MTV Unplugged to kultowa seria koncertów, w których artyści prezentują swoje utwory w nowych, akustycznych aranżacjach. Pierwszy koncert „bez prądu” zrealizował w 1987 roku zespół Jethro Tull, a cały cykl MTV Unplugged ruszył w 1989 roku i od tego czasu cieszy się ogromną popularnością. W Polsce pierwszą artystką, która zagrała koncert z tej serii była Kayah (2006), następnie koncerty dali: HEY, Wilki, Kult, O.S.T.R., Brodka, Kamil Bednarek, Kasia Kowalska – Natalia Przybysz niedawno dołączyła do tego nielicznego, acz zacnego grona.
W 2021 roku Natalia Przybysz obchodzi 15-lecie solowej działalności, mija również 20 lat od powstania zespołu Sistars, ale tak naprawdę 25 lat odkąd Natalia na poważnie zaczęła myśleć o muzyce i wiedziała, że to będzie droga, którą chce podążać (tak, miała wtedy jakieś 12 lat). Więc koncert MTV Unplugged można uznać za swojego rodzaju „benefis”, ale czy musi być konkretny powód? Chyba wystarczy talent i dorobek Natalii – już tym zasłużyła sobie na udział w tym prestiżowym formacie.
Album MTV Unplugged Natalia Przybysz to zapis audio koncertu nagranego 19 grudnia 2020 roku w warszawskiej Scenie Relax, 27 lutego koncert miał swoją audio-wizualną premierę na antenie MTV, natomiast 12 marca ukazała się płyta, w wersji cyfrowej, a tydzień później w wersji fizycznej. Koncert w formie video dostępny jest do obejrzenia na platformie player.pl.

Album zawiera 14 utworów pochodzących z trzech ostatnich wydawnictw Natalii Przybysz. Najwięcej, ponieważ 7 utworów to piosenki z wydanego w 2019 roku albumu Jak Malować Ogień, 4 utwory z Prądu oraz 3 ze Światła Nocnego. W nagraniu albumu, oprócz Natalii, wziął udział jej zespół, z którym koncertuje na co dzień w składzie: Jurek Zagórski, Mateusz Waśkiewicz, Kuba Staruszkiewicz i Pat Stawiński, a gościnnie na instrumentach perkusyjnych zagrał Miłosz Pękala. Oprócz nich wzięło udział wielu gości specjalnych, zarówno na wokalu, jak i instrumentach, o których wspomnę przy konkretnych utworach.
Zacznijmy od początku, płytę rozpoczyna utwór Vardø, w którym gościnnie, zarówno na pianinie, jak i na wokalu, wystąpiła Hania Rani. To utwór, którym Natalia zawsze rozpoczynała swoje koncerty promujące album Światło Nocne, nie mogło być inaczej przy płycie MTV Unplugged, który w istocie jest zapisem właśnie koncertu. Co prawda Vardø ukazało się w 2017 roku, więc możecie znać historię tego utworu, ale jeżeli nie, to inspiracją do napisania tego kawałka był cytat z powieści „Nightwood” Djuny Barnes, który mówił o tym, że kobiety wykluczone społecznie, zakłócające jakiś porządek nigdy nie będą mogły chodzić z podniesioną głową. Do tego doszły liczne listy od kobiet, które docierały do Natalii po udzieleniu głośnego wywiadu na temat aborcji – w natłoku listów zapamiętywała głównie imiona piszących do niej kobiet i to właśnie ich imiona znalazły się w tym utworze. Warto zaznaczyć, że piosenkę rozpoczyna imię Paulina (imię siostry Natalii), następnie Anna (imię mamy i drugie imię Pauliny Przybysz), a kończy Maria (drugie imię Natalii Przybysz) i Natalia. I faktycznie dzięki dźwiękom pianina i wokalowi Hani utwór zyskał nowe brzmienie, przybrał trochę na lekkości – wspaniałe rozpoczęcie koncertowego albumu! A 8 minut to wcale nie za długi czas trwania utworu i to jest super w formacie Unplugged – nie trzeba się ograniczać!
Ogień to drugi utwór z płyty MTV Unplugged, już samo intro piosenki jest bardzo interesujące. Doceniam, że Natalia zagrała w nim na pianinie – i zdecydowanie powinna robić to częściej – i cieszę się, że ponownie zaprosiła Michała Pepola, który zagrał na wiolonczeli (ponieważ w oryginalnej wersji utworu również na niej gra) – wiolonczela dodawała i wciąż dodaje uroku temu utworowi. Uważam, że to jedna z lepszych aranżacji na tym albumie, faktycznie możemy śmiało powiedzieć, że jest to nowa wersja utworu Ogień.

Niestety kolejne dwa utwory, czyli Po Naszej Stronie i Krakowski Spleen troszkę mnie zawiodły. O ile w kawałku Po Naszej Stronie słychać dźwięki kotłów, na których gra Miłosz Pękala, które faktycznie nadają jakiś nowy rytm temu utworowi, to i tak na pierwszy plan wybija się gitara elektryczna, choć to pewnie zależy na czym skupimy swoje uszy – kto chce, to usłyszy nutę nowości, ale jeżeli ktoś skupi się na gitarze, utwór wybrzmi dla niego praktycznie jak w wersji oryginalnej. Krakowski Spleen to jeden z utworów, który po prostu został zaśpiewany na żywo – oczywiście bardzo pięknie – ale jego wersja nie została praktycznie wcale zmieniona.
No i po dwóch „mniej nowych” aranżacjach mamy Ciepły Wiatr, utwór, w którym wystąpiło aż 3 gości specjalnych: Skubas (na wokalu i gitarze), Michał Pepol (na wiolonczeli) oraz Piotr Niesłuchowski (na gitarze i wokalu jako chórek). Duet Natalia & Skubas można było już kiedyś usłyszeć, bowiem Natalia była gościnią na pewnym koncercie online Skubasa i wykonywali razem ten utwór, a towarzyszył im również Piotrek Niesłuchowski. Ta aranżacja bardzo mi się wtedy spodobała, więc cieszę się, że znalazła się na oficjalnym wydawnictwie – choć na płycie MTV jest to wersja jeszcze nieco inna, niż można było usłyszeć wtedy, wzbogacona o wiolonczelę i inne instrumenty. Zdecydowanie jedna z lepszych aranżacji, cieszę się, że ten kawałek został wybrany na singiel zapowiadający cały album.
W utworach Że Jestem oraz Wyspa gościnnie wraz z Natalią zaśpiewała jej siostra – Paulina Przybysz. Obie Panie zawsze miło zobaczyć i usłyszeć razem na jednej scenie, to swojego rodzaju chwilowy powrót do czasów Sistars i Siły Sióstr. W kawałku Że Jestem bardzo ciekawy jest sam wstęp – Miłosz Pękala na wibrafonie i Hania Rani na pianinie. Hania w tym utworze gra dźwięk „H”, który na pewno wnosi wiele świeżości do tego kawałka. Fajne jest też to, że co prawda tylko przez chwilę, ale w tym utworze możemy usłyszeć chłopaków z zespołu jako chórek. Ale co należy zaznaczyć, dla kawałków takich jak Że Jestem warto nie tylko wysłuchać płytę w formie audio, ale także obejrzeć koncert w formie video. Zapewniam, że wtedy odbiór tego utworu jest całkiem inny, jeszcze lepszy! Szkoda, że ten utwór trwa tylko 4 min – zdecydowanie za krótko! W Wyspie Paulina śpiewa tylko jako chórek, w tym utworze czuć już znacznie mniej inności niż w Że Jestem i mimo, że w tym kawałku gitara elektryczna została zastąpiona akustyczną, to na pierwszy plan wysuwa się perkusja (znana z oryginalnej wersji) i nie do końca czuć dźwięki gitary akustycznej. Niemniej jednak oba kawałki są bardzo przyjemne dla ucha!
Kochamy Się Źle, Świat Wewnętrzny i Dzieci Malarzy to trzy utwory, których wersje „Unplugged” niespecjalnie różnią się od oryginałów – słychać głównie gitarę elektryczną, niestety, ale dla mnie są to tylko utwory w wersji live, a nie nowych aranżacjach. Jak się skupimy, to momentami usłyszymy dźwięki instrumentów perkusyjnych, na których gra Miłosz Pękala, ale poza tym nic więcej nowego.
Miód i Niebo to dwa utwory, które po prostu muszą być śpiewane po sobie, ponieważ to właśnie w Niebie znajdujemy odpowiedzi na pytania i wątpliwości, które pojawiają się w Miodzie. Niestety, ale oba utwory mają w sobie niewiele nowości, mimo, że oczywiście zabrzmiały pięknie. Jedyną robotę zrobił tu Miłosz Pękala, ponownie. Niebo wybrzmiało w wersji praktycznie 1:1 znanej z koncertów od lat… Jednak jak twierdzi sama artystka, niektóre piosenki, takie jak Miód, bez gitary elektrycznej zamiast zyskać, dużo by straciły – stąd niektóre utwory nie zostały specjalnie zmienione. Wiem też, że sam format Unplugged nieco się zatraca, nie jest całkiem „bez prądu”- chociaż tutaj nie czepiam się konkretnie tego, że powinno być wyłącznie akustycznie, ale że po prostu powinno być inaczej, nawet wciąż „z prądem”, ale inaczej. To po części usprawiedliwia te utwory, jednak nie zmienia faktu, że mimo wszystko liczyłam na to, że usłyszę je w nowych wydaniach, mimo, że aranżacje oryginalne są genialne. Może to też kwestia tego, że w sumie i Miód i Niebo to dwa największe hity Natalii, widzimy to nawet pod tym względem, że utwory te pochodzą z albumu z 2014 roku, a wciąż są grane na koncertach, więc może pojawiła się myśl, że jakąś nową aranżacją te utwory mogłyby zostać „zepsute”, lekko „zatracone”? Nie wiem, po części staram się zrozumieć dlaczego ich aranże nie zostały zmienione jednak…no właśnie pojawia się jakieś „jednak”. Posłuchajcie sami.
Królowa Śniegu, czyli pierwszy singiel, który ukazał się równo miesiąc przed cyfrową premierą całego albumu. Byłam (i wciąż jestem) zachwycona tą wersją Królowej Śniegu – nie wiedziałam, że ten utwór może brzmieć jeszcze piękniej niż na Prądzie. Natalia i Hania to po prostu duet idealny, super, że Hania, oprócz zagrania na pianinie, zaśpiewała również zwrotkę. Byłam bardzo ciekawa jak ten utwór zabrzmi w wersji Unplugged, ponieważ już oryginalna wersja była dość akustyczna, ale tutaj robotę zrobiło właśnie pianino i instrumenty perkusyjne. A o czym opowiada sam utwór? Historię pewnej przyjaźni Natalii z inną kobietą – jak w jednym z wywiadów opowiadała artystka, od zawsze miała problem z zaprzyjaźnieniem się z inną kobietą, taka relacja zawsze wydawała jej się sztuczna. Dlatego tytułowa Królowa Śniegu, to nie tylko ta konkretna kobieta, ale metafora każdej.
Ostatnim numerem na płycie jest Sto Lat zaśpiewane wspólnie z Ralphem Kaminskim – duet ten można było już usłyszeć na Męskim Graniu 2019. Co prawda sama aranżacja nie różny się zbytnio od tej z Prądu, ale niewątpliwie ciekawym elementem było przeczytanie fragmentu „Małego Księcia”. Został on przeczytany w momencie, w którym na normalnych koncertach Natalia zawsze dokonuje krótkiej przemowy. Dlaczego właśnie ten fragment, rozmowy Małego Księcia z Pijakiem? Odpowiedź jest prosta, bowiem Natalia przyznała kiedyś, że utwór Sto Lat napisała dla bliskiej jej osoby, która walczyła z uzależnieniem od alkoholu i dla dobra obu osób – tej uzależnionej i samej Natalii – ich relację trzeba było na jakiś czas przerwać. Trzeba przyznać, że piękne zakończenie albumu.
Oprócz posłuchania albumu polecam go także obejrzeć, ponieważ na samej płycie audio nie zobaczymy wszystkich gości np. tańczącej Izy Szostak, która pojawiła się m.in. w kawałku Wyspa, czy pięknej ilustracji do kawałka Że Jestem, czyli rozbierania Pauliny Przybysz przez Natalię, a także pojawiającego się na ciele Natalii i Izy Szostak symbolu Strajku Kobiet.
Podsumowując, wiele utworów faktycznie zyskało nowe, przyjemne dla ucha aranżacje, należy docenić, że w cały koncert zostało zaangażowanych wielu gości i wziąć pod uwagę fakt, że to wszystko powstawało w pandemicznych warunkach. Jednak biorąc pod uwagę kwestię, że seria MTV Unplugged ma przede wszystkim wnosić NOWE aranżacje utworów, uważam, że część z nich takich nie otrzymała, do czego można się „przyczepić”. Oczywiście, sam format Unplugged nieco się zmienił – nie są to tylko instrumenty akustyczne, a jak przyznała sama Natalia, przy tym albumie dali sobie pewien margines tolerancji.
Dodatkowo album MTV Unplugged to pierwsza płyta live Natalii, być może i dlatego niektóre utwory zostały potraktowane właśnie bardziej jako „live” niż typowo „Unplugged”. Ale nie można przyczepić się do samych wykonów, ponieważ i wokal Natalii i instrumenty zabrzmiały pięknie, ale niestety część z nich była mi już bardzo dobrze znana. Ważną osobą na tym albumie jest Miłosz Pękala, który zagrał na instrumentach perkusyjnych i wniósł najwięcej nowego do utworów. Oprócz niego należy pochwalić Hanię Rani, ponieważ pianino także dodało uroku kilku utworom i wiolonczelistę Michała Pepola – oczywiście sama Natalia i cały zespół też zrobili kawał dobrej roboty. Żałuję, że na płycie nie znalazły się utwory Prąd oraz Światło Nocne, czyli tytułowe utwory z albumów Natalii, ale niestety, pewne utwory trzeba było odrzucić na rzecz innych, jednak osobiście wolałabym gdyby na płycie znalazło się np. po 5 utworów z każdego albumu (Prąd, Światło Nocne, Jak Malować Ogień), a widzimy jednak lekką dominację ostatniej płyty. Ale szanuję wybory artystki – na pewno i jej samej nie było łatwo wybrać 14 utworów z 30.
Pochwalić mogę również genialny dobór utworu zaczynającego i kończącego cały album – uważam, że lepiej wybrać się nie dało – „patetyczne” Vardø na początek i spokojne, wzruszające Sto Lat na zakończenie. Ten album ma swoje plusy, dużo plusów i właściwie jeden minus – mało nowości aranżacyjnych w niektórych utworach – który jednak nie przesądza o ostatecznym odbiorze albumu, który jest naprawdę niezwykłą przyjemnością dla uszu, głowy, duszy i oczu (pod warunkiem że odpalimy koncert w wersji video).
Myślę, że wieloletni fani Natalii Przybysz, którzy znają oryginalne wersje utworów usłyszą, że część piosenek na płycie MTV Unplugged brzmi bardzo podobnie, ale czy to spowoduje u nich smutek, złość? Nie, ponieważ razem z Natalią będą cieszyć się faktem, że jedna z ich ulubionych artystek wzięła udział w tak wspaniałym projekcie, a właściwie została do niego zaproszona. Z kolei osoby, które znają twórczość Natalii tylko wybiórczo nie zauważą, że niektóre piosenki nie do końca zyskały nowe aranżacje i z chęcią wysłuchają płyty Unplugged, lub części utworów, na które akurat trafią. Wniosek który się nasuwa: wszyscy są zadowoleni, a ja należę do pierwszej opisanej grupy ludzi!
Polecamy Wam także przeprowadzony niedawno wywiad z Natalią Przybysz, w którym opowiedziała nam o swoim najnowszym wydawnictwie, czyli albumie MTV Unplugged!

- Data premiery: 12 03 2021
- Single: Królowa Śniegu, Ciepły Wiatr
