Wreszcie na dobrej drodze. Natalia Szroeder – Pogłos, 2021 (recenzja)

Inne recenzje

Natalia Szroeder okazała się być jedną z tych artystek, które każą na siebie czekać. Pięć lat – aż tyle minęło od długogrającego debiutu wokalistki, którym był krążek NATinterpretacje. To naprawdę dużo czasu. Wprawdzie w przerwie między jedną a drugą płytą, piosenkarka próbowała udobruchać słuchaczy pojedynczymi singlami, jednak większość z nich raczej nie zachęcała mnie do tego by szczególnie uważnie śledzić jej muzyczne losy. Coś z czasem zaczynało się zmieniać. Po małych koszmarkach w postaci Parasoli Nie oglądam się, nagle pojawiło się trochę bardziej subtelne Nie mów nic. Potem całkiem miłe Pestki. Aż w końcu uznałam, że artystka chyba ostatecznie znalazła się na naprawdę dobrej drodze.

Trudno powiedzieć, by piosenki Natalii Szroeder na Pogłosie były bardziej „jej” niż wcześniej, bo artystka nigdy nie należała do tych, którym utwory stawiano do odśpiewania gotowe na tacy. NATinterpretacje jednak, mimo że w gąszczu kiczu radiowego polskiego popu wypadały dość sympatycznie, były czymś odmiennym i o wiele mniej dojrzałym niż to, co dostaliśmy od piosenkarki teraz. Pogłos jest o wiele ciekawszy pod względem zarówno songwriterskim jak i produkcyjnym. Mniej na nim zbędnego patosu, który czasami wybrzmiewał w starszych kompozycjach Szroeder, mniej banałów a więcej swobody i artystycznej świadomości.

Muszę przyznać, że nie od początku byłam fanką nowej odsłony Natalii Szroeder. Podczas wszechobecnego – a przynajmniej w moim odczuciu – zachwytu nad pierwszym promującym tę płytę singlem Powinnam?, sama uważałam, że jest on zdecydowanie na wyrost. Dopiero z czasem doceniłam tę kompozycję i bezpośrednią szczerość w jej warstwie lirycznej. Muzycznie to nieprzekombinowana, ale bardzo przyjemna pozycja, w której sporo robi wyraźna, ale subtelna gra gitary elektrycznej. Zdecydowanie bardziej szokujące były jednak nagrane u boku Ralpha Kaminskiego Przypływy – oszczędna i dojrzała ballada oparta na dźwiękach pianina, na tle którego wspaniale wybrzmiewają nieskazitelne wokale artystów. Nie spodziewałabym się, że razem będą brzmieć tak dobrze! 

Utwory, które zdecydowano wystawić na próbę by zapowiadały album to zresztą w większości naprawdę dobre wybory. Jednym z moich ścisłych faworytów – również na całym albumie – jest Para, która balansuje na granicy subtelnej ballady wspomaganej dźwiękami pulsujących syntezatorów a energicznej, elektronicznej piosenki. Przy dość przystępnych i łatwych w odbiorze kompozycjach (wliczając wpadające w ucho Połóż się tu, które jednak ostatecznie nie trafiło na album) eksperymentalne i mroczne 1-2 X może dziwić, ale trudno nie docenić odwagi artystki w wypuszczeniu tak innej niż dotychczas pozycji. Jak się okazuje, to nie jedyny raz kiedy Natalia Szroeder serwuje coś tak zaskakującego. Świetnie wypadają też minimalistyczne Późne godziny zagrane wyłącznie na gitarze. Kompozycja tytułowa to natomiast jedna z najbardziej intrygujących na tej płycie – zmodyfikowane wokale stanowiące oś podkładu muzycznego tego utworu nadają jej tajemniczego i nawet mistycznego nastroju, zaś sam głos Szroeder nagrany został w taki sposób, jakby wyśpiewywała słowa prosto do ucha słuchacza.

Z kompozycji bardziej energicznych szybko przypadł mi do gustu pCukier (artystka zabawnie poradziła sobie z postanowieniem nazwania wszystkich pozycji na literę „P”), który brzmieniowo mocno czerpie z elektroniki w stylu lat 80., a gitarowy riff nadaje jej minimalnego funkowego zacięcia. Przyjemnie słucha się także Próbujmy w równym tempie, w którym surowe syntezatory kontrastują z delikatnym wokalem piosenkarki. Podobnie sprawa ma się w przypadku Poganianek, które brzmieniowo idealnie wpasowują się w resztę płyty. Nieźle bronią się otwierające wydawnictwo Początki z długim i tajemniczym intro, które świetnie sprawdziłoby się jako to rozpoczynające koncerty. Najmniej przekonuje mnie Prosto, głównie przez refren z nieco kiczowatą melodią.

Nowa płyta Natalii Szroeder nie jest idealna, ale muszę przyznać, że to jedna z najfajniejszych i najprzyjemniejszych polskich popowych pozycji ostatniego czasu. Może to właśnie dzięki tej słyszalnej we wszystkich utworach swobodzie, która czyni artystkę jeszcze bardziej autentyczną. Polecam każdemu podejść do tego krążka bez zbędnych uprzedzeń bo wokalistka, razem z producentem Archiem Schevskym, zrobili coś naprawdę porządnego. Życzę każdemu artyście, by mógł tworzyć tak muzykę – w zgodzie ze sobą. Bo z Pogłosu to naprawdę słychać. 

-
  • Data premiery:
  • Single:
Najlepsze utwory:
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Natalia Szroeder okazała się być jedną z tych artystek, które każą na siebie czekać. Pięć lat - aż tyle minęło od długogrającego debiutu wokalistki, którym był krążek NATinterpretacje. To naprawdę dużo czasu. Wprawdzie w przerwie między jedną a drugą płytą, piosenkarka próbowała udobruchać słuchaczy pojedynczymi singlami,...Wreszcie na dobrej drodze. Natalia Szroeder - Pogłos, 2021 (recenzja)