Właśnie rozpoczęły się wakacje. To idealny moment do spędzania czasu w towarzystwie naszych najlepszych przyjaciół, pysznego jedzenia i oczywiście świetnej muzyki. Z pomocą w spełnieniu tego ostatniego warunku przybywa kobiece trio MUNA, które wydało właśnie swój trzeci studyjny album zatytułowany MUNA. Gwarantuję, że nie tylko uświetni dobrą zabawę, ale i zostanie z Wami na zdecydowanie dłużej, niż to jedno gorące lato.

Osobiście nie sądziłem, że MUNA tak bardzo przypadnie mi do gustu. Mieszanka popu, rocka oraz elektroniki zahaczającej o hyper pop okazuje się świetnie sprawdzać w przypadku tego konkretnego albumu. Pomimo że nie są to dość typowe lekkie radiowe pioseneczki, tak natychmiastowo zapadają w pamięć i potrafią wzbudzić szereg pozytywnych emocji. MUNA świetnie opanowały sztukę pisania piosenek, których się dobrze słucha i chce się to robić co raz więcej i więcej. Lekkie, acz wyraziste, niby nieszczególne, a jednak bardzo charakterystyczne i wpisujące się w styl ich autorek.
Do tej pory MUNA znałem dość przelotnie. Niemniej trzeba przyznać, że osiągnęły całkiem sporą popularność, choć nie należą do liderek światowych list przebojów. Zresztą nie spodziewałbym się innego rezultatu, gdybym na początku swojej kariery byłbym odpowiedzialny za remiks utworu Katy Perry. Dziewczynom z MUNA udało się nagrać dwa albumy, na których znalazły się takie ich hity jak Number One Fan, Loudspeaker czy I Know A Place. Nie mam wątpliwości, że MUNA przyniesie dziewczynom kolejne przeboje, które z ogromną chęcią będę słuchać podczas kolejnych miesięcy dumy.
MUNA stanowi bardzo solidną kolekcję beztroskich i przystępnych piosenek, które cudownie będą uświetniać wszystkie wspaniałe chwile spędzone w ich rytmie. Próbując odnaleźć inspiracje za nim stojące, wskazałbym na muzykę takich gwiazd jak Carly Rae Jepsen, Robyn, i Charli XCX. Znalazło się też tu miejsce dla niesamowitej twórczości Prince’a, co tylko podkreśla ich wyrazistość, elektroniczne i synth’owe korzenie oraz przywiązanie do tworzenia muzyki przy zwykłej akustycznej gitarze.
Dziewczyny z MUNA nie owijają w bawełnę – dlatego ich słowa nie silą się na poetycką wzniosłość. Teksty są proste, jasne i po prostu dobrze napisane. Nie dość, że MUNA brzmi jak wakacyjne marzenie, to tworzą go też niezwykle przyjemne i ciepłe zdania, przywodzące na myśl ten konkretny czas. Od poznawania swoich uczuć i potrzeb, przez chwile nostalgii i zapomnienia, aż po najdzikszą zabawę do białego rana. Co jeszcze podkreśla wyjątkowość tego albumu to jego wyśmienita produkcja. Każda piosenka brzmi tak jasno i lekko, że można tylko klaskać i gratulować pracy, jaką MUNA włożyły w swoje dzieło.
Tak jak wspomniałem, MUNA to trzy główne nastroje. Po pierwsze beztroska zabawa w blasku letniego księżyca. Do tej grupy zaliczyłbym What I Want, No Idea oraz Solid. Każdy z tych utworów jest niesamowicie energetyczny, przez co świetnie nastrajają do zabawy w ich rytmie. Po drugie odpoczynek i chillera, które zapewniają Kind Of Girl, Handle Me oraz Shooting Star. Moim ulubieńcem w tym zestawie jest Kind Of Girl, zaczynając się bardzo delikatnie i zyskując co raz więcej siły z każdą kolejną nutką. Po trzecie emocje i romantyczność, które reprezentują Silk Chiffon, Runner’s High, Home By Now, Anything But Me i Loose Garment, gdzie to ten pierwszy utwór, z udziałem Phoebe Bridgers, jest najlepszym numerem całego albumu.
MUNA wykonały kawał świetnej muzycznej roboty. Ich trzeci studyjny album zapewne jest jednym z wielu tego typu krążków, jednak jego premiera idealnie wpasowała się w klimat panujący za oknem. MUNA to naprawdę przyjemny kawałek urokliwych melodii i równie uroczych tekstów. Tak brzmi tegoroczne lato, więc niech brzmi tak aż do ostatnich wspomnieć z nim związanych.
- Data premiery: 24 06 2022
- Single: Silk Chiffon, Anything But Me, Kind Of Girl, Home By Now, What I Want
