
Norah Jones, od swojego spektakularnego debiutu w postaci Come Away With Me, podróżowała odważnie po świecie smooth jazzu, popu i folku, w 2012 roku wpisując się nawet w stylistykę indie albumem Little Broken Hearts. Wielu czekało jednak na powrót do krainy łagodności z pierwszego krążka i poczuło się jak w domu na płycie Day Breaks. Dla mnie jednak historia zatacza koło dziś, gdyż album Begin Again, zgodnie z tytułem, znaczy nowy początek – znajomo subtelny, znajomo kobiecy, ale przepełniony doświadczeniem, wiedzą i mądrością.
Begin Again jest w gruncie rzeczy raczej wyjątkowo eklektyczną kolekcją zróżnicowanych utworów, niż albumem w powszechnym tego słowa rozumieniu. Zaczynamy od minimalistycznego, ambientowego My Heart is Full, smakujemy drapieżnego Begin Again, przenosimy się na spalone słońcem ranczo w wyśmienitym A Song With no Name, dajemy się zaskoczyć transowemu Uh Oh, aż wreszcie przypominamy sobie starą, dobrą Norah na Wintertime i powracamy do medytacyjnego, ambientowego jazzu dzieki Just A Little Bit. To bardzo śmiały zestaw kompozycji, zaledwie pół godziny rozdzielone między siedem utworów. Ale to zestaw wyjątkowo świadomy, będący w swoim zróżnicowaniu szalenie spójny – każda piosenka bowiem w jakimś stopniu przypomina Norah Jones z debiutanckiej płyty. Tylko tamta zalotna, urocza, acz nie stroniąca od puszczania oczka dziewczyna śpiewająca pięknie o miłości swoje już przeszła i daje temu wyraz w piosenkach.
Niezależnie od tego, czy zbliżają się do jej bardziej „tradycyjnego” brzmienia, czy też pozwalają sobie na eksperymenty (zwłaszcza na gruncie elektronicznego manipulowania wokalem w Uh Oh oraz Just A Little Bit), każda z siedmiu piosenek przepełniona jest modelowym dla Jones poczuciem lekkości. Śpiew nagrywany jest z bardzo bliska, jego barwa jest miękka i kojąca, a zarazem pełna gorącej intymności. Niełatwo jest tchnąć życie w tak oklepane, na pozór, wersy jak „to byłeś ty”, „za bardzo ufałam” czy „zacznijmy od nowa”, ale kiedy zestawimy je z pełnymi, seksualnego niekiedy, napięcia kompozycjami z Come Away With Me, dostrzeżemy wspaniałą analogię. Norah Jones śpiewa niemal o tym samym, ale z dużo większym dystansem, spokojem, refleksją i sentymentem. Z jej piosenek płynie doskonale przemyślana dojrzałość oraz pokora.
Begin Again nie rewolucjonizuje twórczości Norah Jones, nie wprowadza nowych jakości, nie pretenduje do miana płyty dekady ani roku. To synteza muzycznej podróży artystki, spojona jej nieograniczonym, pełnym słodyczy urokiem i kobiecością. Świadoma, dojrzała, prosta, ale zarazem otwarta na interpretację. Może wydawać się za krótka, ale mnie pozostawiła z uczuciem pełnej satysfakcji.



