Jedna z najbardziej rozchwytywanych amerykańskich raperek ostatnich miesięcy, czyli Megan Thee Stallion ma dla nas dobrą nowinę i to dosłownie. Po ponad trzech latach od swojej debiutanckiej epki, przyszedł w końcu czas na debiutancki album, który szczyci się tytułem Good News. Chodź wszystkiego, co przyjemnie nigdy za wiele, tak w hip‑hopie dawno nie było przesytu muzycznej dobroci z rąk wyłącznie jednej kobiety.
Osobiście nie sądziłem, że Megan Thee Stallion będzie wstanie wyczarować swój debiut w tak szybkim tempie, tym bardziej, gdy wydane pół roku temu Suga zupełnie nie zwiastowało nadchodzącej zwyżki jej artystycznej formy. Ówcześnie moim głównym zarzutem wobec twórczości Megan był brak swojego oryginalnego brzmienia, które odróżniałby ją na tle muzycznego środowiska. Gdzie talent był niezaprzeczalny i nadal robi niemałe wrażenie, ten nie miał wsparcia ze strony wartościowej oraz inspirującej produkcji. Dlatego też niespodziewanym jest solidność Good News, pomimo obszernej artystycznej działalności Megan Thee Stallion w tym roku. Zatem na czym polega ta diametralna zmiana?
Good News ma najprostsze, a jednocześnie najsilniejsze przesłanie, jakie może dotyczyć jakiegokolwiek muzycznego wydawnictwa – żyj i baw się tym życiem. Rzecz jasna nie wszystkie chwile będą przyjemne, co nie oznacza, że trzeba poddawać się już na samym starcie, ani tym bardziej spoczywać na laurach, jeśli takie uda nam się zdobyć. Megan Thee Stallion rapuje o sobie, o tym, co dotyczy jej wprost, dzięki czemu jest autentyczna. Za sprawą Good News słowo w końcu zaczęło podążać za dźwiękiem i vice versa, choć niekoniecznie, jeśli chodzi o gości młodej raperki. Zatem tym większy szacunek dla Da Baby, SZA oraz rzecz jasna Beyoncé, którzy nie dali się przyćmić przez Megan, która wręcz opływa w swoją niezwykle płynną i świetnie skonstruowaną nawijkę.
Co tyczy się samej muzyki, ta charakteryzuje się prostotą i lekkością, pięknie akompaniując rymom autorstwa Megan. Produkcja stanęła na wysokości zadania i to po prostu czuć, co wyraża się w bezmyślnej przyjemności, jaka płynie ze słuchania tego albumu. Good News to klasyczny hip-hop – niezbyt innowacyjny, ale nie każdy artysta musi odkrywać koło na nowo, tym bardziej, gdy tym kołem potrafi zakręcić. Megan Thee Stallion umie rapować, jednak śpiewać już raczej niekoniecznie. Co prawda nie mogę odmówić takiemu Don’t Rock Me To Sleep uroku, lecz wynika on raczej z nieporadności samej Megan, niż jej realnych umiejętności. Ten rumak nie śpiewa, po prostu.
Tak jak już zdążyłem wspomnieć, gdyby Good News został pozbawiony udziału niektórych gości, ten tylko by na tym zyskał. Megan The Stallion samodzielnie potrafi wypełnić swoje piosenki odpowiednią energią i nie potrzebuje u swego boku kolejnych artystów, tym bardziej, gdy ich obecność pozbawiona jest artystycznego sensu. Zatem najlepsze piosenki to te, gdzie Megan samodzielnie pokazuje ją na co stać. Mam tu chociażby na myśli zabawne Sugar Baby, wyuzdane Body, ostre What’s New, czy nieco głupkowate Work That, co winno się nazywać „Rodeo”. Natomiast najlepszym spośród całej stawki jest Outside – szczery i prosty, zaś Don’t Rock Me To Sleep – na zawsze w MYM serduszku. Gdyby na Good News zabrakło Do It On The Tip, Movie oraz Go Crazy, nic by się nie stało – kompozycje jak najbardziej w porządku, lecz tracą przez przeciętne wykony ich współtwórców.
Good News to niezwykła muzyczna niespodzianka jeśli chodzi o artystkę, która stała się gwiazdą, zanim jeszcze wydała swój debiutancki album. Tym samym Megan Thee Stallion udowodniła, że nie jest to przypadek, odcinając się od potencjalnej łatki sezonowej gwiazdeczki. Lepszy dobór gości i twórczy rozwój, doprowadzi ją niedługo do statusu jednej z najważniejszych raperek wszechczasów. Niech ten rumak gnie galopem ku chwale!
- Data premiery: 20 11 2020
- Single: Girls In The Hood, Don't Stop, Body
