Odkryj z All About Music. Odcinek 16: Shy Albatross, Mazzoll & Arhythmic Perfection, Mister D.

Do dzisiejszego odcinka wybrałem najnowszy projekt, w którym wzięła udział Natalia Przybysz – ponieważ myślę, że został on niewystarczająco dostrzeżony, legendarnego polskiego klarnecistę – ponieważ jego znać trzeba, oraz muzyczną odsłonę jednej z najważniejszych polskich pisarek dwudziestego pierwszego wieku. Miłego odsłuchu!

Pierwszym zespołem na dziś jest Shy Albatross, czyli całkiem świeży projekt Natalii Przybysz. Dlaczego piszę o projekcie Natalii Przybysz skoro jest ona jedną z najpopularniejszych wokalistek w Polsce? Ano dlatego, że mam wrażenie, że Shy Albatross został trochę pominięty i niedostrzeżony przez naszych słuchaczy – a szkoda. Tak więc: jest to projekt, którego stworzenie zainicjował Raphael Rogiński – artysta zajmujący się w dużej mierze jazzem. Oprócz niego i wspomnianej wokalistki w skład grupy wchodzą: Miłosz Pękala, Hubert Zemler oraz (gościnnie) Katarzyna Kolbowska, Ariel Nahum i Sebastian Witkowski. A oto instrumenty, które słychać na ich pierwszej płycie zatytułowanej Women Blue: gitary, wibrafon, cymbały, marimba, perkusjonalia, bas syntezator, perkusja, balafon, harfa, flet, gitara basowa. A to wszystko tworzy płytę niezwykłą. Po pierwsze – piosenki na niej zawarte opatrzone są amerykańskimi tekstami folkowymi, co dodaje pięknego klimatu. Po drugie – kompozycje (z jednym wyjątkiem) stworzone przez Rogińskiego są bardzo inteligentne, nasycone, przemyślane i mistrzowsko zagrane. I po trzecie – nie wyobrażam sobie tych piosenek z innym wokalem niż ten Natalii Przybysz. Ta płyta, zaraz obok Kozmic Blues, jest najlepszym projektem, w którym brała udział w swojej posistarsowej karierze. Dzieło kompletne? Zdecydowanie tak!

Na drugi ogień idzie Mazzoll & Arhythmic Perfection – legenda polskiej undergroundowej sceny jazzowej i yassowej. Jest to zespół stworzony przez Jerzego Mazzolla Mazolewskiego – klarnecistę – a jego aktywność przypada na lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. Może na początku krótkie wyjaśnienie, czym właściwie jest yass. Otóż jest to gatunek stworzony w Polsce, który rozwinął się w Bydgoszczy (klub Mózg) oraz w trójmieście. Twórcą samej nazwy jest Tymon Tymański, który był członkiem zespołu Miłość – najbardziej znanego przedstawiciela tegoż gatunku, który opiera się głównie na improwizacji. I od tej cechy charakterystycznej nie odbiega muzyka formacji Mazzoll & Arhythmic Perfection. Ma ona na swoim koncie trzy pyty: a, Out Out to Lunch oraz Rozmowy s catem – ostatnia została nagrana wespół z Kazikiem Staszewskim i właśnie ten krążek zawiera utwór Mózg nie jest w głowie, który odwołuje się do bydgoskiego klubu. Ale na dziś wybrałem inny utwór pochodzący z płyty Kazika pod tytułem 12 groszy – jest to piosenka Mój los zagrana przez Arhytmic Perfection. Dlaczego ją wybrałem? Dlatego, że nikt mi nie udowodni, że wersja płytowa jest lepsza od tej. I dlatego, że ta wersja jest mistrzostwem świata!

I na koniec Mister D. – muzyczno-wokalne wcielenie Doroty Masłowskiej. Jest to twór zadziwiający, mający tak naprawdę niewiele wspólnego z muzyką, chociaż Masłowska wydała płytę swojego projektu, nagrała kilka teledysków, zaśpiewała, napisała teksty. Skąd stwierdzenie, że to twór mający niewiele wspólnego z muzyką? Ponieważ nie muzyka jest tutaj na pierwszym planie. Na pierwszym planie są teksty i sama forma – przerysowana, ociekająca kiczem, totalnie surowa. Oczywiście nie sposób nie rozpatrywać Mister D. w kategoriach muzycznych, ale przede wszystkim, za podstawowe kryterium, należy przyjąć kategorie happeningowe, bo tak bym ten projekt nazwał. Przyznaję, że jestem wielkim fanem Masłowskiej – zarówno jako pisarki, jak i dramaturżki – ale, gdy po raz pierwszy usłyszałem Mister D. zadałem sobie w duchu pytanie: po co? Bo, proszę państwa, do tego projektu chyba trzeba dojrzeć. Do tego projektu trzeba się przekonać, musi zaskoczyć coś w głowie, bo inaczej jest on nie do zniesienia. I w mojej głowie pewnego dnia coś zaskoczyło, zrozumiałem zamysł autorki, totalnie to, mówiąc kolokwialnie, złapałem i od tej pory jestem muzyczną Masłowską zachwycony. Jest w tych piosenkach tyle gorzkiego humoru, tyle celnych obserwacji, tyle zabawy językiem – jak to zwykle bywa u autorki Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną. Pisałem wyżej, że jest to swego rodzaju happening. Racja, ale jest to również, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, dzieło literackie. I warto się przy nim zatrzymać – na dłużej.

Czytaj również