Michael Bublé – ❤ (2018), recenzja Piotra Krajewskiego

Artysta nazywany współczesnym Frankiem Sinatrą powrócił. Ostatnie lata były dla Michaela Bublé niezwykle trudnym i wymagającym momentem. Kanadyjczyk świadomie zrezygnował z kariery muzycznej, aby w pełni poświęcić się opiece nad chorym dzieckiem. Jak sam później przyznał, był to najgorsze chwile jego życia. Szczęśliwie synek dochodzi powoli do zdrowia. Uwielbiany za swoje klimatyczne i pełne romantyzmu piosenki wokalista postanowił powrócić z dziesiątą płytę . Da się w niej zakochać? Sprawdźmy.

Michael Bublé to sprawdzona i solidna firma. Jego oryginalny wokal oraz czarujące melodie zachwycają miliony słuchaczy już od wielu lat. Przy jego muzyce można zarówno potupać nóżką, wzruszyć się jak nigdy wcześniej, a nawet poczuć magiczny świąteczny klimat, którego tak mocno pragniemy każdego roku. O takiej dyskografii marzy niejeden muzyk.

Życie pisze jednak bardzo różne scenariusze. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, z czym będziemy musieli się zmierzyć. Kanadyjczyk coś o tym wie. Pod koniec 2016 roku Bublé wydał płytę Nobody But Me i chciał godnie zaprezentować ją światu. Niedługo później u jego kilkuletniego synka Noah zdiagnozowano raka wątroby. Dotychczasowe życie artysty wywróciło się do góry nogami. Natychmiast porzucił muzykę i poświęcił cały swój czas dla chorego dziecka.

Dziś Michael Bublé może powiedzieć, że najgorsze najprawdopodobniej już za nim i jego rodziną. Noah ma obecnie 5 lat, a nowotwór jest w remisji. Pytany o ten trudny czas piosenkarz mówił niejednokrotnie, że przeżył piekło i nikomu nie życzy, by doświadczył czegoś tak strasznego.

Artyści mają to do siebie, że często decydują się przekształcić najgorsze momenty swojego życia w twórcze i indywidualne dzieło. Tak też zrobił Michael. Mimo wielu ciężkich miesięcy, postanowił wejść do studia nagraniowego i zrobić to, co najlepiej potrafi, czyli muzykę. Wyszło coś niezwykle przyjemnego dla ucha.

Love to zbiór trzynastu pięknych i naprawdę świetnie zrobionych piosenek o miłości. Zarówno coverów legendarnych już klasyków (które śpiewali m.in. Frank Sinatra, Ella Fitzgerald, Nat King Cole, Elvis Presley) , jak i trzech oryginalnych kompozycji. Bublé nie zdecydował się jednak wprost nawiązać na albumie do trudnej rodzinnej sytuacji oraz choroby dziecka. W zamian za to przygotował zestaw klimatycznych melodii, które mają po prostu nieść nadzieję, radość i optymizm. Mają sprawiać przyjemność, podtrzymywać na duchu, dawać uśmiech. Nie pora tu na smutek. Jak sam przyznał, potraktował tę płytę jako formę terapii.

Melodie kuszą starodawną nutą, romantycznym, ale różnorodnym klimatem, wspaniałym żywym instrumentarium i urokliwym wokalem Kanadyjczyka, który tak łatwo potrafi przenieść człowieka w zupełnie inny świat. Kuszące, jazzowe I Only Have Eyes for You, bardzo w klimacie muzyki z Jamesa Bonda My Funny Valentine, nowa wersja niezapomnianego przeboju Édith Piaf La Vie en rose, szalenie swingowe Such a Night, czarujące When I Fall In Love czy niesamowicie urokliwe Unforgettable. Bublé pięknie przypomniał, ile pięknych i romantycznych klasyków posiada świat muzyki. To ten typ płyty, która wręcz niepostrzeżenie wprowadza nas w świąteczny nastrój.

Warto zatrzymać się też przy oryginalnych kompozycjach. Artysta chciał dodać nimi nieco więcej siebie na krążku Stworzone wspólnie z popularnym dziś Charliem Puthem Love You Anymore to interesująca mieszanka klasyki z nieco bardziej nowoczesną produkcją. Na dużo więcej uwagi zasługuje jednak Forever Now, bez wątpienia najbardziej osobista piosenka na nowym wydawnictwie. Pełna emocji piano ballada, którą Michael napisał dla swoich dzieci, opowiada o sile bezwarunkowej miłości. Pięknie prosta.

to dzieło idealne na zimowe wieczory. Ciepłe, otulające, relaksujące, bardzo retro. Słuchając takiego albumu wręcz marzysz, aby siedzieć pod kocem z herbatą i obserwować jak za oknem sypie śnieg. Z pomocą swojego aksamitnego wokalu Michael Bublé po raz kolejny pokazał nam piękno tradycyjnego popu. W nieco ponad 40 minut przedstawił nam swoją wizję miłości. Pełną emocji, smaku, magii i nadziei. Jest czego słuchać!

oceny

autor recenzji

Piotr Krajewski
Piotr Krajewski
Dziennikarz muzyczny z Warszawy. All About Music & Radio ZET.Kontakt: [email protected] / [email protected]

Sprawdź nasze inne

Recenzje