
Ogłoszenie Kylie Minogue headlinerem tej edycji było chyba największym zaskoczeniem tego festiwalu. Popowa gwiazda słabo pasuje repertuarowo do Open’era, ale ten przyzwyczaił nas już, że co jakiś czas nas zaskakuje.
Kylie Minogue przyjechała do Polski w ramach mini trasy po europejskich festiwalach, gdzie prezentuje przekrojówkę swojej twórczości, która znalazła się na nowej składance z jej największymi przebojami. I zaczęło się jak na popową divę przystało – z iście królewskim anturażu. Już od pierwszych dźwięków mogliśmy być pewni, że to nie będzie zwykłe odśpiewanie wielkich przebojów, ale popowe show. Na scenie pojawiały się boczne wokalistki, szereg tancerzy i muzyków. Wszyscy co jakiś czas się przebierali, tworząc klimat kolejnym utworów. Również sama zainteresowana postawiła tego wieczoru na cztery, świetne stroje – do czego przyzwyczaiły nas popowe wokalistki na swoich trasach koncertowych.
Jak jest Kylie na żywo? Nadzwyczaj dobra. Jej głos nie jest jakoś specjalnie wybitny, ale posiada umiejętność jego kontrolowania i wszystko wypada tu dobrze. Na scenie potrafi nas zaskoczyć, a to wielką scenicznością, a to umiejętnościami tanecznymi. Na pewno nikt nie narzekał na nudę. Każdy znał przynajmniej połowę zaprezentowanych utworów, bo czy można nie znać nieśmiertelnego I Shoud Be So Lucky, eterycznego Slow zaprezentowanego w nowej, świetnej wersji czy słynnego i gromnie śpiewanego Lalalala z Can’t Get You Out of My Head? Aż trudno również uwierzyć, że Kylie skończyła 51 lat, bo na scenie wypada oszałamiająco, wręcz jak nastolatka, która wciąż bawi się muzyką i tym co robi.
Australijka udowadnia także, że nie uderzyła jej sodówka do głowy. Jest bardzo naturalna, podtrzymuje kontakt z publicznością, co chwilę do niej coś mówiąc. Jednego z fanów poprosiła o koszulkę, którą zauważyła z widowni. Widocznie wzruszona napisem „Poland loves Kylie” oddała mu ją, wpierw całując. Potem jeszcze zaprosiła jednego z fanów na scenę, który dał jej mały upominek, a ta podpisała mu płytę. Miałem jednak małe wrażenie, że publiczność dość mało entuzjatycznie to odbierała. Ale może dlatego, że stosunkowo było tam mało fanów Kylie?
Mimo dziwnego wyboru headlinera, chyba nikt nie był zawiedziony wizytą Kylie w Polsce. Ta zapewne jeszcze wróci i zapewne ja tam będę.


