MENU

    Niebiańskie tańce nocą, czyli Kamp! w Warszawie! Relacja Sylwii Krzywonos

    Chłopaków z Kamp! raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Niedawno obchodzili 10-lecie swojej działalności artystycznej, a możliwe, że na horyzoncie widnieje ich kolejne wydawnictwo. Kultowe już trio polskiej sceny electro ponownie zawitało do warszawskiego klubu Niebo. Byliśmy tam, zatańczyliśmy i pożegnaliśmy koncertowy rok zespołu. Po raz kolejny Kamp! udowadnia, ze ich występy pozwalają na ponad godzinę przenieść się w barwne, muzyczne krainy.

    Ciężko mi policzyć, który to już koncert Kamp! na moim koncie, ale z pewnością nie ostatni. Występy tego trio są niemalże uzależniające, a takie są najlepsze. Kto miał okazję zobaczyć i usłyszeć grupę na żywo, wie o czym mówię. Jest to swojego rodzaju komfortowe środowisko, gdzie każdy widz będzie ciepło przyjęty, a dzięki muzyce może zatracić się we własnym rytmie i uwolnić się od codziennych trosk i obowiązków. Dodatkowo, uwielbiam koncerty Kamp! grane w warszawskim Niebie. Nie wiem co takiego sprawia, że w tym miejscu bawię się najlepiej – możliwe, że sam klimat i ludzie go tworzący. Tym razem nie było oczywiście inaczej.

    Zespół pojawił się na scenie ok 20:30, w swoim tradycyjnym układzie – Tomek po lewej, Radek po środku i Michał na prawo. Jak już było to wspomniane, trio zabrało w ponad godzinną podróż po swoich dźwiękach, grając m.in. swoje największe hity, ale także… świeżutkie, nowe single. Osobiście, byłam zachwycona powrotem wielu starszych kawałków. Wybrzmiały utwory z EP-ek, jak Melt czy Early Days. Grupa przypomniała także o Denali Denali, Huset – jeden z moich totalnych ulubieńców na żywo, czy Kukeri. Na plus uznaje nowe aranżacje niektórych kawałków, czasem musiała minąć chwila zanim rozpoznawało się kilkuletni klasyk. Oprócz znanych i lubianych, Kamp! po raz pierwszy zagrali na żywo dwa nowe single. Wydane 3. grudnia Don’t Make Me Wait i instrumentalne Babie Lato, wybrzmiały w Niebie na bis.

    Grupa od kilku sezonów zmieniła formę występów. Od pierwszego do ostatniego kawałka setlisty, mamy do czynienia z miksem wielu utworów, praktycznie bez żadnej przerwy. Forma setu DJ-skiego dobrze przyjęła się na koncertach, co widać po zaangażowaniu słuchaczy na widowni. Komu nie udało się dotrzeć na ostatnie koncerty Kamp! – doświadczenie nowej formy występów dostępne jest w formie audio. W 2019 grupa wydała swój pierwszy album koncertowy. Jednakże, to nie zastąpi odczucia muzyki na własne uszy na żywo, dlatego bardzo polecam udać się na kolejne koncerty w 2022 roku.

    Ostatnio opublikowane