MENU

    Natalia Przybysz maluje ogień w warszawskiej Stodole po raz drugi (i ostatni). Relacja Alicji Surmiak

    Natalia Przybysz powoli przygotowuje się do wydania piątej solowej płyty w swoim dorobku – Zaczynam się od miłości ukaże się najpewniej wiosną przyszłego roku i będzie wydawnictwem wyjątkowym, bo tym razem zamiast samodzielnie pisać teksty, artystka sięgnie po słowa napisane przez samą Korę, do których razem z muzykami skomponuje melodię. Zanim to jednak nastąpi, ma czas by pożegnać się z repertuarem z albumu Jak Malować Ogień, wydanego w 2019 roku. Jest w trakcie drugiej trasy koncertowej promującej to wydawnictwo i po dwóch latach powróciła z kompozycjami z niego do kultowej warszawskiej Stodoły. Koncert odbył się 9 grudnia i zdaje się, że mimo upływającego czasu, emocje i ekscytacja ostatnią twórczością Natalii Przybysz wśród jej słuchaczy wcale nie stygną. 

    Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że Natalia Przybysz to jedna z moich ulubionych polskich artystek, i kobiet w ogóle. Miałam okazję widzieć tę wokalistkę już na czterech koncertach i za każdym razem oczarowuje mnie jej naturalność i swoboda w tym co robi na scenie i jak zachowanie to jest spójne z wartościami przekazywanymi w jej utworach. Dwa z poprzednich koncertów odbywały się podczas tegorocznej letniej trasy artystki i jeśli miałabym wskazać jeden, jedyny, malutki skrawek zawodu to taki, że setlista koncertowa nie zmieniła się od tego czasu wcale – kropka w kropkę wybrzmiały te same piosenki, co na gdyńskim Open’er Festivalu i w warszawkiej Pradze Centrum. Ale nie warto tracić czasu na narzekanie – niektóre wydarzenia są tak piękne, że warto po prostu przeżyć je jeszcze raz.

    Poprzedzona bardzo udanym supportem, którego rolę spełniła debiutująca Ania Leon wykonująca muzykę z pogranicza popu i elektroniki, Natalia Przybysz pojawiła się więc na scenie ponownie przy dźwiękach Ognia. Kompozycję tę grała na klawiszach, ale długo nie siedziała w jednym miejscu i zaraz potem, już chyba tradycyjnie, pozbyła się ze swoich stóp butów i swobodnie poruszała się po scenie podczas następnych kompozycji. Wielkie emocje wzbudził Ciepły Wiatr, podczas którego, tak jak ostatnio, wokalistka zeszła ze sceny by być bliżej swoich wielbicieli – a ci odśpiewali niemal wszystkie utwory od początku do końca! Podczas Że Jestem wyśpiewując słowa Czemu jak jesteś goła to się cieszysz? artystka pozbyła się z siebie wierzchniej warstwy ubrania, a mnie nadal zachwycało z jaką lekkością tańczy i wygina się na scenie. Osobistym highlightem był dla mnie też moment wykonania Nazywam się niebo – trudno mi powiedzieć dlaczego to właśnie ta kompozycja wywołała wtedy we mnie tak duże emocje, ale to jedna z moich najpiękniejszych koncertowych chwil 2021 roku.

    Przy okazji wykonania najnowszego singla, Oko Cyklonu, Natalia Przybysz nawiązała do swojej podróży przez ocean (niedawno do mediów dotarła informacja, że wokalistka pojawi się w programie TVN, Przez Atlantyk), wspominając, że podczas premiery owego utworu znajdowała się właściwie na środku bezkresnych wód i mogła obserwować małe, rozwijające się cyklony. Sama kompozycja wypada na żywo o wiele lepiej niż studyjnie – ma sobie o wiele więcej energii. 

    Najlepszym dowodem na to, że koncert Natalii Przybysz jest wydarzeniem wartym przeżycia jest to, że słuchacze właściwie nie chcieli dać artystce zejść ze sceny. Usilnie próbowali nawet wybłagać drugi bis, choć muzycy im nie ulegli. Oczywiście, że dołączyłam do tego wołania, bo sama mogłabym oglądać tę kobietę na scenie w nieskończoność. Występy tej artystki najchętniej zapętlałabym w kółko i spędzała przy nich każdy kolejny wieczór. 

    Ostatnio opublikowane