N.E.R.D. – NO_ONE EVER REALLY DIES (2017), recenzja Christiana Cieślaka

0
127

Pharrell Williams z pewnością jest postacią, którą spokojnie można umieścić w panteonie najbardziej wpływowych i twórczych amerykańskich muzyków XXI wieku. Nie dość, że znalazł swoją prywatną fontannę młodości, praktycznie nie zmieniając się od dobrych kilkunastu lat, to jeszcze nieustannie produkuje hity numer jeden, które budzą zarówno zachwyt, jak i niemałe kontrowersje. Co tyczy się natomiast powrotu jego starej ekipy, Chada Hugo i Shay’a Haley’a, czyli trio N.E.R.D., to muszę przyznać, że Pharrell nie tylko nie umarł jako artysta, a wręcz narodził się na nowo.

NO_ONE EVER REALLY DIES to naprawdę dobry kawałek muzyki, który nie tylko bawi i zarabia dużo zielonych papierków, ale jest też wyrazem artystycznej pasji muzyków stojących za jego produkcją, nie poddając się żadnym muzycznym, ani tekstowym trendom. Wszystkie jedenaście kompozycji stoją na najwyższym realizacyjnym poziomie i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. To po prostu czuć, że każdy z nich jest dopieszczony i zadbano, by nie zawodził pod względem jego aranżacji oraz wykonania. Nawet goście, a wśród nich takie gwiazdy muzyki jak Rihanna, Kendrick Lamar, Future, M.I.A., a nawet i Ed Sheeran, zdają się w pełni znać swoją rolę jaką mają odegrać na tej płycie, idealnie wpasowując się w kompozycję w których występują, za co należą im się szczerze gratulację. Ważniejsze jest jednak to, co niesie za sobą dobre wykonanie utworów, a mianowicie ich sens. Tematyka albumu obraca się gdzieś współczesnego spojrzenia na rewolucję oraz polityczno-społeczne problemy dotykające wielu mieszkańców naszej globalnej wioski nazwanej Ziemią. Treści naprawdę poważne i godne zaciętej oksfordzkiej debaty, natomiast N.E.R.D. serwuje nam ją pod postacią wycieczki na jakieś tropikalne wyspy. Istna rewolta pod palmami z chłodnym, oczywiście bezalkoholowym, koktajlem w ręku.

Ową słoneczną atmosferę, NO_ONE EVER REALLY DIES zawdzięcza właśnie swojej unikatowej warstwie dźwiękowej. Wszystkie jedenaście melodii są jak te egzotyczne owoce, które co dopiero spadły z drzewa – absolutnie świeżuteńkie i aż pulsują od swojego kwaśno-słodkiego miąższu gotowego do zjedzenia. Najsmaczniejszymi dwoma kompozycjami były dla mnie Don’t Don’t Do It z udziałem Kendricka Lamara oraz Secret Life Of Tigers.

Pierwszy z nich to prawdziwa przyjemność w kosztowaniu. Utwór zaczyna się bardzo spokojnie, choć osobliwie, bo od melodyjki żywcem wziętej z soundtracku typowej filmowej windy, by potem ta sama winda sprawia nam prawdziwy muzyczny rollercoaster. Don’t Don’t Do It jest po prostu świetnym tanecznym utworem, który z każdą kolejną sekundą staje się co raz bardziej zaskakujący i ekscytujący. Szacuneczek! Natomiast co tyczy się Secret Life Of Tigers, to muszę przyznać, że mamy do czynienia z zupełnie innego rodzaju przejażdżką. Kompozycja w stylu „kto nie skacze, ten za…”. Bardzo energetyczny, zabawny oraz prowokujący do kolorowych i radosnych zamieszek utwór. Przyłączam się całym sobą! Na wspomnienie zasługuje też utwór 1000 z udziałem rapera Future oraz Kites z ponownym udziałem Kendricka Lamara oraz M.I.A.

I w ten sposób mamy danie kompletne. NO_ONE EVER REALLY DIES jest świeżą muzyczną sałatką, której pojedyncze składniki nie tylko działają na nasze zmysły, ale i nasze mózgi. Aurze niedosłownego komentarza na temat współczesności towarzyszy świetna muzyka, która idealnie współgra z tym co N.E.R.D. (a dokładniej Pharrell) ma do powodzenia. Jeśli nikt tak naprawdę nie umiera, to życie wieczne według panów Hugo, Haley’a i Williamsa bardzo mi odpowiada.

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena końcowa
8
Poprzedni artykułUtwór Tygodnia 233 (22.01. – 28.01.)
Następny artykułPowstał dokument o Cardi B
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.
n-e-r-d-no_one-ever-really-dies-2017-recenzja-christiana-cieslakaPharrell Williams z pewnością jest postacią, którą spokojnie można umieścić w panteonie najbardziej wpływowych i twórczych amerykańskich muzyków XXI wieku. Nie dość, że znalazł swoją prywatną fontannę młodości, praktycznie nie zmieniając się od dobrych kilkunastu lat, to jeszcze nieustannie produkuje hity numer jeden, które...