Wydawałoby się, że to nie tak dawno Ewa Farna obchodziła swoją 18-nastkę na specjalnym nagrywanym koncercie, a tu w zeszłą sobotę w warszawskim klubie Progresja świętowaliśmy jej 30 urodziny w iście muzycznym stylu.
Po czeskiej wersji urodzin w Pradze nadeszła pora na Polskę, ponieważ Ewą dzielimy się z Czechami po pół. Kolejka przed wejściem była ogromna, ale tego można było się spodziewać, skoro był to jedyny koncert Ewy w tym roku w naszym kraju. Ludzie pod sceną skandowali, krzyczeli i gwizdali, dopóki na scenie nie pojawiła się gwiazda wieczoru. Koncert zaczął się od piosenki „Bumerang”, która porwała od razu całą publiczność. Potem przeszliśmy płynnie do „Na skróty”, czyli ostatniego singla promującego album „UMAMI” – a ta płyta oprócz największych hitów Ewy była główną gwiazdą wieczoru. Ja osobiście z tego faktu się ogromnie ucieszyłem, ponieważ „UMAMI” był według mnie jednym z najlepszych albumów zeszłego roku, więc fajnie było usłyszeć piosenki z niego na żywo. Ale były też niespodzianki. Pierwsza z nich to najnowszy utwór „PARTNER IN CRIME”, który w polskiej wersji chyba pierwszy raz wybrzmiał na żywo. Druga niespodzianka to przedpremierowy wykon najnowszego singla, który już w ciągu najbliższych tygodni powinien mieć swoją premierę. „Czeski film”, bo tak nazywa się piosenka, to opowieść o Ewie i do Ewy. Bardzo fajna, lekka nuta i bardzo dobra tekstowo, ponieważ razem z Ewą pisała ten utwór Mery Spolsky i w tekście widać jej kunszt.
Piosenką, która rozruszała publiczność to zdecydowanie „Znak”, który definitywnie podbił atmosferę, ponieważ cała Progresja wręcz krzyczała tekst piosenki. Były jednak też odskocznie od energicznych utworów w postaci akustycznych wersji „La La Laj” i „Wszystko albo nic”. Z lekkiego brzmienia później weszliśmy w patos, czyli jedną z najbardziej podniosłych piosenek wokalistki, która przyprawiła mnie o ciary – a mowa tu o utworze „Smutna piosenka”.
Po solówce gitarowej Ewa powróciła na scenę w nowym stroju wykonując piosenkę „Mała Czarna”, która jest chyba największą perełką z nowej płyty. Później wygłosiła małą przemowę do każdego, żeby nie popadać w kompleksy, każdy jest piękny i trzeba to celebrować, a zwieńczeniem tego była piosenka „Ciało”, która dla Ewy jest bardzo osobista. Będąc w klimatach „UMAMI” piosenkarka wykonała inspirowany serialem „Friends” utwór „Ross i Rachel”, który rozbujał całą publiczność – „a może dla mnie mógłbyś tabu złamać jak Toblerone” porwało Progresje i wszyscy się przy tym świetnie bawili. Kolejnym ciekawym punktem koncertu był zapowiadany gość specjalny… który się nie pojawił. Razem z piosenkarką na scenie miał wystąpić Smolasty, jednak choroba pokrzyżowała mu plany. Ewa jednak wybrnęła z sytuacji i mogliśmy usłyszeć jak sama wciela się w wokalistę śpiewając jego część piosenki „Pełnia”. Szczerze – było to chyba nawet bardziej porywające dla fanów. Jeszcze ciekawsze było również wykonanie utworu „Wersja 2.0” gdzie na scenie z piosenkarką pojawiło się wielkie lustro, jako symbol poszukiwania tego małego, wewnętrznego ja. Wtedy wzruszenie u widzów i u artystki wzięło górę. Jednak mimo wszystko to dopiero „Ewakuacja” zatrząsnęła Progresją tak, że myślałem, że będzie faktyczna ewakuacja od wrzasków, krzyków i podskoków fanów. W kontraście do tego było „Cicho” w dość nietypowej, spokojnej wersji i jako wisienka na torcie na sam koniec Ewa wykonała „Na ostrzu”.
Koncert był zdecydowanie idealną urodzinową zabawą i podsumowaniem też wszystkich lat kariery Ewy. Fajnie, że oprócz największych hitów dalej „UMAMI” było na pierwszym planie, bo piosenki z niej są naprawdę świetne i na żywo to dopiero mogło wybrzmieć. Tu oprócz Ewy zasługa na pewno jest chórku, który ją wspomagał i dodawał klimatu, ale też zasługa zespołu i ich aranży. Dodać też trzeba ukłony dla tancerzy, którzy zadbali o to, żeby część wizualna też była ciekawa dla widza i razem z Ewą tańczyli i bawili się na scenie. Zdecydowanie ten koncert napędził mi apetytu na więcej i liczę, że w kolejnym roku zgodnie z obietnicami na social mediach Ewa pojedzie w trasę klubową po Polsce – tego życzę sobie i fanom, a Ewie życzę kolejnych tak świetnych lat muzycznych i tak świetnych wykonów, bo jej głos to potężny skarb.

