Odkryj z All About Music. Odcinek 9: Lhasa De Sela, BaBa ZuLa, Kvelertak

Dzisiejszy odcinek jest niezwykle różnorodny. Na początku serwuję klimat melancholijny i delikatny, później energiczny i (jak przystało na muzykę arabską) bogaty w dźwięki, a na koniec zapraszam na hałaśliwe norweskie uderzenie – to tak na porządne rozbudzenie. Miłego odsłuchu!

Pierwszy artysta (a właściwie artystka) dziewiątego odcinka to Lhasa de Sela. Była to – ponieważ nie żyje już od sześciu lat – wokalistka pochodzenia amerykańsko-meksykańskiego. Tak jak wspomniałem – Lhasa de Sela zmarła w 2010 roku po prawie dwuletniej walce z rakiem piersi – nieodżałowana jest w moich oczach strata Lhasy. Była zbyt młoda (miała trzydzieści dwa lata) i zbyt utalentowana. Na szczęście jej muzyka żyje cały czas i jej głos jest tak mocny i głęboki jak był zawsze. Lhasa de Sela wydała trzy płyty: La Llorona w 1997 roku, The Living Road w 2003 roku i Lhasa w 2009 roku. Wszystkie trzy krążki okazały się wręcz hitami – chociażby jej debiut, który sprzedał się w liczbie 400 000 egzemplarzy. Nic dziwnego, bo muzyka, którą tworzyła wokalistka wraz z zespołem jest wyjątkowa. Zacznijmy od tego, że jest to połączenie meksykańskiej muzyki z rockiem, a wszystko podlane zostało nutką melancholii z gitarą akustyczną jako motyw przewodni. Przejdźmy przez języki, którymi śpiewała Lhasa, czyli angielski, francuski i hiszpański. I dotrzemy do wisienki na torcie – wokalu. Lhasa śpiewała tak głęboko jak niewielu. Śpiewała z pasją, z uczuciami, mam wrażenie, że Lhasa śpiewała nie gardłem a sercem. A do tego ten jej wszechobecny uroczy uśmiech – powtarzam się, ale tak bardzo szkoda, że przestała śpiewać tak wcześnie.

Na drugi ogień idzie turecki zespół BaBa ZuLa. Tutaj dzieje się wiele, naprawdę wiele. Zacznę od składu: Murat Ertel – gra na bağlamie, gitarze thereminie, perkusjonaliach i śpiewa, Levent Akman – gra na perkusjonaliach, obrabia elektronicznie wokale, Periklis Tsoukalas – gra na oud, klawiszach i śpiewa, Melike Şahin – zajmuje się elektroniką, Özgür Çakırlar – gra na darbuce, bendirze, davule i na perkusjonaliach. Oprócz wymienionych członków z zespołem współpracują również muzycy sesyjni, więc jak widać – instrumentarium bardzo imponujące. Zespół powstał w 1996 roku w Istambule i ma na swoim koncie osiem płyt. Co gra Baba ZuLa? Przede wszystkim – jak łatwo się domyślić – mamy tu mnóstwo muzyki arabskiej. Muzyka arabska wspaniała jest – do tego przekonywać mnie nie trzeba – a gdy dodamy do tego reggae, psychodelię, trans, rock, elektronikę to właśnie wyjdzie nam BaBa ZuLa. Tak więc mamy tu niezwykłe bogactwo dźwięków, orientalnych instrumentów, chóralnych wokali, mnóstwo instrumentów perkusyjnych, pulsujący rytm. Sami muzycy mówią o swojej muzyce orientalny dub. Może być orientalny dub, bo przecież i tak najważniejsze, że zachwyca. 

Na koniec mocne brzmienie z mroźnej Norwegii – zespół Kvelertak. Sprawa wygląda tak – nieczęsto sięgam po heavy metalowych wykonawców, ale jeśli już to robię, to obok Acid Drinkers, System of a down i płyty  St. Anger grupy Metallica znajduje się właśnie ta formacja. Kvelertak ma w swoim dorobku dwa długogrające albumy: Kvelertak wydany w 2010 roku oraz Meir wydany w 2013 roku. I teraz najważniejsze – Kvelertak to prawdziwa gwiazda w swojej ojczyźnie. Jest to gwiazda, którą norwescy krytycy zgodnie okrzyknęli najlepszym debiutem jaki kiedykolwiek miał u nich miejsce! Mało tego – formacja otrzymała miano najlepszego zespołu od czasów A-ha. I tak na dobrą sprawę nie dziwią mnie te zachwyty płynące zewsząd, bo Kvelertak w pełni na nie zasłużył. Tak jak wyżej – mamy tutaj do czynienia z heavy metal, ale to nie wszystko. Obok tego gatunku pojawia się rasowy rock&roll czy punk rock, a wszystko to połączone jest wyjątkowo zręcznie i spójnie. Nie ma tu dzielenia utworów na konkretne fragmenty stylistyczne, ale jest tworzenie nowej jakości. I oczywiście we wszystkich kompozycjach nie może zabraknąć wrzeszczącego wokalu. Taki hałas to ja lubię!

 

Czytaj również