Michelle Treacy – High Heels in the Moshpit, 2021 (recenzja)

Inne recenzje

Gdy artysta osiąga sukces I podpisuje kontrakt płytowy z wielką wytwórnią, czuje jakby właśnie zaczynała się jego/jej wielka przygoda i oczekuje, że czekają go już tylko sukcesy. Niestety, zazwyczaj kontrakty płytowe w takimi wytwórniami idą z brakiem własnego wkładu artystycznego w materiał, który tworzysz i niestety, często kończą się szybciej niż artysta by się spodziewał.

O Michelle Treacy zrobiło się głośno, gdy Lady Gaga zaprosiła ją na scenę podczas jednego z koncertów ArtRave Tour w Montrealu, gdzie razem przy pianinie wykonały utwór Born This Way.

Niedługo potem Michelle podpisała kontrakt płytowy z Sony Music i wydała kilka promocyjnych singli, które miały zapewnić jej rozgłos i pozycję w showbiznesie. Jej debiutanckim utworem był Armageddon, który odniósł spory sukces w Kanadzie i dotarł do słuchaczy na całym świecie.

Potem Michelle nagrała kilka singli i Epkę, ale niestety szybko o niej ucichło. Kontrakt z Sony został zakończony i Michelle musiała dalej radzić sobie jako artystka indie. Możemy sobie tylko wyobrazić jak musiała czuć się ta młoda dziewczyna wchodząca w ten świat z wielkimi ambicjami i nielada głosem.

Fani musieli uzbroić się w cierpliwość, ale w końcu doczekaliśmy się nowej EPki, która została zatytułowana High Heels in the Moshpit (ang. W wysokich obcasach pod sceną). W skład wydawnictwa wchodzi 5 dosyć krótkich utworów, albowiem żaden nie przekracza 3 minut. Chociaż sama artystka opisuje EPkę jako połączenie Tame Impala z Austinem Powersem, ja czuję ispirację Iconą Pop, nową Miley Cyrus i Keshą. Wszystko jest dosyć spójne i utrzymane w stylistyce punku i nowej fali. Co, którzy oczekiwali kolejnego popowego przeboju od Michelle, niestety raczej tutaj go nie znajdą, co cieszy, ponieważ wygląda na to, ze artsytka rzeczywiście nagrała coś, na co miała ochotę, a nie co by sie spodobało radiostacjom.

Epkę otwiera utwór Anything Goes i nie jest to ten jazzowy klasyk. Zaczyna się trochę jak z westernu, lecz z momentem, gdy Michelle zaczyna śpiewać, wiemy, że bliżej kawałkowi do rocka, niż country. Całkiem dobry wybór jak na piosenkę otwieracjącą wydawnictwo, bo dobrze wprowadza w jego stylistykę .

Precious is the Time zaczyna się czymś, co przywodzi na myśl okrzyki cheerleaderek. Jest to jeden z mocniejszych utworów na EPce. Słuchając można wyobrazić sobie potencjalny teledysk z cheerleaderkami demolującymi szkołę lub centrum handlowe, a może to tylko moja wyobraźnia. Refren wpada w ucho.

It Feels so Good to be Back otwiera kolejny ciekawy dźwięk. Moim skojarzeniem była muzyka z gier komputerowych wczesnym lat 2000 pokroju Jazz the Rabbit. Jednak szybko zmienia się to w iście punkowy utwór, którego spokojnie mogliby użyć producenci amerykańskich filmów familijnych z późnych lat 1990. Nie wiem czemu, ale wyobrażam sobie małe bliźniaczki Olsen robiące coś złego swojej macosze w „Czy To Ty, Czy To Ja”.

Hustler Baby byłoby fajnie usłyszeć na żywo podczas jakiegoś letniego festiwalu pokroju Orange Warsaw Festival, czy Coachella. Świetnie wpisuje się pomiędzy pozostałymi utworami, chociaż się od nich trochę różni, głównie wstawkami pseudo-raperskimi. Poproszę o remix z Iggy Azaleą, lub Karą Craig!

Love Every Minute doskonale zamyka całość. Można na nim usłyszeć najlepiej skalę i umiejętność modulacji głosu Michelle.

Cała EPka jest czymś, czego nikt się nie spodziewał, ale wyszło bardzo dobrze. Jedynym minusem jest chyba to, że piosenki są krótkie. Po przesłuchaniu ma się pewien niedosyt, jakby mogłaby się znaleźć jeszcze jakaś ballada rockowa, albo conajmniej 2 kolejne utwory. Pomijając to, to całkiem solidne i spójne wydawnictwo, które ukazuje Michelle w dobrym świetle i obiecuje sobą, że moze być już tylko lepiej. Z niecierpliwością czekam na kolejne wydawnictwo od artystki i mam nadzieję, że będzie troche dłuższe.

EPka High Heels in the Moshpit dostępna jest na każdym portalu streamingowym!

Michelle Treacy - High Heels in the Moshpit
  • Data premiery: 10 09 2021
  • Single:
Najlepsze utwory: It Feels so Good To Be Back, Hustler Baby, Precious is the Time
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Gdy artysta osiąga sukces I podpisuje kontrakt płytowy z wielką wytwórnią, czuje jakby właśnie zaczynała się jego/jej wielka przygoda i oczekuje, że czekają go już tylko sukcesy. Niestety, zazwyczaj kontrakty płytowe w takimi wytwórniami idą z brakiem własnego wkładu artystycznego w materiał, który tworzysz...Michelle Treacy - High Heels in the Moshpit, 2021 (recenzja)