Niall Horan powrócił z kolejnym solowym albumem! Jak z wyzwaniem drugiej płyty zmierzył się Irlandczyk? Czy nowe kompozycje są ciekawsze od tych, które znalazły się na jego debiucie? Sprawdźmy to!
Niall Horan po ogłoszeniu przez One Direction „przerwy” cały czas prężnie działa i obok Harry’ego zdaje się najlepiej radzić sobie w solowej karierze. Ma już za sobą dobrze sprzedającą się trasę koncertową, jego pierwszy album – Flicker – w USA osiągnął status platyny, a ostatnio usłyszeć go mogliśmy w popularnym „Carpool Karaoke” Jamesa Cordena.
Data premiery drugiej płyty irlandzkiego wokalisty okazała się być wyjątkowo „niefortunna”. Na całym świecie króluje w końcu teraz temat pandemii. Sam Niall wydawał się być tym nieco zestresowany. Poruszył ten temat na social-mediach, podkreślając również to, że samo wydanie drugiego albumu stanowi duże wyzwanie, nierzadko na swój sposób kluczowe w karierze muzyków. Oderwijmy się jednak na chwilę od aktualnej sytuacji zaprzątającej nasze myśli i przejdźmy do Heartbreak Weather.
Tytułowy numer otwierający krążek zdecydowanie zachęca do dalszego zagłębiania się w wydawnictwo. Syntezatorowe dźwięki brzmią świetnie w połączeniu z zapętlającym się motywem gitary! Równie przyjemnie słucha się kolejnego numeru – Black And White. Niall w prosty i piękny sposób opowiada nam miłosną historię.
Kolejny kawałek – Dear Patience – dawkuje słuchaczom porcję melancholii, którą słyszymy zarówno w warstwie muzycznej, jak i wokalu. W Bend The Rules nadal towarzyszy nam nostalgia. Zdecydowanie uwagę przyciąga w tej piosence zaskakujące wydanie głosu wokalisty – głębokiego, lekko ochrypniętego. Dalej dostajemy świetny numer – Small Talk – z chwytliwym refrenem, w którym dużą robotę robi prosty riff gitarowy, a w zwrotce z kolei bardzo fajnie sprawdza się brzmienie syntezatora.
Nice To Meet Ya to jeden z najlepiej przyjętych numerów Horana i nic w tym dziwnego! Partia pianina brzmi świetnie, podobnie jak linia basu. Głos Nialla jest zmysłowy, co doskonale sprawdza się w tym numerze, a energiczny refren porywa do zabawy, do której niezwykle miło się powraca. Szybko jednak przeskakujemy w spokojniejsze rytmy, bowiem następna pozycja na albumie to ballada Put a Little Love on Me. Pianino w parze z instrumentami smyczkowymi subtelnie podkreślają nastrój wzruszającego utworu.
W Arms of a Stranger Irlandczyk dalej rozwodzi się na temat złamanego serca: „I chase an old love just to feel loved / But it gave me nothin’ that was real”. Melodia jest stopniowo budowana, przez delikatną zwrotkę, po wyraźniejszy refren, uwydatniając odpowiednie fragmenty liryczne. Everywhere to z kolei jeden z tych numerów, które idealnie sprawdzają się przy koncertowej zabawie! Pojawiające się tu wyklaskiwanie rytmu, z pewnością doskonale wybrzmi w arenach, w trakcie występów na żywo. Pozostając w koncertowych klimatach – kolejny numer dobrze sprawdzi się nie tylko na nich, ale też na parkiecie. Mowa o Cross Your Mind – opowiadającym smutną historię w paradoksalnie optymistyczny sposób.
W New Angel Niall postanawia ruszyć z życiem miłosnym do przodu. W warstwie instrumentalnej królują gitary i królowanie to wychodzi im całkiem nieźle. Szybko jednak zapominamy o tej piosence, bo w kolejce czeka ciekawsza propozycja – znany nam już singiel No Judgement. Z łatwością wyobrażam sobie, jak słyszymy wersję tego utworu w wydaniu Eda Sheerana, bo mocno kojarzyć się ona może z jego twórczością. „You can just be yourself / When you’re with me, no judgement” – śpiewa obiecująco Horan.
Ostatnie dwa numery na albumie zabierają nas znowu do świata nostalgii. W San Francisco Niall ponownie rozpamiętuje początki związku. Numer nie wnosi do płyty zbyt wiele i dla mnie jest wręcz nieco zbędny. Ciekawiej wypada ostatnia pozycja – Still. Piękna, pełna emocji ballada, opierająca się w dużej mierze na prostych dźwiękach gitary akustycznej, w odpowiednich momentach wysuwająca na wyraźne prowadzenie przejmujący wokal. Kompozycja idealna na zakończenie pełnego miłosnych rozterek wydawnictwa.
Czy Niall poradził sobie ze wspomnianym wyzwaniem drugiego albumu? Oto jest pytanie… Z jednej strony Heartbreak Weather nie jest płytą złą. Głos Irlandczyka brzmi świetnie, ale o jego talencie wiemy przecież nie od dziś. Lirycznie również nie ma dramatu – Horan stawia na proste, życiowe teksty, w których wyczuć można dużo szczerości. Słychać, że czuje to, co śpiewa. Brakuje mi tu jednak efektu „wow”. Większość numerów brzmi do siebie po prostu dość podobnie. Po jednokrotnym przesłuchaniu albumu nie ma się chęci do natychmiastowego jego powtórzenia i wyłuskiwania dobroci z każdej kompozycji. Może gdyby postawić na 10 najlepszych pozycji, płyta wypadłaby nieco mniej jednolicie? Mam nadzieję, że na trzecim krążku irlandzki wokalista mocno nas zaskoczy czymś nieco odważniejszym. Wiem, że ma ku temu potencjał!
- Data premiery: 13 03 2020
- Single: Nice To Meet Ya, Put a Little Love on Me, No Judgement, Heartbreak Weather
