Odkryj z All About Music. Odcinek 10: Hassan Hakmoun, Majid Bekkas, Maâlem Hamid El Kasri

Dziesiąty odcinek pozwoliłem sobie poświęcić w całości tylko jednemu gatunkowi muzyki – tym gatunkiem jest gnawa z Maroka. Jest to muzyka, która sprawiła, że gdy tylko wygram swój milion w lotto, to pierwszym kierunkiem, w którym się udam jest właśnie ten afrykański kraj. Zapraszam w podróż!

Zanim zacznę prezentować dzisiejszą trójkę, słów kilka o tym, czym jest gnawa. W telegraficznym skrócie: gnawa (lub gnaoua) to po pierwsze grupa etniczna Maroka. Po drugie – religijne bractwo Sufi. Tak więc gnawa jest niczym innym, jak muzyką grupy etnicznej Maroka – w kraju tym istnieją cztery rodzaje tradycyjnej muzyki, a gnawa jest jednym z nich. W praktyce wygląda to tak, że gatunek ten jest połączeniem dawnej muzyki afrykańskiej z muzyką arabską, która przyszła wraz z rozprzestrzeniającym się islamem. W skutek tego wychodzi nam mieszanka niezwykle transowa i hipnotyczna. Tyle teorii, przejdźmy do praktyki.

Pierwszy artystą dzisiejszego odcinka jest najbardziej znany przedstawiciel gnawy – Hassan Hakmoun. Muzyk ten ma na swoim koncie siedem płyt i współpracę chociażby z Davidem Sanbornem, Peterem Gabrielem czy z Kronos Quartet. Jak widać Hakmoun jest nie tylko najbardziej znanym przedstawicielem, ale i wielkim propagatorem gatunku – propagatorem na cały świat – a jego praca została niejednokrotnie doceniona nagrodami środowisk muzycznych. Oczywiście braknie mi tu miejsca, by skupić się na wszystkich krążkach tego artysty, więc postanowiłem wybrać jeden – Gift of the Gnawa. Jest to jego debiut wydawniczy, a nagrał go w 1991 roku wraz z Adamem Rudolphem (w 2000 roku ukazała się reedycja płyty, a do jej nagrania muzycy zaprosili Don Cherry’ego – amerykańskiego trębacza jazzowego). Co usłyszymy na Gift of the Gnawa? Oczywiście transową i hipnotyczną muzykę. Gnawa to długie kompozycje z intensywnymi bębnami, ale na tej płycie nie brak również wpływów muzyki współczesnej – chociażby jazzowe solówki trąbki czy solówki Hakmouna na guembri – trzystrunowym instrumencie charakterystycznym dla gnawy. I oczywiście nie można zapominać o wspaniałych wokalach głównego bohatera płyty – słucha się tego naprawdę z ogromną przyjemnością!

https://www.youtube.com/watch?v=R8vkWvdoLH0

Drugim artystą jest Majid Bekkas i chociaż jego muzyka nie jest stuprocentową gnawą (prócz projektu Majid Bekkas Gnawa Ensemble), to jednak artysta ten czerpie z niej inspiracje. W jego dorobku widnieje aż szesnaście płyt – z przeróżnymi projektami, które tworzył z przeróżnymi muzykami. Majid Bekkas to przede wszystkim blues i jazz, i właśnie te gatunki słychać najwyraźniej w jego dokonaniach (zaraz obok muzyki arabskiej i gnawy). Najważniejszą częścią, która łączy jego muzykę z gnawą jest z pewnością guembri – wyżej wspomniany trzystrunowy instrument. Natomiast swoją uwagę postanowiłem poświęcić płycie Mogador, która została wydana w 2004 roku wraz z dwoma artystami – Serge Marne i Hassanem Zoutai. Na tym krążku Majid Bekkas gra na oud, chant, guembri, molo i gitarze. Imponujące, prawda? Utwory z tego krążka to fuzja tych wszystkich gatunków, o których już wspominałem z tym, że warto dodać jeszcze kilka słów. Po pierwsze – muzycy zrobili to bardzo umiejętnie, chociażby dodając solówki fortepianowe. Po drugie – są to głównie tradycyjne piosenki zaaranżowane na nowo przez Bekkasa (co daje dodatkowy plus kompozycjom). Po trzecie – wokal Bekkasa nadaje temu wszystkiemu unikatowy kształt – jego dramaturgia jest wyjątkowo poruszająca. Do odsłuchu wybrałem balladę zatytułowaną Aalach Ya Dounia – jest to autorska kompozycja tego muzyka.

I na koniec prezentuję Maâlema Hamida El Kasriego – jedną z największych gwiazd marokańskiej sceny muzycznej. El Kasri wydał siedem płyt, które pozwoliły mu wspiąć się na wyżyny popularności w swojej ojczyźnie, ale tylko jedna z nich dała mu światowy rozgłos – ta płyta to Yobadi. Została ona nagrana w 2011 roku z towarzyszeniem Karima Ziada (perkusja), Vincenta Mascarta (saksofon), Davida Aubaile’a (syntezator i flet), Scottea Kinsey’a (keyboard), Nguyena Lê (gitara) oraz Daniela Zimmermana (puzon). To właśnie z tą płytą zespół zawitał do Europy w ramach trasy koncertowej. Krążek ten to oczywiście spore odejście od klasycznej gnawy – mamy tu więcej rocka czy jazzu – ale nie jest tak, że nie ma jej tu wcale. Tak jak w przypadku poprzedniego artysty i tutaj zręcznie połączono stare z nowym, jednakże w przypadku płyty Yobadi wszystko brzmi bardzo europejsko. Nie mamy tu transowych bębnów a zwyczajną perkusję, nie mamy zbyt wiele guembri a gitarę elektryczną, również sama melodyka jest mniej arabsko-afrykańska. Tak jak w przypadku utworu, który wybrałem – początek to gnawa w pełnym wydaniu, ale już po kilku sekundach wchodzi saksofon i mamy zmianę klimatu, a jednym z najbardziej wyrazistych łączników dwóch stylów wydają się być wokale.

 

 

Czytaj również