Na koncie ma przynajmniej kilka znaczących przebojów, jego nazwisko już na stałe jest przylepione do najbardziej ikonicznych muzyków młodego pokolenia w Polsce, a jego największy hit, który za chwilę skończy 13 lat, nadal znajduje się w czołówce jego najchętniej słuchanych utworów w serwisie Spotify. Bohaterem tej recenzji jest nie kto inny jak Mrozu, którego przebieg kariery jest dosyć interesujący. Artysta zadebiutował w 2009 roku szturmem wkraczając na listy przebojów za sprawą Milionów monet. Album o tym samym tytule był zbiorem popowych i dziś już zdecydowanie zakurzonych piosenek, których produkcja brzmi zupełnie niedzisiejszo. W takim stylu utrzymany był następca Vabank, wydany rok później. Dopiero potem zaczęło się dziać coś ciekawszego.
Rollercoaster z 2014 roku wypuścił w świat takie hity jak Jak Nie My To Kto (nagrany z Tomsonem), Nic Do Stracenia (z chórem Sound n’ Grace) czy 1000 Metrów Nad Ziemią, które na dobrą sprawę mają już dobrych kilka lat, a mimo wszystko brzmią nadal całkiem świeżo. Ten właśnie album postrzegam jako mały przełom w karierze Mroza. To tam echo retro stylistyki wybrzmiało wśród bardzo prostych popowych dźwięków, nadając im lepszego smaku i sprawiając, że są jakieś. Muzyk blisko zaprzyjaźnił się z takim stylem, robiąc rzeczy coraz lepsze i lepsze. Efektem tej przyjaźni z brzmieniem minionych dekad są Zew (2017) i Aura (2019). Nie opuszcza go i na swoim najnowszym wydawnictwie, które zatytułowane jest Złote Bloki.
Pierwszą zapowiedzią nowego Mroza i zarazem utworem otwierającym album jest bardzo chwytliwe i przypominające o poprzednich dokonaniach wokalisty Złoto. Ten taneczny numer trudno czymś przyćmić i wypada chyba najlepiej spośród trzech singli, które zwiastowały płytę. Palę W Oknie zdawałoby się być balladą, jednak szybko okazuje się, że to energiczna pozycja łącząca rockowe brzmienie z elektroniką. Galácticos to z kolei chyba najbardziej radio-friendly kompozycja na Złotych Blokach – nieprzekombinowana, chwytliwa, ale mało w niej charakteru, którego w innych utworach Mroza nie brakuje.
Single te są i jednocześnie nie są reprezentatywne dla reszty. Są, bo zapowiadają, że Mrozu z inspiracji latami 60. nie rezygnuje, ale jednocześnie nie są, bo cały album jest mimo wszystko znacznie lepszy niż te trzy pozycje. Jedną z moich ulubionych jest Betonowy Las, mający w sobie pewną nutę niepokoju i mroku w refrenie. Świetnie wypada Poligon, który ma bardzo miejski vibe, świetną warstwę liryczną, a donGURALesko, który dograł do tego utworu swoją zwrotkę wypadł równie dobrze, co bawiący się niskim głosem Mrozu.
W porównaniu z dwoma ostatnimi albumami Mroza, tym razem znacznie chętniej idzie w kolaboracje. Poza donGURALeskiem usłyszymy też Jareckiego w wkręcających Nogach Na Stół, które inspirują się subtelnie funkowymi brzmieniami. Dwójka artystów fantastycznie się ze sobą połączyła i wypadli obok siebie bardzo naturalnie. Jest też Za Daleko – efekt współpracy Mroza z Vito Bambino, będący lekką i prostą piosenką, idealną na ciepłe dni i mającą wielki singlowy potencjał. Z solowych popisów Mroza uwielbiam dęte, saksofonowe partie w chłodnej Zimie. Fantastycznie wypada też troszkę awangardowa, energiczna, rock’n’rollowa Kalifornia. Warto jednak zwrócić uwagę na balladową stronę tej płyty, do której należą wyjątkowe 4 Dni, brzmiące jak wyrwane z innej epoki i genialne, chillujące Bez Świadków, nagrane u boku Rasa.
Nowy album Mroza to w mojej opinii kontynuacja tego, co już usłyszeliśmy. Z jednej strony można by było oczekiwać więcej zaskoczeń, ale z drugiej – po co? Droga, którą obrał parę lat temu jest zaskakująco dobra i być może warto się jej trzymać.
- Data premiery: 01 04 2022
- Single: Złoto, Galacticos, Palę W Oknie
