawy, jednak ta ukazała się wcześniej i utwór nie widniał na trackliście. Dodam, że to koncertowe wykonanie bardzo mi się spodobało i czekałam na premierę wersji studyjnej. Wersja płytowa zaskoczyła mnie długością – szczerze nie spodziewałam się na tym albumie numeru, który potrwa aż 6 minut. Zatem generalnie zostały mi trzy utwory, których nie znałam – wcielenie Igi, Chloé oraz Intro. Niewiele. Szkoda, że płyta nie liczy minimum 2-3 utworów więcej.
Jakie mamy wcielenia na płycie 8 i o czym opowiadają utwory?
Miranda jest zakochana w bicie i ten bit doskonale słychać w tym utworze. To wcielenie dosyć romantyczne, tęskniące do miłosnych uniesień, ale jednocześnie pewne siebie, władcze. Lisa ma złamane serce, ale uleczyć je może tylko ona sama. Utwór skupia się na tym, że każdy z nas ma jakieś niedoskonałości, z którymi ciężko mu się pogodzić. Sukcesem jest właśnie pokochanie samego siebie takim, jakim się jest – jednym słowem samoakceptacja. Helena jest ambitna i waleczna, ale walczy głównie z własnymi ograniczeniami. Utwór zwraca uwagę na problem braku tolerancji inności – możemy stać się czyimś wrogiem, bo nie wpasowujemy się w jego, wzięte nie wiadomo skąd, ramy kobiecości, męskości itp. – co nie powinno mieć w ogóle miejsca i powinniśmy wzajemnie się tolerować, nawet jeżeli jesteśmy znacznie inni. Samanta jest lekko sentymentalna. W tym utworze w ogóle, jak dla mnie, najlepiej widać relację pomiędzy dwoma wcieleniami. Dla mnie utwór ten niesie taką myśl, że czasem warto skupić się tylko i wyłącznie na sobie, spędzić czas samemu, pobyć z samym sobą – nawet jeżeli jesteśmy w szczęśliwym związku, to nie powinniśmy zapominać o sobie. Tymoteusz to pozornie męskie wcielenie. Dlaczego właśnie Tymoteusz? Jak mówi sama artystka, gdyby urodziła się w innym ciele, to właśnie tak miałaby na imię. To utwór opowiadającym o męskim pierwiastku, który jest częścią kobiecości. Jak twierdzi Ofelia, Tymoteusz kiedyś był jej potrzebny bardziej niż teraz. Teraz częściej jest uśpiony i korzysta z niego tylko wtedy, kiedy zaistnieje taka potrzeba.


Terry jest zraniona, utwór opowiada lekko smutną historię. Brzmi jak opowieść o pewnej dawnej znajomości, której bohaterka aktualnie nie chce odnowić. Iga jest odważna i współczesna. ***** *** – co Wam mówi te 8 gwiazdek? A teraz spójrzcie na pełny tytuł utworu z wcieleniem Igi. Więcej dopowiadać chyba nie trzeba. Jest to trochę taki protest song, który niesie PRIDE vibe. Ważny utwór, odważny, podziwiam i doceniam, w szczególności, jeżeli wydaje go ktoś, kto występuje w serialu emitowanym w TVP. Dodam, że jest to mój ulubiony utwór z niewydanych wcześniej piosenek. Chloé jest… no właśnie, jaka? Może trochę sentymentalna, może smutna, zraniona? Jakoś ciężko mi określić. W ogóle mam wrażenie, że jest to najtrudniejszy i najbardziej osobisty utwór z całej płyty. Moim zdaniem numer mówi trochę o miłości, a trochę o czasie pandemii. Warto się w niego wsłuchać i odebrać „po swojemu”. Niebieski chłopiec z pewnością wyróżnia się muzycznie – jest znacznie spokojniejszy od pozostałych utworów. Z kolei Intro trwa lekko ponad minutę, ale nie ma się co dziwić, gdyż jest to tylko wprowadzenie. Brzmi trochę jak ludowa przyśpiewka, ponownie, tak jak w przypadku debiutanckiej płyty artystki. W ogóle jestem ciekawa, czy tego typu Intro stanie się swojego rodzaju znakiem rozpoznawczym Ofelii i będzie je dodawać przy każdej kolejnej płycie. Intro jest śpiewane i stanowi wprowadzenie zarówno do utworu Bolesne kości, jak i do całej płyty. Można wręcz rzec, że jest częścią Tymoteusza, gdyż płynnie przechodzi w ten utwór (końcówkę Intra słychać w Bolesnych kościach).
Recenzując tę płytę nie można nie wspomnieć o pewnych zabiegach wokalno-głosowych, które możemy na niej usłyszeć. W Zakochanej w bicie mamy anglojęzyczną wstawkę, która pojawia się na końcu utworu, za to w Samuraju hiszpańskojęzyczną („Cierra el ociko”), a do tego frazę „Nie masz już najmniejszych szans”, która pojawia się w dalszej części piosenki. W Bolesnych kościach praktycznie cała jedna zwrotka zaśpiewana jest w inny, ciekawy sposób. Z kolei w Ariwederczi już na samym początku mamy interesująco zaśpiewaną frazę „Iga jej na imię jest”, a w Niebieskim chłopcu robotę robią chórki. W utworze Osiem gwiazd ciekawe są pogłosy pojawiające się przy wybranych słowach. A Intro, ono jest wyjątkowe samo w sobie, w całości.
Muzycznie płyta to mocny vibe lat 80., czasami z domieszką innych klimatów. Uważam, że doskonale słychać tutaj produkcję Kuby Karasia. Album pod względem muzycznym jest dość spójny, ale tak naprawdę każda postać jest zupełnie inna. Oprócz gości na wokalach warto wspomnieć o gościu grającym na saksofonie w Zakochanej w bicie (Mirandzie), czyli Kubie Więcku. Duże pochwały należą się Ofelii za to, że jest autorką tekstów do wszystkich utworów na płycie (jedynie w Ariwederczi nową zwrotkę dopisała Natalia Szroeder). Dodatkowo Ofelia jest albo wyłączną autorką albo współautorką muzyki. Utwory, które zostały skomponowane wyłącznie przez Ofelię to: Samuraj, Zakochana w bicie, Ona Tańczy Sama, Intro, Niebieski chłopiec. Pozostałe (Bolesne kości, Ariwederczi, Słony Kiss, Osiem gwiazd) zostały napisane wspólnie z Kubą Karasiem, jedynym producentem płyty. W dwóch utworach gitary dograł Kacper Budziszewski.
Bardzo fajnym pomysłem są również podwójne tytuły. Myślę, że gdyby były to jedynie imiona, to byłoby zbyt nudno. W ogóle bardzo ciekawą koncepcją było stworzenie 8 wcieleń. Patrząc też na klipy oraz sesje zdjęciowe, każda postać została fizycznie stworzona – nie pojawia się tylko i wyłącznie w tekście, ale ma swój charakter, wizerunek. Każda z postaci jest inna, ale każda jest cząstką Ofelii – razem ją tworzą. Nawiązując do tytułu samego albumu, warto zwrócić uwagę na to, że 8 obrócona o 90 stopni, czy też po prostu przewrócona na bok, daje znak nieskończoności.
Album 8 to ciekawa propozycja zawierająca znacznie inne utwory od tych znajdujących się w dotychczasowym dorobku Ofelii. Nie jest to wydawnictwo idealne, ale jest naprawdę dobre, stworzone z ciekawym konceptem 8 wcieleń. Jestem bardzo ciekawa, jak ten krążek będzie się prezentował na żywo. Kilka singli miałam okazję już usłyszeć, jednak czekam na całość w wersji live. Z pewnością jest to płyta godna polecenia, warto wsłuchać się w teksty i wpatrzeć w całą wizualną stronę albumu. Myślę, że jeżeli nie pokochacie albumu w całości, to wciąż macie dużą szansę na znalezienie co najmniej jednego faworyta na tym wydawnictwie.

-
Karolina Posytek - 8/108/10
-
Łukasz Mantiuk - 9/109/10
-
Tomasz Ochota - 7.5/107.5/10
-
Łukasz Jaćkiewicz - 7/107/10
User Review
( votes)- Data premiery: 02 09 2022
- Single: Zakochana w bicie (Miranda), Słony Kiss (Lisa), Samuraj (Helena), Ariwederczi (Samanta), Bolesne Kości (Tymoteusz)
