Mika Urbaniak od wielu lat tworzy muzykę, ale wciąż jest znana i przedstawiania jako „córka Michała Urbaniaka i Urszuli Dudziak”. Wydaje mi się jednak, że nieszczególnie jej to przeszkadza, bo mając takich rodziców, można ich wielokrotnie przywoływać, i zawsze z dumą.
Tym razem jednak Mika zabrała się za projekt bez ich bezpośredniej pomocy, co nie znaczy, że zupełnie sama. Za namową legendarnego Quincy Jones’a, wraz ze swoim partnerem, Brytyjczykiem Victorem Daviesem, stworzyła płytę z coverami, zatytułowaną „Art Pop”.
Płyta składa się z nowych wersji ogromnych przebojów, m. in. „Sweet Child O’ Mine”, „Umbrella”, „Use Somebody” „Warszawski Sen”, zaprezentowanych w nowych aranżacjach. Choć utwory zostały zaczerpnięte z całkowicie różnych gatunków, czasów i od różnych artystów, pod względem brzmienia album tworzy spójną całość i proponuje nowe, ciekawe spojrzenie na wałkowane przez lata hity.
Mika podeszła do albumu z amerykańskim luzem, którym przesiąkła przez 20 lat mieszkania w Nowym Jorku. Ten luz można usłyszeć w jej wokalu, ale również zobaczyć w teledysku do piosenki „Pop Life”, w którym występuje razem z Victorem.
Na uwagę zasługuje także okładka płyty, która została stworzona przy użyciu obrazów Victora. Co ciekawe, Victor maluje od niedawna, a już zainteresowały się nim polskie i amerykańskie muzea. Na tę chwilę obrazów powstało około dwadzieścia, wszystkie w podobnym nurcie. Niebawem będzie je można zobaczyć w oryginale na wystawie w Warszawie.
Z Miką i Victorem porozmawiałam po premierze ich wspólnej płyty „Art Pop”.
Marta Umiejewska: Pytanie, które się nazywa przy płycie z coverami, to dobór piosenek.
Victor Davies: Faktycznie wiele osób o to pyta, a my się nad tym wcale tak mocno nie zastanawialiśmy. Ta płyta powstała bez presji, czuliśmy zupełny luz przy jej tworzeniu, dobrze się bawiliśmy.
Mika Urbaniak: To był bardzo naturalny proces. Wybraliśmy po prostu te utwory, które nam się podobają, są dla ludzi ważne i mogłyby zyskać drugie życie. To nie była trudna decyzja. Niektóre piosenki są bliższe moim gustom, inne to wpływ Victora. Chcieliśmy uwzględnić różne gatunki muzyczne, ale kierowaliśmy się dobrymi tekstami i kompozycjami.
Victor Davies: Niektóre z tych piosenek są tak odległe muzyce, którą normalnie tworzymy, że wybraliśmy je specjalnie po to, żeby sprawdzić, czy będziemy w stanie nadać im nasz charakter. Tak było chociażby z piosenką „Sweet Child O’ Mine”, która sama w sobie jest tak daleka od naszego stylu, że w innych okolicznościach nie mielibyśmy szansy nawet się do niej zbliżyć. To było najciekawsze, a zarazem najtrudniejsze w pracy nad tą płytą – wziąć piosenkę, którą wszyscy znają i wykonać ją tak, żeby brzmiała inaczej, świeżo. Czerpać z różnych gatunków, ale osiągnąć spójność w brzmieniu.
MU: Czy to oznacza, że na co dzień słuchacie bardzo różnej muzyki?
Mika: Tak, przy czym Victor ma pod tym względem o wiele szersze horyzonty niż ja. Pokazał mu wielu artystów, o istnieniu których nie miałam pojęcia.
MU: A Ty musiałaś przedstawić mu twórczość Niemena czy już wcześniej ją znał?
Victor: Słyszałem piosenkę „Sen o Warszawie” zanim zaczęliśmy pracę nad albumem, ale oczywiście nie znam tego repertuaru tak dobrze jak Mika.
Mika: Ja sama usłyszałam ten utwór po raz pierwszy będąc w Polsce, w wieku dwudziestu paru lat. Wcześniej nie miałam zbyt dużo kontaktu z polską muzyką, więc nie wiążę z nim wspomnień, ale wiem, jak ważny jest dla wielu Polaków.
MU: Skoro ta piosenka nie jest dla was osobiście ważna, to dlaczego zdecydowaliście się zamieścić jej cover na płycie?
Mika: To był hołd dla Czesława Niemena. Oboje uwielbiamy tego artystę. Niemen to ulubiony polski muzyk Victora. Pomyśleliśmy, że ciekawie będzie zmienić punkt widzenia ludzi, którzy są przyzwyczajeni do oryginalnej wersji. Kiedy artysta wykonuje na nowo czyjąś piosenkę, to pokazuje szacunek i uwielbienie dla jej autora. Chcieliśmy, żeby ten album trafił do sprzedaży również poza granicami Polski, stąd „Sen o Warszawie” śpiewamy częściowo po angielsku. Na początku mieliśmy wątpliwości, czy umieścić ten utwór na płycie, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy zanurzeni w polskim kontekście. Z tego powodu pytaliśmy innych ludzi o zdanie.
Victor: Mój punkt widzenia jest odmienny. Uważam, że artyści tworzą piosenki po to, żeby wszyscy ich słuchali i wykonywali je na nowo. To ludzie dodają im patosu, nazywają hymnem czy uważają za świętość. Artyści nie postrzegają muzyki w ten sposób – chcą się nią dzielić, chcą, żeby była dobrem wspólnym. Polacy zapewne nie mają takich skojarzeń, ale kiedy ja słucham Czesława Niemena, to słyszę Motown, Stax, czarną muzykę amerykańską. Bardzo wyraźnie słychać jej wpływ, on tak po prostu śpiewa. Podobnie gdy ludzie słuchają Rolling Stonesów, to nie wiedzą, że słuchają tak naprawdę bluesa. Kiedy widzą Lady Gagę, to wydaje im się, że pojawiło się nowe zjawisko w muzyce, a przecież to kopia Madonny, która z kolei jest nową wersją Cyndii Lauper. Muzyka to nieustanna wymiana, dzielenie się pomysłami, ale ludzie tego nie dostrzegają, zapominają wpływ starszego pokolenia. Moim zdaniem to bardzo ważne, żeby sięgać po te nietykalne piosenki i na nowo je interpretować. Ostatecznie to tylko muzyka.
MU: Dostrzegacie znaczny wpływ tożsamości narodowej na stosunek do muzyki?
Victor: Cóż, większość współczesnej muzyki pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Od bluesa, przez rock’n’roll, po jazz. Od Chucka Berry’ego po Beatlesów i Stonesów, którzy go swoją drogą uwielbiali i kopiowali. Potem ta muzyka dotarła do innych części świata, w tym Europy. Ale źródło każdego rodzaju muzyki popularnej bije w Stanach Zjednoczonych. Ludzie wychowani w Ameryce inaczej postrzegają muzykę, bo są od dziecka zakorzenieni w jej historii. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii. Więc tak, uważam, że ludzie, którzy żyją w tych krajach i znają historię popu, inaczej słuchają muzyki, dostrzegają więcej wpływów i zależności. Bardzo wielu artystów ma swoich idoli, których próbuje kopiować, ale im to nie wychodzi. W rezultacie tworzą coś swojego, co słuchaczom wydaje się świeże.
MU: Czyli twierdzisz, że w muzyce nie może powstać nic całkowicie nowego?
Victor: Powiem tak – wystarczy, że zagrasz trzy akordy i już grasz bluesa. Elektronika i technologia to zmienia, ale naprawdę trudno wywołać rewolucję w muzyce.
MU: Młodzi artyści, chociażby Billie Eilish, mówią, że chcą pisać taką muzykę, jakiej jeszcze nikt nie słyszał.
Victor: Być może Billie tak mówi, bo jest bardzo młoda i nie wie, co zostało już stworzone. Wydaje jej się, że sama to wymyśliła, a nie patrzy na to, skąd jej muzyka czerpie.
Mika: Moim zdaniem to, o czym ona mówi, nie jest możliwe do osiągnięcia. Wszystko, co śpiewa, istniało już w muzyce. Różni się oczywiście barwą głosu, nowymi melodiami czy połączeniami, konkretnym brzmieniem, ale ostatecznie jest to kolejny album popowy. Choć to prawda, że artyści, którzy zyskują taką popularność i osiągają taki sukces, jak ona, grają zazwyczaj nieco inny rodzaj popu. Moim zdaniem jedyna nowość w jej muzyce to konkretne elektroniczne brzmienia. Wydaje mi się, że jeśli coś mogłoby wprowadzić zmiany w muzyce, to właśnie technologia. Ale ta sama muzyka odarta z dodatków elektronicznych będzie powtórką tego, co istnieje od lat. Z muzyką jest trochę jak z gotowaniem. Możesz uatrakcyjnić danie, ale korzystając z istniejącego już od dawna przepisu. Możesz też stworzyć jakieś danie od zera, ale będziesz korzystać z tych samych składników, co wszyscy inni kucharze.
Victor: To prawda. Kiedyś słyszałem historię tego, jak powstała pizza. Podobno kiedy pasterze chodzili na cały dzień do kóz, to brali ze sobą kanapkę z serem i pomidorem. Te kanapki się rozpadały i szybko psuły, więc musieli znaleźć jakiś lepszy sposób – i tak powstała pizza: spód, sos pomidorowy i ser, czyli nowe danie, będące kopią poprzedniego.
Mika: To wszystko prawda, ale jednak istnieje w muzyce coś niewytłumaczalnego. Możemy rozkładać ją na czynniki pierwsze, ale nie znajdziemy tej niewidzialnej energii, która gdzieś się kryje i porusza ludzi; decyduje o tym, że jedne piosenki odnoszą sukces, a inne nie. Być może jest to jeden dodatkowy element, tzw. X factor, a może ten efekt wynika z odpowiedniej kombinacji wszystkich elementów. Z jakiegoś powodu niektórzy artyści potrafią poruszyć cały stadion, nawet jak się pomylą, a inni nie. Moim zdaniem najbardziej oryginalne, co można zrobić w muzyce, to być sobą i nie starać się na siłę. 10 lat temu jeszcze tego nie wiedziałam i wydawało mi się, że nie mogę wydać płyty z coverami, bo nie zaprezentuję w niej siebie. Teraz rozumiem, że wszystko jest między sobą połączone i dojrzałam do tego, żeby móc wyrazić siebie w utworach stworzonych przez kogoś innego.
MU: Czy w takim razie planujecie wydać więcej płyt z coverami?
Victor: Chciałbym nagrywać taki album co roku, bo to super projekt. W pracy nad nim czuliśmy luz i świetnie się bawiliśmy.
Mika: Zdecydowanie! Bardzo lubię pop, śpiewam dużo komercyjnej muzyki, więc chętnie zamieściłabym takie nagrania na płycie. Uwielbiam nowych artystów, np. Beyoncé, bo nieważne co ona robi, zawsze wydaje się takie świeże.
MU: Jak powiedziałaś „nowych”, to myślałam, że masz na myśli raczej Shawna Mendesa czy Eda Sheerana…
Mika: Nie, nie znoszę Eda Sheerana. Uważam, że jest bardzo przereklamowany. Są miliony osób z większym talentem niż on. Nie mam pojęcia, jak udało mu się zajść tak daleko. Jego głos, teksty, gra na gitarze – wszystko jest bardzo przeciętne. Niestety istnieje bardzo wielu takich artystów, którzy po prostu zostali przez kogoś wybrani na super gwiazdy.
MU: Mika, a jak Twoi rodzice oceniają waszą pracę?
Mika: Mojej mamie bardzo się podoba to, co tworzymy. Mój ojciec jest nieco bardziej wymagający, a poza tym jest bardzo przywiązany do swojego gatunku muzyki. Nie oznacza to, że nie potrafi docenić stylu innych, ale podstawą pozostaje dla niego jazz. Bardzo cieszy się z tego, że jestem muzykalna, ale czasami też mnie krytykuje albo daje mi rady.
Victor: Relacje rodzinne wyglądają nieco inaczej wśród muzyków. Jeśli wykonujesz ten zawód, to znaczy, że musisz być choć trochę szalony. Częściej też zmieniasz zdanie. Niewykluczone, że Mika za tydzień powie, że kocha Eda Sheerana, bo to, co czujemy, zmienia się z każdą chwilą. Tata Miki przyzwyczaił się do myśli, że jego córka jest raperką i oczekuje, że ten rap się zawsze pojawi. Nie zawiedzie się, bo na następnej solowej płycie Mika będzie rapować. Mnie też to bardzo cieszy, bo uważam, że jest jedną z najlepszych raperek na świecie.
MU: Mika, już widzę, kto jest Twoim największym fanem.
Mika: Tak, to prawda. W takim razie ja też go pochwalę – Victor stworzył obrazy na okładkę naszego albumu „Art Pop”, a na początku lipca zaprezentuje je w Galerii Napiórkowskiej na Starym Rynku. Wystawa potrwa dwa tygodnie. Mimo że Victor jest niewierzący, to wiele obrazów dotyka tematyki religijnej, a konkretne sceny podsuwa mu wyobraźnia w czasie marzeń sennych. Na jesień zostanie zorganizowana aukcja, także zapraszamy wszystkich serdecznie!


