Nicki Minaj – Beam Me Up Scotty (2021), recenzja Julii Stankowskiej

Inne recenzje

Nicki Minaj to niewątpliwie jedna z najbardziej oryginalnych i rozpoznawalnych przedstawicielek muzyki rapowej na świecie. Artystka obecnie ma na swoim koncie jedynie cztery albumy studyjne, co nie oznacza jednak, że nie tworzy nowej muzyki. Minaj regularnie częstuje swoich fanów nowymi kawałkami, występując u boku innych muzyków czy wydając pojedyncze single. Podczas ostatniej przerwy od social mediów, raperka również nie próżnowała i już kilka dni po powrocie do Internetu, zaprezentowała światu krążek Beam Me Up Scotty, będący odświeżoną wersją mixtape’u sprzed 12 lat.

Nowa wersja Beam Me Up Scotty składa się z 23 kawałków. Płyta, oprócz odświeżonych utworów z 2009 roku, zawiera również kilka zupełnie nowych piosenek, takich jak: Seeing Green, Fractions, Crocodile Teeth, Chi-Raq oraz Boss Ass Bitch.

Utworem otwierającym krążek jest Seeing Green, nagrany we współpracy z Lil Waynem i Drakiem. Jest to dość oryginalny kawałek, o ciekawym, bardzo uzależniającym bicie. Największą zaletą tej piosenki są zdecydowanie fenomenalne wstawki w postaci wpadających w ucho chórków, śpiewanych przez Heather Headley – to one tak naprawdę robią całą robotę w Seeing Green. Z bólem serca jednak nie mogę nazwać tego utworu dobrym – Seeing Green, pomimo potencjału niespecjalnie mi się podoba. Przede wszystkim jest to spowodowane zwrotką Lil Wayne’a, która po prostu jest okropna i w żaden sposób nie zachęca do przesłuchania w całości utworu, jak i w ogóle całej płyty. Szkoda, bo, wyłączając wersy Wayne’a, Seeing Green mógł być bardzo obiecującym początkiem.

Fractions i Chi-Raq to piosenki, w których pokładałam chyba największe nadzieje. Niestety, nieco się rozczarowałam. Zarówno Fractions, jak i Chi-Raq są dość przeciętnymi, monotonnymi, niczym niewyróżniającymi się kawałkami. Nie mogę nazwać ich beznadziejnymi, co nie zmienia faktu, że niestety nie należą do moich faworytów. Obie są „w porządku” do posłuchania gdzieś w tle, ale brak im wyrazistości i pazura.

Jednym z moich ulubionych utworów na krążku jest Crocodile Teeth, nagrane wraz ze Skillibengiem. To spokojny, nieco melancholijny, przyjemny dla ucha utwór, wyróżniający się na tle innych krzykliwych, imprezowych piosenek. Szczerze uwielbiam takie spokojne utwory w wykonaniu Nicki. W Crocodile Teeth szczególnie ujął mnie fortepianowy bit i kojące głosy artystów. Bardzo przypadła mi również do gustu zwrotka Skillibenga, która, nie wiedzieć czemu, przypomina mi trochę vibe muzyki latino.

Boss Ass Bitch, nagrana wraz z PTAF, również jest jednym z moich ulubieńców. W kontraście do poprzedniego, to typowo imprezowy, klubowy utwór o niezbyt ambitnym tekście w klimatach WAP. Boss Ass Bitch posiada ciekawy, wpadający w ucho bit. Najbardziej interesującym aspektem piosenki jest jednak zmiana rytmu i koncepcji utworu, pod koniec kawałka – nieco dziwna, ale niewątpliwie szalenie oryginalna.

Po pięciu początkowych kawałkach, na Beam Me Up Scotty pojawia się minutowe Intro, co jest dość ciekawym zabiegiem, gdyż zwykle intra znajdują się na początku albumu. Według mnie jednak, umieszczenie Intro w losowym miejscu na krążku nie działa na jego korzyść. Podobnie jak tracki Nicki Minaj Speaks, Nicki Minaj Speaks #2 oraz Nicki Minaj Speaks #3, zawierające wypowiedzi raperki, wydają się być tzw. „zapchaj dziurami” na płycie – nie wnoszą nic istotnego ani interesującego.

Jednym z najgorszych utworów na nowym mixtape jest Itty Bitty Piggy. Kawałek w ogóle mi się nie podoba – w piosence panuje totalny chaos. Mam wrażenie, że w utworze wszystkie głosy przekrzykują się nawzajem, tworząc dezorganizację i bałagan. Bit w Itty Bitty Piggy również nie przypadł mi do gustu – strasznie irytujący, z czasem doprowadzający do szału. Jednym słowem – masakra. Podobne odczucia żywię do piosenki I Get Crazy, w której gościnnie pojawił się Lil Wayne. Denerwujący bit, chaos i bałagan – to wszystko, co można znaleźć w tej piosence.

Kill Da DJ to jeden z lepszych kawałków z Beam Me Up Scotty, pozytywnie wyróżniająca się wśród innych piosenek. Utwór posiada bardzo chwytliwy, wpadający w ucho refren. Jedyną wadą jest zbyt duża ilość autotune, pojawiająca się w niektórych momentach piosenki. Utworem, do którego żywię podobne uczucia jest Slumber Party, nagrane wraz z raperem Gucci Mane, którego solo jest najmocniejszą częścią kawałka. Ciekawe wejście artysty, profesjonalna nawijka i świetny flow robią naprawdę kawał dobrej roboty w Slumber Party. Co ciekawe, Mane rapuje przez prawie trzy czwarte piosenki, przez co wydaje się, że gościem nie jest on, a sama Minaj, która występuje w swoim własnym kawałku jedynie przez chwilę. Niemniej jednak, Slumber Party jest dość przyjemnym dla ucha kawałkiem.

W Shopaholic również możemy usłyszeć Gucciego Mane’a, tym razem wraz z Bobbym V oraz F1Jo. Podobnie jak w Slumber Party, najmocniejszą częścią piosenki są fragmenty Gucciego, chociaż podobają mi się także wstawki Bobby’ego. Po raz kolejny mam jednak wrażenie, że to Nicki jest na feacie we własnej piosence, co zdecydowanie nie wpływa na korzyść samego utworu, jak i całego albumu.

Jednym z moich faworytów jest Gotta Go Hard. Piosenka została nagrana wraz z Lil Waynem, za którym niestety nie przepadam i zupełnie nie rozumiem dlaczego Nicki zaprosiła go do gościnnego udziału w tak wielu utworach na Beam Me Up Scotty. W Gotta Go Hard możemy usłyszeć w refrenie śpiewającą Minaj, pokazującą w piosence swój wokalny warsztat. Raperka nie zawodzi także w zwrotkach, szybko nawijając, nie tracąc przy tym swojego świetnego flow. Wokal Nicki możemy usłyszeć także w piosence Envy – bardzo wpadającej w ucho, chociaż dość przerysowanej.

Nagrana wraz z Drakiem, piosenka Best I Ever Had to piosenka o świetnym, jednym z najlepszych refrenów na całym krążku, jednak w całości piosenka nie zachwyca i wydaje się dość przeciętna. Podobnie jak Keys Under Palm Trees i Easy, będący collabem z Guccim Manem i Rocko, to dość przeciętne, niczym niewyróżniające się utwory.

Can Anybody Hear Me? i Still I Rise to jedne z ostatnich piosenek na Beam Me Up Scotty. Żadna z nich nie jest jakaś wybitna, ani przesadnie oryginalna. Szczególne obiekcje mam co do kawałka Still I Rise, a konkretnie co do nadmiaru autotune nałożonego na głos Minaj.

Utworem zamykającym Beam Me Up Scotty jest tytułowy kawałek o ciekawym bicie. To typowa klubowa piosenka, idealna do potańczenia i poskakania na dyskotece. Nie jest jakimś wybitnym ani oryginalnym kawałkiem – niespecjalnie wyróżnia się na tle innych utworów na albumie. Wydaje mi się jednak, że to odpowiednie zakończenie dla albumu, w całości osadzonego w klimacie tanecznym, klubowym.

Beam Me Up Scotty jest niewątpliwie coś nowego i świeżego w karierze Minaj. Odnowione wersje utworów zaskakują, niestety nie zawsze pozytywnie. Z bólem serca muszę przyznać, że tegoroczny krążek raperki nie należy do moich ulubionych. Beam Me Up Scotty w głównej mierze składa się z dość przeciętnych, często nawet nudnych kawałków. Oczywiście, na albumie znajdują się także lepsze, bardziej wyraziste i oryginalne piosenki, jednak jest ich zaledwie kilka, zostały zdominowane przez krzykliwe, często chaotyczne utwory.

Minaj od dobrych kilku lat jest moją ukochaną raperką, śledzę jej muzykę i poczynania w Internecie już od dłuższego czasu i zawsze z zapartym tchem czekam na nowości od niej. Tym razem było podobnie – niestety, moje dość wysokie oczekiwania nie zostały spełnione. Uważam, że jedną z największych wad Beam Me Up Scotty jest postawienie na ilość piosenek – nie na ich jakość. 23 utwory na jednym albumie to naprawdę ogromna liczba – niewielu artystów decyduje się na taki krok. Mam wrażenie, że układając tracklistę, Nicki za wszelką cenę chciała zaskoczyć swoich słuchaczy, fundując im dużą dawkę muzyki oraz jej różnorodność pod postacią licznych collabów, które również okazały się zgubne dla krążka. Okazuje się bowiem, że na płycie najbardziej brakuje… samej Nicki, w pewnych momentach będącej wręcz gościem na swoich kawałkach.

Nicki Minaj - Beam Me Up Scotty
  • Data premiery: 14 05 2021
  • Single:
Najlepsze utwory: Crocodile Teeth, Boss Ass Bitch, Gotta Go Hard
Najsłabsze utwory: Itty Bitty Piggy, I Get Crazy, Still I Rise


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Julia Stankowska
Julia Stankowska
Studentka dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, od małego kochająca muzykę i taniec. Na co dzień słucha głównie popu i żeńskiego rapu.

Czytaj również