MENU

    „Ta dziewczyna to wulkan energii, którego nie da się ugasić”, czyli o koncercie Mery Spolsky we Wrocławiu. Relacja Dariusza Kozery

    Bigotka Tour zawitała w miniony wtorek do Wrocławia. Ciężko jest opisać słowami co tam się działo…

    Zanim na scenę Starego Klasztoru weszła gwiazda wieczoru w roli supportu pojawił się duet Rat Kru. Była to moja pierwsza styczność z nimi i muszę przyznać, że udało im się rozgrzać publikę, pomimo iż w mój gust nie bardzo trafili. Po nich na scenie pojawiła się Mery Spolsky, która od razu jasno dała do zrozumienia, że ten koncert będzie jednym wielkim szaleństwem.

    Ciężko mi jest opisać podczas którego utworu publika bawiła się najlepiej. Szalone tańce, śpiewanie oraz klaskanie miało miejsce podczas każdej kompozycji. Jedynym wyjątkiem był moment, w którym Mery zaśpiewała utwór Szafa Meryspolsky. Wtedy zamiast szaleństwa wszyscy wyciszyli się, chwycili za swoje telefony i odpalili latarki, które sprawiły, że był to naprawdę wyjątkowy moment. Sama wokalistka mocno wzruszyła się podczas tej kompozycji i serdecznie dziękowała za światełka , które stworzyły odpowiedni nastrój.

    Gdybym miał opisać Mery jednym zdaniem, powiedziałbym tak: Ta dziewczyna to wulkan energii, którego nie da się ugasić. To co działo się z samą wokalistką podczas kompozycji Bigotka, FAK czy Mazowiecka Kiecka jest po prostu nie do opisania. Podobnie z resztą jeżeli chodzi o zebraną widownię. Byłem już na niejednym koncercie, jednak nigdy nie widziałem tak dobrze bawiącego się tłumu.

    Na koncercie widać było również, że Mery naprawdę uwielbia swoich fanów, za to że są, że śpiewają nie te rymy w Bigotce, że przynoszą kartki z napisem FAK i po prostu świetnie się bawią. Artystka oczywiście wyszła po całym wydarzeniu do wszystkich tych, którzy chcieli zamienić z nią kilka słów, czy też zrobić zdjęcie bądź zdobyć autograf. Kolejka była ogromna i ciągnęła się godzinami, jednak zarówno fani jak i gwiazda wieczoru nie byli z tego powodu znużeni. Wokalistka wciąż była pełna energii i widać było, że naprawdę cieszy się z tego co robi i w jakim miejscu się znajduje. Patrzenie na tak szczęśliwego artystę to piękne doświadczenie.

    Mery Spolsky miałem okazję widzieć już dwa razy. Oba koncerty były jednak bardzo kameralne w porównaniu z tym wtorkowym. Trzeba przyznać, że wokalistka z miesiąca na miesiąc zdobywa coraz większą rzeszę fanów, który tłumnie przybyli na koncert, wyprzedali sale i bawili się rewelacyjnie. Oczywiście artystka nie pozostała obojętna na całą sytuację. Energia fanów z pewnością dodawała jej siły co sprawiło, że ten koncert był zdecydowanie najlepszym koncertem polskiego artysty na którym kiedykolwiek byłem. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji uczestniczyć w jej koncercie, to musicie to jak najszybciej zmienić.

    Dariusz
    Dariusz
    Miłośnik szeroko pojętej muzyki, bez której życie nie ma dla niego sensu. Swoją przygodę z muzyką zaczynał od zagranicznego popu, a z czasem poszerzał horyzonty. Na ten moment żaden gatunek muzyczny nie jest mu obcy. Od kilku lat mocno związany z K-popem.

    Ostatnio opublikowane