Na najnowsze wydawnictwo od Meghan Trainor fani musieli czekać naprawdę długo. Z początku premiera płyty planowana była na 2018 rok, jednak ostatecznie płyta ukazał się ona w miniony piątek. Po niecałych czterech latach od wydania drugiego studyjnego albumu wokalistce udało się w końcu zebrać materiał, z którego zarówno ona jak i wytwórnia jest w pełni zadowolona i zaprezentować go światu. Czy składające się na Treat Myself kompozycje, to faktycznie wyżyny zdolność Meghan? Czy album ten jest w stanie sprawić, że Trainor ponownie znajdzie się na ustach wszystkich i podbije listy przebojów? O tym w dalszej części recenzji.

Gdy Meghan przygotowywała się do wydania pierwotnej wersji Treat Myself byłem dość mocno rozczarowany. Prezentowane przez nią utworu były bez wyrazu, a EPka opublikowana jako wynagrodzenie za opóźnienie była po prostu słaba. Przyznam szczerze, że obawiałem się wtedy, że artystka straciła to coś i będzie już tylko gorzej. Utwór Wave obudził we mnie jednak nadzieję na lepsze jutro. Ta kompozycja była powiewem świeżości, błyskawicznie wpadła mi w ucho i często leciała u mnie na zapętleniu. Szkoda tylko, że jest to jedyny utrzymany w takim klimacie utwór na nowym wydawnictwie wokalistki.
Pamiątką po wyrzuconym do kosza materiale jest kompozycja No Excuses. Swoją premierę miała ona jeszcze w marcu 2018 roku. Piosenka przyjemna, wpadająca w ucho, jednak nie robiąca większego wrażenia na słuchaczu. Bardziej skłaniałbym się ku określeniu jej jako tzw przerywnik na albumie niż moment, który można wielokrotnie odtwarzać. Zanim jeszcze pojawił się singiel Wave Meghan udostępniła kawałek Genetics. To również był sygnał, że może jednak wokalistka wróciła na dobre tory. Wtedy wiedziałem jednak, że piosence czegoś brakowało. Gdy jednak usłyszałem ją w wersji albumowej, czyli z zespołem Pussycat Dolls (a raczej Nicole Scherzinger), to od razu pomyślałem: hit! Ten kawałek to idealny materiał na radiowy przebój, który mógłby pomóc zarówno Trainor, jak i wspomnianemu zespołowi, który szykuje się do wielkiego powrotu. Obawiam się jednak, że o teledysku oraz wersji, gdzie słyszymy pozostałe dziewczyny z girlsbandu, pozostaje mi tylko pomarzyć.
Wśród kolejnych zapowiedzi albumu znalazły się Blink oraz Evil Twin. Jeżeli mam wybierać między nimi, to zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu ten drugi. Pierwszy ze wspomnianych utworów jest po prostu w porządku. Nic w nim wyjątkowego ale też nie można go nazwać złym. Przed premierą albumu usłyszeliśmy również Workin’ On It. Tym utworem byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, ponieważ bardzo szybko skradł on moje serce. Kompozycja jest bardzo prosta, zarówno pod względem produkcji jak i tekstu, jednak ma w sobie to coś. W tym utworze czuć, że Meghan śpiewa od serca, czego brakuje wielu innym kompozycjom.
Szczerze nie rozumiem co kierowało artystką podczas tworzenia Babygirl. Części zwrotek prowadzące do refrenu, w których wykorzystano chórki, są świetne. Niestety, to co zrobiono z resztą utworu sprawia, że po odsłuchaniu go czuje się pewien niesmak. Wielka szkoda, bo gdyby postawić na prostotę to mogłaby wyjść z tego całkiem przyjemna nuta. Kolejnym wypadkiem przy pracy jest Another Opinion. Ten utwór, pomimo iż lirycznie bardzo mi się podoba, to zarówno pod względem wokalnym jak i oceniając produkcję jestem po prostu rozczarowany. Do słabszych punktów zaliczam również Here To Stay. Ten utwór aż się prosi o zmianę tempa i popisy wokalne. Niestety zrobiono z niego monotonny kawałek, który ciągnie się jakby nigdy miał się nie skończyć.
Wróćmy jednak na dobre tory. Zanim jednak przejdziemy do perełek pora wspomnieć o utworach dobrych i bardzo dobrych. Zamykające cały album Have You Now jest swego rodzaju łącznikiem między starą a nową Meghan. Bardzo przyjemne podsumowanie całości. Może i nie jest to jakaś wybitna kompozycja, jednak zostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. Jeżeli polubiliście Meghan za skoczne i pozytywne utwory, to z pewnością przypadnie wam do gustu Lie To Me. Numer idealny do swobodnego bujania się i tupania nóżką. Jeżeli chodzi o efekt współpracy Trainor z Nicki Minaj to tak naprawdę nadal nie wiem, czy zaliczyć go do tych najlepszych utworów, czy jednak się wstrzymać. Nice To Meet Ya kupiła mnie w pełni refrenami, jednak zwrotki wciąż nie do końca mnie przekonują. Kompozycja z pewnością zostanie na mojej playliście na długo, nie wiem jednak czy ma na tyle mocy, aby przebić się na listach przebojów i stać hitem.
Pod koniec przyszedł czas na wskazanie kilku perełek z Treat Myself. Już pop pierwszym odsłuchu wśród najlepszych utworów umieściłem Funk. To jest własnie to na co czekałem. Dokładnie w takim klimacie Meghan powinna nagrywać swoje utworu. Ta piosenka to bomba pozytywnej energii, która z pewnością stanie się ulubieńców fanów. Kawałek Ashes jest kolejnym przykładem na to, że prostota jest lepsza od przepychu. W tym utworze wszystko do siebie pasuje. Świetny tekst, zbalansowana produkcja i delikatny wokal doskonale przekazujący emocje. Utworem, który zasłużył sobie na szóstkę jest jednak After You. Naprawdę nie rozumiem czemu Trainor tak rzadko nagrywa ballady. Jedne z jej najlepszych utworów to właśnie tego typu kompozycje. Wspominana piosenka zdecydowanie podnosi ocenę całego albumu. Meghan i AJ Mitchell brzmią razem doskonale. Ich głosy idealnie do siebie pasują i perfekcyjnie ze sobą współgrają. Dodatkowo jest to kolejny utwór w którym wyraźnie słychać, że płynie prosto z serca obu artystów.
Materiał, który znalazł się na Treat Myself miał być szczytem możliwości Meghan Trainor. Ja uważam, że tak się nie stało. Dziewczyna ma w sobie potencjał, który z pewnych powodów został gdzieś głęboko zakopany i przejawia się tylko momentami, w pojedynczych kompozycjach. Trzeciego studyjnego albumu artystki nie mogę nazwać złym, jednak bardzo dobrym również nie. Moim zdaniem wokalistka nadal nie odnalazła złotego środka, jest zwyczajnie zagubiona i wciąż nie wie co tak naprawdę chce tworzyć. Na Treat Myself jest całkiem sporo niespójności. Z jednej strony mamy genialne brzmienia, materiały na hity podbijające listy przebojów, a z drugiej mierne kompozycje, które gdyby nigdy nie ujrzały światła dziennego, to tak naprawdę nic wielkiego by się nie stało. Ja do części utworów z tego wydawnictwa z pewnością będę często wracał. Wciąż zamierzam również czekać na kolejne utwory od Meghan z nadzieją, że pewnego dnia nagra płytę, która będzie w całości zgodna z tym, co gra w jej sercu i duszy.
- Data premiery: 31 01 2020
- Single: No Excuses, Wave, Nice to Meet Ya
