O.S.T.R. – W drodze po szczęście (2018), recenzja Zuzanny Rubaszewskiej

O.S.T.R. to jeden z najpopularniejszych i najlepszych polskich raperów, którego albumy od wielu lat świetnie się sprzedają. Od wydania ostatniego musieliśmy na nowy materiał czekać aż dwa lata, co w jego przypadku jest dosyć dużą przerwą. Co przynosi nam po takim czasie? Jakie jest W drodze po szczęście i czy stanowi dobre zakończenie popularnej trylogii?

Znalezione obrazy dla zapytania ostr w drodze do szczescia

Ostatnie lata były dla Adama istnym rollercoasterem. Zmagania z chorobą odcisnęły wielkie piętno na twórczości artysty, który w swoich dwóch poprzednich albumach pokazywał swoje ówczesne spojrzenie na świat. W drodze po szczęście to ostatnia płyta z nieoficjalnego, trójkrążkowego cyklu wraz z Podróżą zwaną życiem oraz Życiem po śmierci i utrzymana w podobniej stylistyce. Z jedną różnicą. Poprzednie albumy, opowiadające o jego zmaganiach z chorobą, przedstawiały raczej pesymistyczne, agresywne i wręcz depresyjne spojrzenie na rzeczywistość. Tu jest na szczęście inaczej. Album przepełniony jest nadzieją, spokojem, motywacją i zrozumieniem dla przeciwności stworzonych przez życie. I to jest właśnie niezwykła wartość najnowszego wydawnictwa Ostrowskiego. Brak tu oskarżeń czy złości, jest za to niezwykła szczerość i bezpośredniość. Dzięki swojej prawdziwości album trafia do słuchaczy jeszcze bardziej, a przynajmniej do mnie. Muszę szczerze przyznać, że jest to jeden z niewielu krążków w ostatnim czasie, który aż tak bardzo przypadł mi do gustu.

Nie będę zatrzymywać się przy każdym utworze, gdyż byłoby to ogromnie trudne – wszystkie są wyjątkowe na swój sposób, inny i przekazujący jakąś mądrość, więc przejdę od razu do tych, które szczególnie mnie ujęły. W Drodze Po Szczęście, Alcatraz i Chciałem być… to kompozycje, które przykuły moja uwagę już po pierwszym przesłuchaniu. Trudno mi powiedzieć, co dokładnie wyróżnia je spośród wielu innych – może są to teksty, może melodia, która świetnie się komponuje, a może całościowe wrażenie. Niezależnie od tego, są to zdecydowanie kawałki, których podczas słuchania W drodze po szczęście po prostu nie można przegapić.



Są jednak utwory, które nie do końca do mnie przemawiają. Singlowy Słuch i Zombi bardzo rozczarowują pod kątem muzycznym. I tak naprawdę to jest jedyny problem jaki mam z tym albumem. Jak teksty w każdym utworze są na najwyższym poziomie – dojrzałe, przemyślane, a przy tym niezwykle prawdziwe, to z kolei warstwa muzyczna bywa niekiedy przytłaczająca i niepotrzebnie, na siłę różnorodna. Jest to jednak kwestia mojego prywatnego gustu, gdyż zdaję sobie, że będą osoby, które takie kompozycje lubią, a przy świetnych tekstach mogę nawet uznać za jedne z najlepszych na płycie.

O.S.T.R. stworzył piękne i do bólu szczere zakończenie trylogii, które daje nadzieję, motywację i pokazuje obecne, o wiele spokojniejsze spojrzenie rapera na życie. Ostrowski mówi o tym, by doceniać to co się ma, przyjmować przeciwności i pokonywać je. I choć muszę przyznać, że nie jest to moja ulubiona płyta (moje serce należy do o wiele bardziej depresyjnego Życia Po Śmierci) to po przesłuchaniu wszystkich części składowych trylogii stwierdzam, że żaden album nie jest tu zbędny, każdy jest świetnie przemyślany, a całość tworzy niezwykle dojrzałą historię, przepełnioną tragizmem, frustracją, ale zakończoną szczęśliwie. Uczącą, że życie nie jest takie okropne jakie może nam się wydawać, a każdą przeciwność można pokonać. Na koniec mogę powiedzieć, że życzę nam (fanom) więcej takiego Ostrego, bo widać, że jest teraz w najlepszej formie, a jego twórczość niesie wyjątkowe przesłanie.

Czytaj również