Duńska piosenkarka MØ zasłynęła przede wszystkim po współpracy z producentami takimi jak Major Lazer i DJ Snake. Można było ją usłyszeć między innymi w radiowym hicie Lean On. Od razu udowodniła, że świetnie sprawdza się w gatunkach typu electro-pop czy dance-pop. O tym przekonuje też w swoim nowym albumie Forever Neverland.Wokalistkę kojarzę na pewno z ogromem pozytywnej energii. Tak jest i tutaj. Może teksty nie zawsze są tak optymistyczne, ale sama muzyka sprawia, że chce się tańczyć. Przynajmniej w większości przypadków, więc od nich zacznę.
Z krótkiego Intra od razu przechodzimy do tanecznego Way Down. Jedno muszę przyznać, po pierwszym przesłuchaniu piosenka długo nie mogła mnie opuścić. Ale nie narzekałam. Podobnie było w przypadku I Want You, które swoim rytmem zachęcało mnie do tańca nawet na środku ulicy. I to właśnie moim zdaniem największy plus tej płyty. Jest przyjemna i można się przy niej bawić. Tego też się po niej spodziewałam. Głos MØ bardzo pasuje do takich popowych brzmień, więc pod tym względem nie rozczarowała.Jednak znajdzie się przy tym jedno „ale”. Większość kawałków cechuje dość podobny klimat, więc po przesłuchaniu ich wszystkich można mieć problem z odróżnieniem, który to który. Ja potrzebowałam kilku godzin, żeby faktycznie skupić się na konkretnych utworach. Może z jednej strony to zaleta, bo płyta wydaje się dzięki temu spójna. Ale jednak pewnie wielu słuchaczy szybko się znudzi.
A szkoda, bo jest kilka piosenek wartej większej uwagi. Mój faworyt to zdecydowanie Red Wine nagrany z Empress Of. To na pewno duża dawka energii. Osobiście bardzo lubię MØ w wersji, gdy niczym się nie przejmuje. I jest tak właśnie w tym utworze, co widać zarówno po tekście, jak i samej muzyce. No i właśnie à popos tekstów: o czym właściwie jest album?Tu chyba większego zaskoczenia nie będzie, bo przede wszystkim o miłości. Ale są fragmenty, na których lepiej się skupić. I teraz polecam przyjrzeć się piosence Nostalgia. I chociaż nie brzmi specjalnie nostalgicznie, to właśnie słowa takie są. Jak mówi wokalistka, w momencie, kiedy usłyszała melodię, zaczęła po prostu opowiadać historię. Skupiła się na przeżyciach z przeszłości i, moim zdaniem, wyszło jej to świetnie. Plus całkiem oryginalnie (przynajmniej przy zwrotkach).
Miłą odmianą są też utwory, które nie mają na celu zaciągnięcia nas na parkiet. Najlepszym przykładem będzie tu Trying To Be Good. Na pewno mamy tu więcej emocji, a sama wokalistka przyznaje, że ma dość. Czego? Wystarczy spojrzeć na tytuł. I tak jak normalnie jestem fanką tanecznych rytmów, to jednak doceniam, że piosenkarka postanowiła się od nich na chwilę oderwać.Zrezygnować powinna też z efektu podwójnego głosu w niektórych utworach. Beautiful Wreck brzmiałby zdecydowanie lepiej, gdyby nie dodano takich udziwnień w refrenie. Przede wszystkim dlatego, że barwa MØ jest bardzo przyjemna, a takie zabiegi działają na jej niekorzyść.
Moim zdaniem lepiej skupić się po prostu na dobrym zgraniu wokalu z podkładem. Bo zdecydowanie mogę powiedzieć, że piosenkarka ma świetne warunki, by błyszczeć na listach przebojów. Co zresztą udowodniła przy Lean On i Cold Water, które szybko stały się hitami. I tu powstaje pytanie, czy jej solowe piosenki też usłyszymy w radiach? Szczerze myślę, że MØ na to zasługuje.
Duńska piosenkarka MØ zasłynęła przede wszystkim po współpracy z producentami takimi jak Major Lazer i DJ Snake. Można było ją usłyszeć między innymi w radiowym hicie Lean On. Od razu udowodniła, że świetnie sprawdza się w gatunkach typu electro-pop czy dance-pop. O tym przekonuje...MØ - Forever Neverland (2018), recenzja Dominiki Możdżeń