,,Nigdy nie bałam się eksperymentów i myślę, że ta płyta dobrze to odda.” Wywiad z Ptakovą

Ptakova, czyli Natalia Ptak muzyką dzieli się ze światem od zawsze, jednak pod tym pseudonimem działa od 2013 roku. Z okazji wydania najnowszego sinlga – Corazon, miałem okazję porozmawiać z Artystką o utworze, działalności oraz nadchodzącym albumie.

Tomasz Ochota: Twój pseudonim artystyczny idealnie odzwierciedla kolorowego ptaka. Chodzi mi nie tylko o zmiany wizerunkowe, ale przede wszystkim o Twoją muzykę, która przenosi nas w różne brzmienia. Czy to oznacza, że nie lubisz nudy?

Zdecydowanie nie lubię, ale czasami warto jej zasmakować. Czytałam jakiś czas temu, że jest ona nawet wskazana dla życiowej równowagi. Gdy leżymy brzuchem do góry, patrząc beztrosko w sufit i dając sobie przyzwolenie na „nicnierobienie”, wówczas do głowy napływają bardzo ciekawe pomysły i refleksje. Serdecznie polecam! To wbrew pozorom – mimo że do nudy podchodzimy raczej sceptycznie – doskonały sposób na trening kreatywności.

A co do ptaków – coraz bardziej dostrzegam związek pomiędzy moim nazwiskiem i pseudonimem a wielobarwnością i ciągłym poszukiwaniem. Coś w tym musi być. Kocham muzyczne podróże, zgłębianie nowych kierunków i dźwięków. Wydaje mi się, że bez tego najzwyczajniej straciłabym swoje skrzydła. Różnorodność daje mi siłę oraz pozwala się rozwijać.

T.O.: Zastanawia mnie czy potrafiłabyś scharakteryzować oraz określić styl muzyczny, w którym najlepiej się czujesz i odnajdujesz. Do tej pory zaprezentowałaś wachlarz swoich umiejętności nie tylko wokalnych, ale również pod względem warstwy muzycznej.

Pytanie, czy to w ogóle potrzebne? Wiem, że szufladki pozwalają nam lepiej rozumieć codzienność i wpisywać się w pewne ramy społeczne czy kulturowe, ale może dzięki temu, że coś jest nie do końca określone, staje się zarazem ciekawsze, zmuszające do przemyśleń i wysłuchania raz jeszcze? To trudniejsza, jednak wierzę, że nieco bardziej intrygująca droga.

Sama wielokroć zastanawiam się, gdzie się umiejscowić i moją muzykę opisałabym chyba jako kolorową. Ale jeśli bardzo chcecie, możecie mnie wsadzić pomiędzy Metallikę a Milesa Davisa. (śmiech)

T.O.: Rozmowę na temat najnowszego singla – Corazón, który wyszedł 31 lipca chciałbym zacząć od magicznego teledysku. Skąd pomysł na takowe zobrazowanie utworu?

Od początku czułam i wiedziałam, że tak powinien wyglądać teledysk do Corazón. Chciałam, by zawierał w sobie elementy miłości, samoakceptacji, intymności, bezpieczeństwa i wolności. Ten utwór sporo dla mnie znaczy, więc tym bardziej pragnęłam połączyć go obrazowo z wartościami, którymi kieruję się w życiu codziennym, a które bezustannie też odkrywam.

Plan zdjęciowy był nie tylko pracą, ale i spontanicznymi wydarzeniami, poznawaniem cudownych kobiet oraz obcowaniem z naturą, wolnością. Miałam i mam to szczęście, że trafiam w swym życiu na wspaniałe osoby, toteż i tym razem nie było inaczej. Klaudia Kęska, reżyserka, i Marek Kita, operator, przenieśli na ekran moje myśli i w stu procentach oddali to, co grało mi w sercu. Zresztą, cała ekipa współpracująca z nami przy tym klipie, to przepiękne i niezwykle wartościowe osoby!

T.O.: Utwór jest bardzo pozytywny, ale co z tym sercem, które ktoś wcześniej Ci zjadł? Corazón jednak nie jest o szczęśliwej miłości?

Miłość miewa różne oblicza, a serce – jak się okazuje, często po długim czasie i nierzadko z zaskoczenia – „odrasta” po bolesnych bojach i wypełnia się na nowo. Moje serce jest obecnie pełne miłości, bezpieczeństwa i wolności, choć bywały w życiu chwile, gdy ktoś mocno je podziurawił. Nigdy nie sądziłam, że można to odbudować. Nawet nie chciałam tego robić. Aż tu nagle… Ktoś przyjechał bez słowa!

Corazón to utwór o miłości dojrzałej i niespodziewanej. Takiej, na którą warto czekać latami. To utwór o tym, że jeśli pokochamy samych siebie, otworzymy drzwi do swojego serca – domu dla innych z większą uważnością i pragnieniem. Myślę, że to zdecydowanie miłość szczęśliwa.

T.O.: Twoi słuchacze czekają na upragniony album debiutancki – co możesz już o nim zdradzić? Jaki będzie brzmieniowo?

Chyba to już nie będzie dziwić, jeśli powiem, że różnorodny. (śmiech) Bardzo chciałam, aby ta płyta czerpała z wielu miejsc, brzmień i doświadczeń. Nazywam ją czasem pamiętnikiem, bo to zbiór moich refleksji oraz uniesień z ostatnich lat. Zamiast jednak przelewać emocje do szuflady, przelałam je na ten krążek.

Po wsparcie muzyczne pobiegłam do Marka Dziedzica i muszę przyznać, że ten maraton okazał się jednym z najtrudniejszych, ale i najwspanialszych w moim życiu. To w końcu pierwsza płyta, pierwszy taki proces twórczy. W dodatku we współpracy z tak fantastycznym, zdolnym producentem, jak i człowiekiem – po prostu. Nie zapominając też przy tym o Jacku „Budyniu” Szymkiewiczu, który pomógł mi okiełznać również warstwę liryczną, nadając jej przy tym jeszcze większego kolorytu.

Na płycie znajdziecie dawkę żywych brzmień pomieszanych z elektronicznymi wstawkami. Posmakujecie uroczej mandoliny, jak i głębokich synthów, pojawiających się w oddali smyczków, ale również dzikich, afrykańskich bębnów. Nigdy nie bałam się eksperymentów i myślę, że ta płyta dobrze to odda.

T.O.: Co chciałabyś nauczyć swoich słuchaczy swoją muzyką?

Że wolność, zabawa słowem i muzyką to przepiękne rzeczy. Że bycie sobą jest niesamowitym doświadczeniem. Jednak tworząc ten materiał nie miałam zamiaru nikogo umoralniać, ani pouczać. To bardziej opowieści, stanowiska i wyrwane z codzienności zdarzenia, z którymi ktoś może się zidentyfikować. Za każdym razem wzruszam się ogromnie, kiedy ktoś pisze mi, że moja piosenka oddaje dokładnie to, co przeżył lub o czym myśli.

T.O.: Debiut to poważna sprawa! Zwłaszcza, jeżeli chodzi o dzisiejszy, o wiele trudniejszy rynek muzyczny. Czy przed wypuszczeniem płyty masz założone jakieś cele?

W ostatnim czasie doszłam do wielu wniosków. Nie chcę niczego oczekiwać, nie na tym polega praca nad ukochaną płytą. Wypracowałam w sobie spore pokłady wdzięczności i małą – jak na mnie – porcję cierpliwości, które mocno przydają się przy wypuszczaniu twórczości w świat. Moimi celami jest wydeptywanie własnej ścieżki, na pewno bardziej systematycznej, no i przede wszystkim zapraszać swych odbiorców do zbijania piątek czy wysyłania śmiesznych gifów przez social media i zapoznawać ich coraz bardziej z moją twórczością.

T.O.: Do kogo Twoja muzyka z pewnością nie trafi? Czy uważasz, że jest ona dla wszystkich?

Nie ma czegoś takiego, jak muzyka dla wszystkich. To tak nie działa. Zawsze znajdzie się osoba, której coś się nie spodoba, coś ją odrzuci lub nie będzie to współgrać z jej rytmami – i ja to szanuję.

Mnie Corazón, jak i inne utwory przekonały – nic, tylko czekać na album i mam nadzieję, że na liczne koncerty, które odbędą się nie tylko na żywo, ale pewnie i online. Czy uważasz, że przeniesienie koncertów do internetu to dobry i przyszłościowy pomysł?

Przede wszystkim, dzięki za miłe słowa. A co do pytania – „żywej” energii koncertowej nic nie zastąpi, ale myślę, że warto szukać choćby najmniejszych zamienników, w postaci np. koncertów online. Z jednej strony cieszy mnie, że mimo gonitwy XXI w. i coraz mocniejszego przyrastania nam do dłoni telefonów komórkowych, nadal łakniemy prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem, występów live – nawet w formie przysłowiowego święta bananów czy najzwyklejszego wyjścia do kina z przyjaciółmi. Z drugiej, patrząc na obecne realia oraz ww. pędzący świat, bezustannie szukamy nowych rozwiązań, sposobów i rozrywek. Myślę, że każda forma oraz dawka kultury, jeśli jest wartościowa i podana w odpowiedni i ciekawy sposób, to (być może) przyszłościowa, a także godna kontynuacji sprawa.

ptakova.jpg
fot. Wiktor Franko
1-FR-3975a
Tomasz Ochota
Tomasz Ochota
Redaktor portalu All About Music, prowadzący kanał na YouTube: ,,#Rozmówka z..."

Ostatnio opublikowane